Drugie oko na Maroko

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Świat jest piękny. Onieśmiela każdego z nas, choć nie zawsze się do tego przyznajemy. Co jednak, jeśli za wszelką cenę pragniemy znaleźć urok w miejscu, w którym ani nasze oczy, ani nasze serce go nie widzą? Cóż, wtedy musimy mieć plan awaryjny…

Miałam w głowie obraz Maroka zbudowany na podstawie zdjęć, filmów i artykułów. Już wyjście z samolotu pokazało mi, że wiele w tej podróży się zmieni. Kara przychodzi błyskawicznie – to nie aromat przypraw i kadzideł wita mnie na lotnisku, tak jak sobie wyobraziłam. Nie czuję nawet paliwa lotniczego. To dziwny, zatykający zapach. Czuję… wielbłądy.

maroko_4

Agadir jest sercem marokańskiej turystyki. Każdy na dzień dobry musi tu zapłacić podatek od naiwności – chociażby na wodzie butelkowanej czy oleju arganowym. Sercem miasta jest souk (bazar), na którym można kupić dosłownie wszystko. Przyprawy uformowane w ogromne kolorowe stożki oraz ich sprzedawcy, potrafiący perfekcyjnie określić narodowość turysty na podstawie kilku wypowiedzianych przez niego słów, gwarantują sukces transakcji. Kupuję za dużo wszystkiego, bo kolory i atrakcyjne ceny nie pozwalają mi odejść od stoiska z pustymi rękami. Gdy podziwiam dywany utkane w piękne, orientalne wzory i zachwycam się smakiem miętowej herbaty, dociera do mnie, że nieświadomie stałam się kolejnym bezmyślnym turystą. Jednostką zaprogramowaną na kupowanie pamiątek w ilościach hurtowych, nie zwracającą uwagi na otaczające ją wydarzenia. Kara przychodzi szybko: w tajemniczych okolicznościach znika mi portfel. Aktualny stan konta to -50 euro, brak dowodu osobistego i kart płatniczych. Urok Maroka znika w pierwszych dniach.

maroko_3

Nietaktem jest nieodwiedzenie Marrakeszu, nazywanego najbardziej kolorowym miastem Maroka. Z uwagi na kradzież portfela oraz ostrzeżenia pracowników hotelu dotyczących fotografowania czegokolwiek w okolicach Mediny, odpuszczam. Kolejna kara przychodzi nieco później – nie odzyskuję pieniędzy za opłaconą z góry wycieczkę. Nieprzyjemne zaczepki, prośby o oddanie pieniędzy, a nawet obrzucanie kamieniami przez dzieci – kary spadają na mnie co krok…

Gdy samotne spacery o wschodzie słońca po długiej na 8 kilometrów plaży nie poprawiają mi już humoru, wymyślam plan awaryjny. Wypożyczam samochód i jadę do Legziry, by zobaczyć jedną z najpiękniejszych plaż w kraju. Są na niej ogromne łuki skalne, które wgryzają się w niespokojne fale Atlantyku. Zastanawiam się, czy urok tego miejsca będzie w stanie puścić w zapomnienie niepowodzenia dotychczasowej podróży. Odpowiedź przychodzi szybko, tuż po zjechaniu z urwiska tak stromego, że uszkodzenie na nim zawieszenia wydaje się być naprawdę małym kłopotem. Plaża jest niesamowita i nie ma na niej nikogo. Dookoła unosi się bryza, która chłodzi rozpaloną południowym słońcem skórę. Na zboczu jednego z wzniesień zbudowane jest malutkie, pomarańczowo-niebieskie miasto, w którym czas zatrzymał się wiele lat temu. Legzira znajduje się 160 km na południe od Agadiru. Tak niewiele potrzeba, by po jednym głębokim oddechu tutaj zmienić zdanie o wszystkim, co do tej pory widziałam. Ponieważ we wszechświecie musi panować równowaga, czeka na mnie kolejna kara. Tym razem nie od losu, a od policjanta. Marokański mandat za przekroczenie prędkości będzie zdecydowanie najbardziej oryginalną pamiątką, jaką przywiozę z tej podróży.

maroko_2

W Agadirze znajduje się letnia rezydencja króla Maroka, która jest ukryta przed światem w gąszczu palm i krzewów ozdobnych. Choć nie ma żadnej szansy na zobaczenie nawet fragmentu pałacu, z wysokości końskiego grzbietu wydaje się to jeszcze bardziej tajemnicze. Jadę wzdłuż królewskiego ogrodzenia, aż do punktu obserwacji ptaków w delcie rzeki Wadi Sus, parku Foret Recreative De L’embauchure De L’oued Souss, gdzie z grzbietu mojego rumaka oglądam fruwające nad głową flamingi i czaple.

maroko_1

Nie przeszkadzają mi już śmieci leżące dookoła, hałas motocykli, krzyki ludzi i zwyczaj trąbienia na wszystko, co się rusza. Wypchane po brzegi podrobionymi ubraniami targi, piramidy stworzone z różnokolorowych przypraw, stare Mercedesy W123, używane tu jako taksówki, i butelki po czymkolwiek wypełnione olejem arganowym – to jest właśnie prawdziwy urok Maroka. I właśnie taki podoba mi się o wiele bardziej niż ten, który sobie wyobraziłam.

 

PS We wrześniu 2016 roku runął najsłynniejszy łuk na plaży w Legzirze, co spowodowało znaczny spadek turystyki w tym regionie.

Reklama