Cień ojca

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Człowiek-ikona, jeden z czołowych współczesnych przedstawicieli panteonu amerykańskich wynalazców, protoplasta cyfrowej rewolucji. Nad-człowiek i bóg digitalu – duża część ludzkości dowiedziała się o jego śmierci z urządzeń, które zaprojektował. Tak mówiło się jeszcze kilka lat temu o Stevie Jobsie, twórcy Apple po tym, jak zmarł na raka trzustki.

Jak się pewnie Państwo spodziewają, po lekturze autobiograficznej książki jego pierwszej córki, nigdy już na Steve’a Jobsa nie spojrzymy tak samo.

Reklama

Oczywiście, ikoną komputerowej rewolucji pozostanie, niemniej „Płotka” każe na niego spojrzeć pod kątem jakości jego, jakkolwiek pompatycznie to brzmi, człowieczeństwa. Dla Lisy był przede wszystkim tatą. Dodajmy: kiepskim.

Na książkę Brennan-Jobs można w pierwszym odruchu patrzeć w kategoriach wydawniczego meteoru, holograficznego dziełka skrojonego pod publiczkę, żeby się klikało, czytało i szerowało. