Przeciw niepełnosprawności myślenia

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Na ekrany kin wchodzi długo oklaskiwany w Gdyni film „Ikar. Legenda Mietka Kosza” w reżyserii Macieja Pieprzycy. W księgarniach z kolei możemy kupić książkę autorstwa reżysera. Warto przy tej okazji przypomnieć, że to już jego druga powieść.

Zgadza się, Maciej Pieprzyca nie tylko reżyseruje świetne filmy. W kinach oglądamy film z muzyką Leszka Możdżera i z kolejną świetną kreacją Ogrodnika, a w księgarniach warto zauważyć książkę pod tym samym tytułem, którą reżyser równolegle pisał. Do teraz Mieczysław Kosz lewitował w mrokach kulturalnej niepamięci.

To powieść napisana z perspektywy muzyka – jego wspomnienia z dzieciństwa w Hajnówce, z ośrodka dla niewidomych dzieci w Laskach, potem ze szkoły muzycznej w Krakowie i rozwoju kariery w Warszawie. Potrafił usłyszeć uśmiech, rozpoznawał kroki kierownika po obluzowanej zelówce, kochał jazdę po ruchomych schodach, a urodę kobiet rozpoznawał po tembrze głosu. Uważał, że niewiele jest rzeczy gorszych niż godzenie się na przeciętność. Buntując się przeciwko kalectwu, postanowił, że zostanie wielkim pianistą. Granie sprawiało, że widział.

Branżowe koterie, nieustanne niedobory (przez wiele lat Kosz nie miał instrumentu, na którym mógłby ćwiczyć, musiał grać w restauracjach do kotleta, czym gardził, a do tego uprawiał gatunek muzyczny nienawidzony przez władzę), porażająca samotność genialnego muzyka i dramat życia osoby niewidomej skazanej na cudzą łaskę i niełaskę. Książka wiernie odtwarza scenariusz (albo scenariusz książkę), za to papier jest nośnikiem wielu historii o Koszu, które nie mogły znaleźć się na ekranie.

 
Reklama
 
Reklama

Oszczędzę Państwu spojlery. Niech każdy z legendą mierzy się sam – i w kinie, i po wyjściu z księgarni.

Warto przy okazji tej publikacji przypomnieć, że Pieprzyca wcale nieźle radzi sobie jako pisarz. Jego wcześniejsza powieść, „Chce się żyć” ukazała się równolegle z premierą filmu pod tym samym tytułem. Był na nią słuszny szał, dziś można ją znaleźć w antykwariatach, bibliotekach i w formie e-booka.

Narratorem „Chce się żyć” jest Mateusz Rosiński, czterokończynowo porażony romantyk z wielkim darem przenikliwości i obserwacji. Nie mówi i nie chodzi, spastyczność nie pozwala mu samodzielnie się najeść ani ubrać. Najgorsze jest to, że nie może porozumiewać się ze światem zewnętrznym. A właśnie to próbuje zrobić nieomal od urodzenia.

Rodzina raz lepiej, raz gorzej radzi sobie z opieką nad niepełnosprawnym w domu. Matka mocno wierzy w potęgę fizjoterapii i w głównej mierze to dzięki jej uporowi, wbrew lekarskim wyrokom, mięśnie Mateusza nie zaczęły zanikać. Potem chłopak sam zaczął znajdować sposoby na przemieszczanie się po mieszkaniu (czołganie na plecach), a nawet sprytne wspinanie się po oparciu wersalki na parapet. Z czasem zaczyna bystro wykorzystywać nowo nabyte umiejętności: kiedy jego brat przyprowadza do domu dziewczynę, Mateusz spod łóżka uważnie obserwuje miłosne sceny. Czas spędzony na oknie pozwala mu rejestrować topografię sąsiedzkich układów, a nawet poznać dziewczynę, która chętnie zabiera go na spacery, nie wstydzi się jego niepełnosprawności, nie szydzi z niego i nie lituje nad nim.

 
Reklama

To zgrabnie i solidnie uszyta książka: z odpowiednim tempem narracji, szeroko, choć nieprzesadnie zarysowanym tłem społecznym, właściwie dobranymi środkami językowymi, wyrazistym podziałem, który odnosi się do etapów rozwoju wewnętrznego bohatera. Przekaz jest dosadny, ale nie rozdzierający. Nieprawdopodobne ciepło, którego źródłem jest mądry dystans narratora, zostaje w czytelniku tak samo długo jak wydźwięk filmu Pieprzycy pod tym samym tytułem. Co najważniejsze: to książka nieustannie potrzebna. Przedstawia instrukcję obsługi Innego – choć w sztafażu osoby niepełnosprawnej.

