Wojciech Solarz: Deklinując śmiech przez biedronki

Jakub Wejkszner

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Wojtek opowiedział mi kilka prawd. Opowiedział co to znaczy być człowiekiem wśród ludzi. Dlaczego, gdy przychodzi do nas fraza „agrafka przyczepiona do napletka niewidzialną nicią” to nie możemy tego tak po prostu zignorować, bo to część nas. Jeszcze nie wiemy jaka, ale zawsze możemy się przecież dowiedzieć.

 

Cześć Wojtek.

Cześć, witam serdecznie.

Dzisiaj spotykamy się dla Anywhere.pl z tobą, w tym jakże pięknym, polskim China Town.

Bardzo fajne miejsce.

Powiem ci szczerze, że może nie byłem twoim fanem od zawsze, bo zazwyczaj kojarzyłem cię z rolami gdzieś w tle, acz były to role mocno wyraziste. Przygotowując się do tej rozmowy przejrzałem całą twoją twórczość jeśli chodzi o kabaret, o filmy, o La La Poland i powiem szczerze – naprawdę jestem zaskoczony, że tego rodzaju komedia istnieje w Polsce, strasznie trudno mi było ją dostrzec.

Dziękuję bardzo. Nasz kabaret to jest chyba taka droga od jakichś 10 lat. Ja zawsze bardzo lubiłem te rejony i jak myślałem o aktorstwie, zawsze myślałem w kategoriach kabaretu i komedii. Nawet na pierwszym roku studiów wszyscy od razu mówili, że Wojtek Solarz i tak jak będzie grał wiersz Herberta to będzie go robił w stylu kabaretowym. Natomiast jeżeli chodzi o kabaret to nasz kabaret został stworzony w 2010 roku z potrzeby absurdu i podróży absurdalnej po Polsce, po Warszawie i po naszych potrzebach, potrzebach aktorów. Z Michałem Walczakiem, który teraz jest twórcą Pożaru w burdelu, najpierw stworzyliśmy Kabaret na koniec świataw 2010 roku, w Teatrze Dramatycznym i to się jakoś utrzymuje od wielu lat. Potem przyszli kolejni ludzie, Wawrzyniec Kostrzewski, nasz reżyser, Maciej Makowski, Sebastian Stankiewicz, z którym w międzyczasie zrobiliśmy film Bobry, Olga Szarzyńska, Zuza Grabowska, Iza Dąbrowska, Robert Majewski i taką ekipą zaczęliśmy podróżować po abstrakcyjnych światach, a mi to zawsze było najbliższe. La La Poland, które jest kontynuacją Na koniec świata, więc mnóstwo skeczy stamtąd było władowanych w La La Poland, kiedy telewizja stwierdziła, że spróbuje to na swojej antenie, co nas zaskoczyło, bo bardzo zależało nam, by przemycić taki rodzaj humoru. Zawsze chcieliśmy robić coś w stylu Monty Pythona, mistrzów największych, czy zrobić takie Little Britain Nie było to łatwo, ale w tę stronę uderzamy.

Tak, to prawda. I też zauważyłem w twoim filmie reżyserskim Okna, okna, to jest jakby Monty Python od tyłu. Kiedy policja łapie rycerzy na samym końcu w Świętym Graalu, wtedy zaczyna się Twój film.

Reklama

Scena z Sebastianem Stankiewiczem, który jeździ różnymi epokami powstała z tego, że kiedyś napisałem osobistą historię tych okien. Pożegnania o chłopaku, co chodzi po lesie, coś mu się ukazuje i podąża za tym światłem. Napisałem to opowiadanie po czym przepisałem to na scenariusz filmowy, ale musiałem to jakoś zacząć. Przekleiłem jakiś inny scenariusz, który pisałem i który zaczynał się właśnie od takich głupich zaczęć historycznych. Chciałem kiedyś zrobić taki film, który zaczyna się np. od tego, że rozmawiamy, mamy wywiad, a potem ja patrzę, dojeżdżamy z kamerą do słonecznika, a tam wchodzimy w historię glonów, muchy wędrują gdzieś po Pradze, lądują jakieś państwa, tam jest sytuacja sensacyjna, jedziemy w jakąś historyczną sytuację, która nas prowadzi i nagle wracamy tu, kanałami, wychodzi ktoś, np. Marcin i nam oznajmia, że koniec. Takie jaja konwencjonalne. Michał Walczak mi zawsze to mówił, mylenie tropów.

