Janusz Bocian: Tricity Raiders czyli nuda rodzi kreatywność

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak zaskakujący jest umysł ludzki. Chęć działania rodzi wizję zniszczenia, czyli Trójmiasto jako kanwa postapokaliptycznej alternatywnej historii

Jestem miłośniczką undergroundu w kinie. Z Januszem spotykam się w jednej z trójmiejskich filmowych kawiarni. Ot, żeby zachować klimat. Janusz Bocian zamiłowanie do kina ma we krwi, ale i fach w ręku, to reżyser, scenarzysta, twórca efektów specjalnych. Pracował przy takich produkcjach jak „Wiedźmin” i „Czas Honoru” a w kinie niezależnym współtworzył „Dawno temu w Iłży”, który otrzymał nagrodę za Najlepszy Zagraniczny Film Przygodowy na festiwalu w Nowym Jorku. Od ponad roku obserwuję jego kolejny enigmatyczny projekt – „Tricity Raiders”.

Reklama
Advertisement

Wiesz już w jakim celu chciałam się spotkać. „Tricity Raiders” – zagadkowy tytuł, zdjęcia ludzi w postapokaliptycznych strojach, zdawkowe informacje… Co to jest?

Tricity Raiders był pierwotnie projektem post-apokaliptycznego serialu telewizyjnego, ale sama koncepcja, łącznie z uniwersum, rozrosła się z czasem, między innymi dzięki współpracy z Festiwalem Old Town i Festiwalem Fantastyki Cytadela. Nasze postacie pojawiły się w światach stworzonych na potrzeby tych festiwali, a ich historie wplotły się w naszą fabułę. Projekt stał się franczyzą i poza serialem nie wykluczam też wydania innych produktów, które będą współgrały z uniwersum.

Zanim powiesz mi więcej, zdradź, skąd się wziął sam pomysł.

Szczerze? Z nudy. To ona rodzi kreatywność. Z moją ówczesną ekipą szukaliśmy czegoś na dłużej, projektu, który będzie powtarzalny, a nie skończy się w jednym krótkim cyklu. Serial to format, który wymaga dłuższej pracy, można go realizować w międzyczasie, w momencie, kiedy na horyzoncie nie pojawiają się inne, większe projekty. Wykorzystanie postapo było pomysłem Marcina Mielczarka, który jest specjalistą w tej tematyce. Sama historia powstała dość szybko, ale projekt leżał w szufladzie przez prawie pięć lat. Przez ten czas dojrzał. 

Patrzę dalej na zdjęcia i trailer, pytania jakie przychodzą mi do głowy to: Grupa aktorów czy amatorów? Czy to ludzie „z ulicy”, którzy są po prostu hobbystami postapo? Kto, poza filmowcami, jest zaangażowany w tej projekt?

Jak zauważyłaś, zawodowi filmowcy – operatorzy, scenarzyści, reżyserowie, graficy, aktorzy, 90% osób biorących udział w projekcie to profesjonaliści. Wielu z nich pracuje z nami po godzinach stałej pracy – tak jest między innymi z Maćkiem Kwiatkowskim, który był wzorem ruchowym dla postaci we wszystkich grach o Wiedźminie, a z nami również nagrał kilka scen.

A pozostałe 10%?

To osoby, które pochodzą z teatrów i kin niezależnych. Lubię pracę z takimi ludźmi – ich sposób grania jest często o wiele bardziej naturalny niż aktorów zawodowych.

Jak do ciebie trafiają?

Mam gadane! <śmiech>

W to nie wątpię! Wiem, że obracasz się w środowiskach filmowych, ale żeby znaleźć kogoś do współrealizacji projektu, niezależnie od tego w jakiej branży, trzeba wiedzieć, kto będzie podzielał nasze cele.

W projekcie Tricity Raiders pełnię rolę bardziej producenta i scenarzysty niż reżysera, ale to prawda, ludzi znajduję w swoim środowisku filmowym. Po prostu mówię im o projekcie. Zdarzało się tak, że było kilka osób entuzjastycznie nastawionych, ale potem praca nad projektem ich przerastała. Obecnie jednak, większość osób, które były zaangażowane w projekt od początku, nadal go wspiera – to jest świetne. Wiadomo, mieliśmy duże bariery związane z produkcją – brakowało środków i czasu. Wykorzystywaliśmy wszelkie okazje żeby coś nakręcić w świecie Tricity.

Dobra, mamy specyficzny klimat, wojownicy z wymalowanymi twarzami, walki. Sztampowe postapo to raczej zombie i powtarzalne schematy. Czy nowy motyw trafi do widza?

Powinien. Wszystko, co powiedziałaś o sztampowym postapo to powtarzalność – filmy i seriale powstające na podstawie serii książek, komiksów, gier. Tworzone jest na podstawie tego co już się raz sprzedało Brakuje nowych oryginalnych historii i światów. W latach 80tych i 90 powstawało ich pełno, a obecnie niemal zniknęła oryginalność. Widownia jest tym zmęczona i liczymy na to, że entuzjastycznie przyjmie coś nowego.