O ile w książce „Chce się żyć” Pieprzycy udaje się nie popaść ani w ckliwość, ani w tani sentymentalizm, o tyle „Ikar” już takie wpadki językowe zalicza. Dziecięcy, prosty język doskonale oddawał świat przez większość życia zamkniętego w czterech ścianach Mateusza Rosińskiego. W przypadku muzycznego geniusza świat przedstawiony prosi się o choć cień językowej inwencji albo unikanie zbyt prostych porównań czy płaskich metafor. Muzykolodzy pewnie by podnieśli larum, kiedy by przeczytali, że muzyka jest nośnikiem znaczeń i obrazów. Na szczęście w literaturze taką koncepcję da się obronić, podobnie w psychologii – muzyka ewokuje wspomnienia i silnie oddziałuje na mózg. Poza tym fenomen znaczenia barwy dla jakości dźwięku u Mieczysława Kosza ma odrębne znaczenie. To niepiśmienna matka w filmie każe chłopcu na organkach „zagrać” kolor, który widzi. W warstwie formalnej właśnie to muzyk próbował uzyskać, wykorzystując techniczną maestrię i emocjonalne zaangażowanie.

Od książki Pieprzycy jakimś cudem nie sposób się odkleić. Wsysa od początku do końca, nawet jeśli czyta się ją po lekturze filmowej. Nade wszystko jest uczciwa: nie czyni z niego postaci posągowej, nie przerabia w anioła, uznaje jego cierpienie i ukazuje metody, których się chwytał, żeby przetrwać.

„Ikar” to cenna pozycja na rynku. O ile jedyna książka biograficzna, o której wznowieniu Anywhere.pl informowało, przybliża sylwetkę twórczą i pieczołowicie odtwarza chronologię wydarzeń z życia Kosza, o tyle książka Pieprzycy ocala od zapomnienia dziesiątki anegdot i wspomnień o pianiście, a nade wszystko pokazuje, jak cudownie inteligenty, rozbrajająco sarkastyczny i pełen dystansu wobec siebie potrafił być.

Pieprzycy w ten sposób udaje się nakreślić sylwetkę psychologiczną bohatera: człowieka skrajnie wrażliwego, o rzadko spotykanym talencie kształconym dodatkowo pod okiem najlepszych w Polsce specjalistów, a przy tym porażająco samotnego i rozpaczliwie pragnącego miłości. Jest i ciemna strona: psychika chorego świadomego swoich ograniczeń podwójnie boleśnie przeżywa porażki. A objawia się to chociażby autodestrukcyjnymi zachowaniami, nieumiejętnością budowania relacji, unikaniem bliskości i ciągotami do używek. Mietek Kosz zaczyna pić, bo pomaga mu to łagodzić ból po kolejnych porzuceniach i rozstaniach. Powracający motyw zatrzaskiwanych drzwi ewokuje u muzyka kolejne flashbacki: pozostawienie przez matkę w ośrodku w Laskach czy zniknięcie ukochanej Zuzy. Muzyk potrzebował przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa, stabilizacji, nieustannej opieki i terapii. Nieregularne gry w jazzowych klubach, poczucie frustracji i bycia dla innych ciężarem, rozpaczliwe i niespełnione pragnienie bycia kochanym i akceptowanym – to wszystko skazało młodego geniusza na przedwczesną śmierć, choć jej przyczyn do dziś nie znamy.

Podczas jednego ze spotkań w Gdyni Maciej Pieprzyca podkreślił, że zdecydował się na realizację filmu o Mieczysławie Koszu bynajmniej nie ze względu na niepełnosprawność muzyka. Nie chce być również postrzegany jako „specjalista” od prezentacji świata osób niepełnosprawnych na ekranie. Pewnie w szerszym odbiorze trudno będzie uniknąć takiej prostej konstatacji – w obu filmach do tego brawurowe role zagrał Dawid Ogrodnik – znany z wcielania się w osoby o nieoczywistym physis i jeszcze bardziej skomplikowanej psychice. Pieprzycę jednak nie sama niepełnosprawność zdaje się interesować. Uwagę twórcy zwracają przede wszystkim los i metody, jakie stosuje bohater, żeby się z nim mierzyć.