To tropy lynchowskie, jak np. w porównaniu do sceny z Blue velvet. Tam w trawie leżało gnijące ludzkie ucho, w które wchodziliśmy i tymi tunelami się dalej przedzieramy.

To jest ten strumień świadomości, który pojawia się nagle, kiedy idziesz ulicą i coś się uruchamia, skojarzania, wspomnienia itp.. A potem świat nas uczy, żeby wkuwać alfabet, że masz prowadzić wywiad i masz go prowadzić w schemacie, pytanie-pytanie albo żeby nauczyć się takiego klasycznego widzenia świata, żebyśmy dojrzale stąpali po ziemi i przez to czasem odrzucamy te dziwne skojarzenia, które nam wprowadzają głębsze lub boczne przeżycia, stany, światy, które się do nas dobijają. Jeżeli jesteśmy otwarci też na nie to czy jest to bardziej absurdalnie czy bardziej poważnie, nagle możemy stworzyć coś szerszego.

Sztuka nie powinna naśladować życia w sposób 1:1, bo wtedy tak naprawdę naśladujesz jedynie coś, co oglądasz codziennie. Gdy przekrzywiasz i próbujesz pokazać przez tę sztukę wszystkie elementy, które są w ludzkiej głowie, pryzmat, przez który patrzymy na świat. I wydaje mi się, że ty to robisz.

 
Reklama

Sztuka jest po to, by coś uwypuklić, przekształcić, potem jak myślimy w ten sposób to nam wraca podstawówka i bajki Krasickiego, Fredro, Molier. To byli ci mistrzowie, którzy brali tę rzeczywistość, wykrzywiali i śmiali się z niej.

Nadpisywali to, co jest między ludźmi nad samą treść rzeczywistą.

Nie gubiąc tego, bo to ważne, żeby nie gubić linii sensu, tego pierwotnego sensu. Okna, okna,opowieść o człowieku, który siedzi na ambonie i uprawia absurdalny zawód, jest oparte na faktach. Kręciliśmy kiedyś ze szkołą Wajdy jakiś krótkometrażowy film na poligonie Borne Sulinowo, kilkanaście hektarów przestrzeni zupełnie zostawionej. Na samym środku stała metalowa budka, miała z 10 metrów. Pamiętam, że siedzieliśmy z Maćkiem Marczewskim, z którym graliśmy takie poboczne role i przez cały dzień patrzyliśmy na kolesia, który siedział w tej budce. Mnie strasznie interesowało kto tam siedzi przez cały dzień, więc weszliśmy na tę budkę i tam był taki był właśnie człowiek, a oprócz niego – kompletnie nic. I on siedział tam, nie było nic, jakieś kromki chleba suszone, siedział na 10 metrach i przed sobą miał również absolutnie nic, tyko ten poligon, hektary krzaków. Zapytałem co tam robi, a on mi na to, że siedzi za brata, bo brat pilnował, ale schodził i złamał nogę i on od 4 miesięcy go zastępuje. Zapytałem więc co tam robi. Na co on: ”Siedzę sobie”. Zapytałem ile godzin, a on, że 14 godzin dziennie. Zapytałem czy się nie nudzi, a on, że nie, jest w porządku. Na poligonie jest też tak, że nie masz w ogóle zwierząt i ponieważ poligon był wojskowy, to one uciekły, nic tam nie było, a koleś z urzędu ma tego pilnować. Zapytałem czy cokolwiek się tam zdarza, na co on, że pewnie, że przy jednym krzaku jakieś 3 tygodnie temu widział sarenkę.

Jest taka prawda, że życie się rymuje, bo to nie jest trudne znaleźć analogię między tym co on robi, a tym bezsensem, który ludzie robią np. w Warszawie.

Reklama

Praca w korporacji itp. – jaka jest różnica? Oczywiście z szacunkiem dla ich pracy. Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że jak znajdujesz sens w tym co robisz to możesz czyścić toaletę i robić to wspaniale, dając ludziom dobro.

