Wszyscy jesteśmy zwycięzcami, ale

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

„Not good, not terrible”

Towarzysz Dyatlov – „Czarnobyl”

 

Po wyborach rozpoczął się nowy sezon Polski.

 
Reklama
 
Reklama

Nie chcę nikogo przekonywać, że ten będzie ostatni, ale zauważyłem, że w reklamach sugerowanych na Facebooku zaczęły pojawiać mi się „Biedronka” i „Poznaj tajniki Tanatokosmetologii”.

Mimo tego, przede wszystkim trzeba zauważyć, że takiego weekendu zwycięstw dawno w Polsce nie było.

Ale i od dawna brak radości tak bardzo nie rzucał mi się w oczy.

Po pierwsze – mamy Nobla! Kolejnego!

Formalnie nagrodę i zwolnienie z podatku dostała tylko Olga Tokarczuk, ale wszyscy chyba wiemy, że została na ten rok Małyszem Kultury.

 
Reklama

Jej zwycięstwo i radość trwała w mediach jednak wyjątkowo krótko, ponieważ…

Awansowaliśmy na Euro 2020!

Ale to tyle, co wiem o piłce nożnej… Przeczytałem jakiś nagłówek i nawet nie chciało mi się sprawdzać, bo…

Frekwencja na wyborach była rekordowa!

Ale też się nie cieszymy…

Wygrało Prawo i Sprawiedliwość.

Ale oni też się nie cieszą.

Mają 235 posłów, czyli dokładnie tyle samo, co poprzednim razem. Jednak jeśli porówna się cenę, jaką PiS musiał za te głosy zapłacić i trud z jakim je zdobyli, może oznaczać, że cały ten interes z dojeniem państwa wygląda na coraz mniej dla wszystkich opłacalny.

PiS ma większość, ale tylko pod warunkiem, że bardziej podzieli się władzą z Gowinem i Ziobrą. Powodzenia.

Na pierwszy rzut oka najwięcej zyskał Władysław Kosiniak-Kukiz ’19.

 
Reklama

Ale jeśli rzucimy okiem raz drugi i trzeci, to okazuje się, że nikt na razie nie potrzebuje z nim wchodzić w żadną koalicję, a PSL bez koalicjanta najczęściej gubi się i walczy między sobą.

Więc może wygrała Lewica?

No, może. Na razie po prostu są z powrotem.

Na najbardziej zadowolonych powinni więc wyglądać świeżo wybrani posłowie Konfederacji!

Ale cała Konfederacja wygląda na partię liderów nie działaczy. Taki ul, gdzie są same królowe i nikt tam nie będzie zapierdalał.

Ich „sukces” oznacza też, że Korwin po raz pierwszy od ponad dwóch dekad będzie musiał pracować!

Przez całe jedno pokolenie „krul” mógł ślizgać się pod wyborczym progiem i żyć z subwencji, a tutaj jego własne kuce na starość chcą, żeby skonfrontował teorię z praktyką, a z tym jest jak z mieszaniem alkoholi – niby wiadomo, jak to się skończy, ale kac zawsze jest zaskoczeniem.

Tylu zwycięzców, a nikt się nie cieszy. Dlaczego?

Czy jest więc coś z czego można się cieszyć?

Ja cieszę się z nieobecnych w nowym sejmie. Z tzw. małych przegrywów.

 
Reklama

Nie będę musiał patrzeć, jak Pawłowicz je, Piotrowicz nikogo już nie będzie ciumkał, a Gryglas nikogo nie przekona, że ma poglądy i kręgosłup.

Mało? Może. Ale jak śpiewała Sylwia Grzeszczak:

„Cieszmy się z małych rzeczy bo…”

MOŻE BYĆ, KURWA GORZEJ!

Pewnie będzie.

Ale pewnie tylko dla kobiet, chorych i mniejszości.

Reklama