To, co łączy Mieczysława Kosza i Mateusza Rosińskiego, to fakt, że obaj mają wyraźny cel: chcą się skomunikować z otoczeniem. Kosz nie widzi od dziecka – przechował więc wspomnienie kształtów i kolorów, a matka, paradoksalnie, oddając go do ośrodka w Laskach uratowała mu życie i umożliwiła rozwój talentu. Jednak w czasach, kiedy Polska gniła za żelazną kurtyną trudno było o doniesienia ze świata neuronauki i wieści o badaniach nad zjawiskiem synestezji, czyli barwnego słyszenia. Bariery językowe i polityczna zgnilizna utrudniały bądź uniemożliwiały artystom wyjazd z kraju. Dopiero na krótko przed śmiercią, kiedy jest już sławnym muzykiem, ale z głębokim problemem alkoholowym, pojawia się możliwość przeprowadzenia operacji zagranicą, która dawałaby Koszowi szansę znów widzieć choć na jedno oko. Przedwczesna śmierć na bruku ulicy Koszykowej zniweczyła wszystkie plany.

Mateusz ma porażenie mózgowe, dlatego jego ciało go nie słucha. Czynności manualne bardziej skomplikowane niż obsługa joysticka przy elektrycznym wózku są dla niego niedosiężne. Największym dramatem chłopca jest jednak nie choroba, ale niemal ostateczne uznanie go przez otoczenie za roślinę. Tymczasem chłopiec rozumie wszystko, ma zdolność myślenia abstrakcyjnego, a także ma dostęp do takich samych uczuć, jak osoby bez dysfunkcji fizycznych. Ba, potrafi je nawet okazywać, knując mniej lub bardziej zabawne osiedlowe intrygi, a nawet na swój sposób wymierzając sprawiedliwość. Otoczenie z góry jednak zakłada, że reakcje ciała nie są tożsame z odpowiedzią podmiotową, a są klasycznym odruchem. Dopiero szczęśliwy zbieg okoliczności i czujna terapeutka pozwalają diametralnie zmienić jakość życia Mateusza, a to wszystko przy pomocy prostego pisma Blissa, wzorowanego na chińskim piśmie obrazkowym.

 
Reklama

Najbardziej przejmujące fragmenty „Ikara” i „Chce się żyć” to te, w których niepełnosprawność bohaterów jest przez otoczenie używana. A to żeby się ogrzać w świetle sławy i talentu, a to żeby samemu lepiej się poczuć, potwierdzając misternie klejony we własnej głowie wizerunek osoby dobrej, tolerancyjnej i miłosiernej. Otoczenie jest przekonane, że najlepiej wie, co dla Mateusza jest dobre – w końcu nieboga nie mówi. Nikt nie wpadł na to, że karmić go należy w pozycji siedzącej, bo kiedy leży, przednimi zębami kaleczy wargi do krwi. Co zrobili w odpowiedzi na problem opiekunowie? Usunęli mu przednie jedynki. Choć chłopak dostępnymi sobie metodami próbował pokazać, czego chce. Jego cielesny bunt odczytywano prosto: jako atak. Próby nawiązania kontaktu z otoczeniem tłumiono więc przez lata zastrzykiem uspokajającym. Nikt Mateusza nie chciał usłyszeć ani spostrzec. Nikt nie chciał na niego spojrzeć jak na człowieka, łatwiej było jak na roślinę.

Problemem Kosza nie jest bycie niewidomym – tylko niewidzianym. Mniejsze i większe upokorzenia serwowane mu a to przez innych muzyków, a to przez pseudoprzyjaciół budują w nim pokłady depresji. Zuza z Mietkiem chętnie flirtuje i nawet kielicha wypije, ale do łóżka z nim nie pójdzie. Nie stać jej na emocjonalną inwestycję, woli tournée po ZSRR i przelotne romanse, które służą jej karierze. Kolejni „architekci” kariery Kosza zarabiają na nim krocie i podnoszą mu wciąż poprzeczkę, ale nikt nie przyjrzy się potrzebom emocjonalnym samotnego i wielokrotnie skrzywdzonego wrażliwca. Na co dzień towarzyszy mu tylko miejscowy żulik Izydor – głównie dlatego, że Kosz stawia butelkę gellali co wieczór, w zamian za to kumpel od szklanki wiernie, choć amatorsko, słucha jego kolejnych kompozycji.

Dopiero pod koniec życia znajduje się kobieta, która ma szansę odmienić los Mietka. Sama jednak mierzy się z demonami przeszłości. Na ratunek jest już za późno.

W filmach i książkach Pieprzycy to okaleczone myślenie jest najgorszą niepełnosprawnością. W centrum jego zainteresowania znajduje się człowiek, który niechcąco sam sobie stanął na drodze. Ważne, poruszające i niezmiennie aktualne obrazy i książki Macieja Pieprzycy polecamy Państwa uwadze.

Reklama