Coś, co wyróżnia komedię, którą uprawiasz to, co przynamniej dla mnie jest interesujące, moment zauważenia, że w śmiechu jest potrzebne cierpienie, bo bez cierpienia w śmiechu zostaje nam tylko rechot. I wydaje mi się, że komedia w Polsce jest często rechotowata, nie masz takiego wrażenia?

To prawda. Rzeczywiście, zawsze jak sięgamy czy to po kamerę, czy jak robimy coś w kabarecie, musi mieć zakorzenienie w rzeczywistości, w środku ten żart musi cię boleć, musi cię przekręcić, musi być o czymś, musi też kosztować ciebie, ten wysiłek musi się pojawić. To jest ciekawe co mówisz też dlatego, że podobno w Starożytnej Grecji uważało się dramat jako tragedię i komedię. U nas panuje przekonanie, że dramat jest tym elementem wyższym. I pewnie tak jest, natomiast wiele też jest opinii, że tak naprawdę to komedia w jakimś sensie jest jeszcze wyżej niż dramat, dlatego że nie dość, że musisz przerobić to przez siebie, to jeszcze dodajesz dystans komedii.

 
Reklama

Wydaje mi się także, że miejsce, w którym się czujesz bardzo dobrze to niezręczność. Takie trudne sytuacje, kiedy ludzie nie wiedzą jak się zachować, bo istnieją określone zasady społeczne, których nie rozumieją, ale ich przestrzegają. W momencie, gdy te normy się załamują poprzez krzywe zwierciadło, stoją i nie wiedzą co zrobić.

Taki rodzaj zakłopotanego chłopca, mężczyzny, to zawsze było mi bliskie. Ten archetyp zawsze mnie pasjonował, badanie światów, łączenie ich. Wydaje mi się, że z tego wychodzi absurd, zażenowanie, kiedy ludzie próbują połączyć swoje światy, a nie wiedzą jak. Np. ktoś mi kiedyś opowiadał, że prowadził pierwszą lekcję w szkole, pani przyszła i chciała wyjść do dzieci, ale dzieci się wstydziły, bo nie wiedziały jak działać. Ona też nie wiedziała, bo była pierwszy dzień. Jest cisza, potem coś powiedziała o nauce i jest pytanie: To może chcielibyście o coś zapytać? I chłopiec podnosząc rękę mówi: Chciałem powiedzieć, że w Lidlu jest dzisiaj przecena na arbuzy, bo były po 6,80 zł, a teraz jest po 5,90 i można kupić taniej. Próby nawiązania kontaktów z różnych stron, a nie kompatybilność kodów.

Ja też uważam, że jeżeli chodzi o te kody kulturowe to one są ustanowione arbitralnie i to jest chyba największy problem. One nie są z naturalnego ciągu życia, to jest tak jak z tradycją i chyba Nietzsche o tym kiedyś pisał, że właściwie to jest taka kwestia, że jakiś czas temu pewna grupa ludzi ustaliła pewien wzorzec zachowania, w oparciu o rzeczywistość, która była wtedy aktualna i my, z jakiegoś powodu, 100 lat później robimy to samo.

Dokładnie, nie adaptujemy do własnej rzeczywistości, a żyjemy pierwszy raz, więc musimy sobie wtłoczyć te mądrości do głowy, acz musimy je poznać po swojemu.

 
Reklama

Tak, wydaje mi się, że ta adaptacja jest bardzo trudna. Konserwatyzm czy pewnego rodzaju tradycjonalizm daje swego rodzaju stabilizację. Wiesz co gdzie jest i wiesz jak się zachować w każdej sytuacji. Przełamywanie schematu, jak ty np. próbujesz robić, jest strasznie trudne dla ludzi. Nie mogą tego zaakceptować jako własnej przestrzeni, nie czują się w tym dobrze, bo nie mają haków.

To prawda, choć ja zawsze trochę się zaczepiałem, a trochę nie, uczę się przez lata. Zawsze mówi się to wśród aktorów, czy w rodzinach – a kiedy ty będziesz jak taki pan Łapicki? Ja bym chciała, żebyś ty tak ładnie mówił jak pan Zapasiewicz. I to jest ok, tylko każdy musi znaleźć swoją drogę, swoją prawdę i wtedy będziesz po swojemu panem Łapicki.