To znaczy – jak? Film to też długi projekt, a jednak na początku obstajesz przy serialu.

Jest takie powiedzenie w branży: „Zrób film fabularny, kiedy masz jednego bohatera, jak masz świat albo grupę bohaterów – to zrób serial”. U nas pierwszy był świat i to do niego dopasowujemy poszczególne elementy. To daje nam elastyczność w działaniu – możemy opowiedzieć wiele historii, nasza grupa bohaterów wciąż się rozrasta i każdy z nich może przekazać coś innego. Staramy się wypracować mechanikę tego świata – stworzyć stałe elementy społeczne, w które będą mogły się wpasować poszczególne postacie. Mimo wszystko, nie poprzestaję na serialu, liczę, że kiedyś stworzymy również film fabularny, w planach już jest seria książek osadzona w tym świecie oraz gry wideo i gry planszowe, które pozwolą się w tym świecie bawić.

Otwarta fabuła to również otwartość na ludzi.

I to nie tylko na widzów – chcemy zaprosić wielu scenarzystów i reżyserów do współpracy. Planujemy też ogólną otwartość na twórców, którzy na kanwie Tricity Raiders zrobią swoje spin-offy. Kiedy będziemy mieli rozbudowaną grupę fanowską, nie będziemy się wzbraniać przed ich pomysłami i twórczością fanowską, które zazwyczaj przez duże koncerny filmowe są mocno ograniczane.

To ciekawe i rzeczywiście daje duże pole do popisu. Wróćmy jednak do samej fabuły. Jesteśmy w Gdańsku. Tricity Raiders to z pewnością nieprzypadkowy tytuł.?

Ta nazwa to celowy zabieg! Tricity Raiders to trochę alternatywna rzeczywistość – akcja rozgrywa się 100 lat po zakończeniu wielkiej wojny, po której nastąpiła katastrofa ekologiczna i załamanie cywilizacji. Ten świat to przedstawienie Trójmiasta takiego, jak mogłoby wyglądać po takiej katastrofie. I tak: mamy wyschnięty Bałtyk – pustynię pełną niebezpieczeństw, a na miejscu Trójmiasta, które zostało zrównane z ziemią, została zbudowana enklawa ze złomu pozostałego po katastrofie, otoczona wysokim murem chroniącym przed atakami mutantów. Najlepiej zachowała się Gdynia. W port jest wbity wielki amerykański lotniskowiec – jest pozostałością po wojnie i jedynym źródłem prądu, bo reaktor na pokładzie jeszcze działa. Ten obiekt służy za dyskotekę.

Czyli mimo katastrofy, ludzie dalej się bawią! <śmiech>

Oczywiście, i to jak! Za to w Sopocie jest wielka dziura po bombie atomowej i jest to miejsce, do którego raczej się nie wchodzi… W skład Tricity wchodzą też enklawy położone dookoła miasta. Dalej są już tylko ziemie opanowane przez agresywne plemiona mutantów.

To jest inspiracja fabularna, a jak z geograficznym położeniem?

Geograficznie i planowo to również jest to miejsce. Teraz pracuję nad grą opartą o nasz świat, a w niej staram się odtworzyć teren na podstawie map satelitarnych, ale jako że Tricity Raiders to historia alternatywna, modyfikuję niektóre elementy, żeby przedstawić postapokaliptyczną wersję tego obszaru.

Tyle o Tricity, co z pozostałymi projektami, wiem jeszcze o „Derecho” to film festiwalowy, który tworzysz od dłuższego czasu. Zdjęcia do tego horroru rozpoczęły się tuż po katastrofie, która dotknęła lasy na północy Polski w 2017 roku.

„Derecho” jest już prawie skończone, w najbliższym czasie planujemy zorganizować oficjalną premierę, czeka nas jeszcze dogranie angielskiego dubbingu, który pomoże nam przykuć uwagę zagranicznych odbiorców. Na pierwszych nieoficjalnych pokazach został ciepło przyjęty, a z rozmów z widzami, wyciągnęliśmy uwagi dotyczące montażu i innych elementów, które jeszcze możemy poprawić.

Janusz, dziękuję ci za spotkanie i życzę powodzenia w kolejnych projektach. Mam nadzieję, że ta apokaliptyczna wizja Trójmiasta jak najdłużej pozostanie tylko na ekranie, a nie w życiu.

Autor

Monika Stawińska – Skrupulatny grammar nazi, copywriter, dziennikarz, redaktor. Słowotwórca. Prawie jak Shakespeare. Hipokryta z osobowością typu ISTJ-T. Uważa się za rzemieślnika, bo rzeźbi w słowie. Zawsze pisze Timesem. Z wykształcenia jest filologiem, a prywatnie pasjonatką jazdy konnej, kultury zagranicznej, literatury pięknej oraz… gier. Właśnie dlatego dla TVP Sport pisze o sportach elektronicznych.

Przeczytaj również

Reklama