Selfie z dziką zwierzyną

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
W czasach, w których jeszcze nie znano słowa „selfie”, obowiązkowym punktem pobytu na zakopiańskich Krupówkach było zdjęcie z misiem, a raczej z osobą przebraną za tatrzańskiego niedźwiedzia. Jakiś czas potem pojawił się „góral” z owieczką na ramionach.

To, co znaliśmy z Zakopanego, stało się światowym trendem w turystyce. Do tego stopnia, że swoje zaniepokojenie wyrażają znane i cenione organizacje, zajmujące się ochroną dzikich zwierząt. Z raportu organizacji World Animal Protection, dotyczącego zwierząt Amazonii, wynika, że w ciągu ostatnich trzech lat nastąpił trzykrotny wzrost liczby „selfie” z dzikimi zwierzętami, opublikowanych na platformie Instagram. Ponad 40 procent tych zdjęć, zgodnie z analizą WAP, można uznać za szkodliwe dla fotografowanych zwierząt. Najczęściej fotografowanym amazońskim zwierzęciem są leniwce – większość z nich, po tym, jak są wyławiane z dżungli i oferowane turystom do selfie, nie przeżywa nawet pół roku. Z badań WAP wynika, że 20 proc. selfie ze zwierzętami z Ameryki Łacińskiej dotyczy przedstawicieli gatunków zagrożonych, a w 60 proc. zwierzęta widoczne na tych zdjęciach są chronione przepisami prawa międzynarodowego.

dzika zwierzyna, zagrozone gatunki, szkodliwe zdjecia zwierzat, zwierzeta w brazylii, zwierzeta w peru

Fascynacja światem dzikich zwierząt towarzyszy człowiekowi od zarania. Jej współczesny wymiar – czyli ogród zoologiczny – przestał podglądaczom wystarczać. Chcemy być bliżej, coraz bliżej i jeszcze bliżej, nie tylko zobaczyć, ale też poczuć zapach, dotknąć. Dziką zwierzynę podglądaliśmy z myśliwskich ambon. Teraz te ambony „dostały” cztery koła. W Afryce mobilne ambony – małe busy, landcruisery, ciężarówki z otwartymi dachami – zobaczycie w każdym afrykańskim parku narodowym. Nawet wtedy, gdy wydaje się, że tylko Wy w waszym pojeździe macie wyjątkową okazję samotnego przyglądania się dzikiej zwierzynie. Tak było w Nakuru, gdy tuż przed zachodem słońca natknęliśmy się na stado lwów. Nim się obejrzeliśmy, obok naszej ciężarówki stało już kilka innych „mobilnych ambon” z podglądaczami. Równie groteskowo wyglądało oglądanie pary gepardów z młodymi w kraterze Ngorongoro. Do miejsca, gdzie były gepardy, zjechało się z całego parku prawie 20 samochodów.

Reklama

Nic też dziwnego, że, jak piszą autorzy raportu WAP, 94 proc. agencji turystycznych w Brazylii i Peru zachęca swoich klientów i ma w swojej ofercie obowiązkowy punkt programu: zdjęcie z dziką zwierzyną. Cóż, pecunia non olet. Tego trendu nie da się powstrzymać, wraz z rozwojem turystyki będzie się on nasilał. No bo ile razy można zwiedzać zabytki? Dajcie nam coś fajnego! Może być spacer z nosorożcem? No jasne! Rzecz w tym, by odbywało się to z jak najmniejszą krzywdą dla zwierząt.

dzika zwierzyna, zagrozone gatunki, szkodliwe zdjecia zwierzat, zwierzeta w brazylii, zwierzeta w peru

W Ziwa Rhino Sanctuary moża przespacerować się z Obamą. Nosorożcem Obamą. Jego matka pochodzi z USA, a ojciec z Kenii. Narodziny były dla miejscowych wielkim, bardzo wyczekiwanym świętem. Przyszedł na świat prawie 8 lat temu – 24 czerwca 2009 r. – i jest pierwszym urodzonym w Ugandzie osobnikiem od czasu całkowitego ich wytępienia. Właśnie minęło 10 lat istnienia tej placówki, jej głównym celem jest odbudowa populacji nosorożców w Ugandzie. Jakieś 35 lat temu te wielkie zwierzęta, jedne z najszybszych na sawannie, całkowicie wyginęły. A to na skutek wojen domowych, które rozpętał szalony Idi Amin. W tym nietypowym rezerwacie żyje w tej chwili 15 nosorożców. Mogą egzystować dzięki dotacjom i biletom wstępu na krótki spacer wśród stada.

dzika zwierzyna, zagrozone gatunki, szkodliwe zdjecia zwierzat, zwierzeta w brazylii, zwierzeta w peru

Ale największą atrakcją Ugandy są górskie goryle, żyjące także w Rwandzie i Kongo, właśnie te, unieśmiertelnione przez Diane Fossey i film „Goryle we mgle”. Dotarcie do nich nie jest łatwe, bo to co najmniej kilkugodzinny trekking w dziewiczej dżungli i – co ważniejsze – spory koszt. Bilet wstępu do parku narodowego Nieprzenikniony Las Bwindi to wydatek 600 dolarów amerykańskich, a do tego dochodzą napiwki dla przewodników i tragarzy. Dla wielu miejscowych napiwki z „tragarzowania” (20-25 dolarów) to jedyne źródło utrzymania. Do wynajmowania tragarzy zachęca też dyrekcja parku. To element strategii powstrzymywania tubylców przed kłusowaniem na goryle i budowania w ich świadomości prostego mechanizmu: „im więcej goryli w lesie, tym więcej turystów, tym więcej pieniędzy i tym lepsze życie w wiosce”. Właśnie dlatego wędrówka do stada goryli jest tak droga.

dzika zwierzyna, zagrozone gatunki, szkodliwe zdjecia zwierzat, zwierzeta w brazylii, zwierzeta w peru

Spacery wśród lub z dzikimi zwierzętami są najczęściej organizowane w prywatnych rezerwatach, zarządzanych przez różne fundacje, dla których stanowi to źródło dodatkowego dochodu. Tak jest np. w przypadku fundacji Lion Encounter, działającej w Victoria Falls w Zimbabwe. Zajmuje się ona opieką nad lwimi sierotami, a w celach dochodowych organizuje spacery z młodymi osobnikami. Grupa nie może liczyć więcej niż 10 osób, jedynie przewodnik jest uzbrojony w karabin – taki pamiętający chyba czasy Livingstone’a. Na spacery wychodzą młode lwy, od małego wychowywane w obecności ludzi. Gdy mają półtora roku, przestają być już wyprowadzane do turystów. Rozpoczyna się żmudny proces introdukcji zwierząt do ich naturalnego środowiska. Przy tej okazji pojawiają się zarzuty, że lwy z tego typu rezerwatów – ze względu na to, że nie są w stanie adoptować się w dzikim środowisku – są przeznaczane do odstrzału dla majętnych myśliwych. Ale o takich rzeczach, w chwili gdy wielki kot ociera się o twoje nogi, wcale się nie myśli.

 

Avidhiker.pl

Reklama

Dyniak

– Jak można wywalać gnój w klapkach? – pytam tego wieśniaka. Nie