Reklama

Kiedy matka była młoda to wtedy to było modne.

I też osiągnęło jakiś statut kanonu.

My zawsze wracamy do swojej młodości, żeby powiedzieć sobie, że kiedyś było fajnie. I to nie dlatego, że było wtedy fajnie, tylko dlatego, że byliśmy wtedy młodzi.Chciałem też porozmawiać chwilę o oknach i przyznać się też do tego, że nie do końca zrozumiałem ten film, próbowałem go ugryźć na kilka sposobów, ale chyba nie uchwyciłem sedna. Może możesz mi pomóc?

To jest moja osobista wypowiedź o pewnym pożegnaniu świata, w którym gdzieś jest jakiś bohater, który gdzieś żyje, ma jakąś pracę, która jest bardziej lub mniej absurdalna, on tam siedzi, koledzy gdzieś walczą ze swoimi głuszcami, a on, ten Wojtek, gdzieś się zagubił. Też żegnałem się ze swoim związkiem. I mimo życia, które się dzieje, które musi się spełnić, które go bardziej lub mniej interesuje, po prostu cały czas ma w głowie tę przeszłość, z którą musi się pożegnać. Okna, ta dziewczyna, ta nieustająca, powracająca myśl. To równie dobrze mógłby być ktoś, kto siedzi, a cały czas biedronka siada mu na ramieniu i go ciągle rozprasza. Nie wie dlaczego, przecież to tylko biedronka. W końcu dochodzi do tego, że rzeczywiście kiedyś, jak był zakochany bez pamięci to ta biedronka była. Wracające coś, co mu nie daje spokoju, fabularność, taki strumień świadomości gdzie on wchodzi do tego pokoju i widzi, że tego związku, tej miłości już nie ma i musi wyjść, a wokół dzieją się jakieś absurdalne rzeczy. Ja je po prostu lubię umieszczać, tego rodzaju przeżycia w absurdalnych klimatach, a często wydaje mi się, jak idziemy na peryferie swoich uczuć, emocji i przeżyć, lęków, depresji, zmierzamy się z czymś głębszym. Często wykonujemy jakieś takie rzeczy, których byśmy nie wykonali. Siedzisz w domu i tak cię coś dręczy, że wyszedłeś. Normalnie być poszedł do sklepu, kupił piwo i wrócił, zalał smutek, a coś cię tak męczy, że nagle robisz coś innego i idziesz 2 kilometry przed siebie. To ci czyści głowę, idziesz, bo coś cię wypchało. Dochodzisz do jakiejś wsi, tam spotykasz jakiegoś faceta, on ci mówi żeby się z nim napić, opowiada ci historię swojego życia i myślisz, że to niesamowite, bo normlanie siedziałeś przez 3 lata w swojej chałupie, a jednak coś z ciebie wyszło.

Też w kwestii tego, że to jest jego szkiełko i dla nas jego szkiełko może być zupełnie nietransparentne, a dla niego to jest po prostu rzeczywistość.

Coś ci ciągle wraca, coś niewyjaśnionego, aż musisz się temu przyjrzeć głębiej i porozmawiać jeszcze, rozwiązać, a może zrozumieć, że to ma odejść. Jest coś takiego, że jak zaczynamy wypluwać z siebie pewne rzeczy to przychodzą do ciebie dziwne skojarzenia, przychodzi ci balustrada z balkonu. Prawdziwe skojarzenie, że to nie ma prawa i miejsca tu być, ale jest jednak. I normalnie sobie wyrzucasz to. To o tym jest, o pewnym pożegnaniu i nadziei na inny świat, na nowe otwarcie, dlatego wyjeżdżam z tego dołu.

To też  z nadzieją na nowe otwarcie, dziękuję bardzo za rozmowę.

Dziękuję, tydzień temu mi się urodziła córeczka.

Pozdrawiamy córeczkę.

Reklama

Tak i moją Asię pozdrawiamy serdecznie.

 

 
Reklama

fot. Daniel Raczyński

Reklama