Nasze wybory

Jakub Wejkszner

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

W oślepieniu już zgasłych jupiterów, jeszcze niepożartej kiełbasy, na stole niewypitych substancji, dymu w płucach już nie za przyszłe nowopotwory przyjętego, siedzimy w kraju i dumamy.

Choć wyborom łatwo jest sprostać, kiedy polegają one na dwóch przecinających się kreskach i naszej dłoni te kreski stawiającej (choć, co smutne, niektórym nawet to się nie udaje), to jednak wybory sensu largo są tą wolą/siłą, której nie sposób niekiedy nawet kontrolować.

Czy możemy bowiem kontrolować takie sytuacje jak to, że jesteśmy niscy, żyjemy w Polsce, a nasza lewa pierś jest większa od prawej, nasza płeć jest po tej stronie, o której się w ogóle mówi o płciach, w przeciwieństwie, jak się niekiedy okazuje, do stanu domyślnego? I jak ogranicza nam to wybory na starcie, gdy młodzi jeszcze jesteśmy, ale do rąk daje nam się zabawki, które ktoś wcześniej uznał za takie, którymi się bawić powinniśmy. Dalej, ktoś kiedyś uznał także, że ubieramy się w jakiś sposób, w zależności od godności, a nawet ową godność matka wcielać w nasze ciało musi od dzieciństwa w obawie przed ostracyzmem społecznym pt. twój chłopiec obciąga palce przy chodzeniu, Elżbieto, jest to doprawdy niestosowne.

I ile jeszcze milionów czynników spada na nas jak przysłowiowe przyrodzenie na przysłowiową Mariolę, gdy tak żyjemy sobie bezecnie, bez świadomości i, zasadniczo, bez wyboru.

 
Reklama
 
Reklama

Bo choć można by postulować, że wybór, zgodnie z literą prawa, mamy, że przecież nikt nam nie zabrania bycia aktorem dubbingowym w niemieckich filmach pornograficznych, jednocześnie mając czwórkę dzieci z in vitro, będąc w homoseksualnym, otwartym, poliamorycznym związku z sześcioma kobietami, dwoma mężczyznami i kilkoma osobami w spektrum pomiędzy, ale realnie rzecz biorąc, raczej wybór nasz padnie na szkoła, studia, praca, małżeństwo, dziecko, drugie dziecko, emerytura i spać. W pomiędzy kilka razy się upijemy, kilka razy spróbujemy narkotyków, pokłócimy się, zdradzimy, a dzieci nasze uznamy za zdrajców idei, tej, co jej nigdy nie mieliśmy.

Ot życie. Jak trudno nam wybrać jest nawet zawód, gdy mieszkamy w stolicy i przykładów bez liku, jakże trudno może być wybrać cokolwiek komuś, kto nawet nie ma przykładów, gdzieś w pomiędzymieście, pomiędzylesie, w małym domku na kurzej stópce, w środowisku, gdzie sukcesem społecznym jest nie zostanie alkoholikiem. Więcej pokory, bracia i siostry.

Reklama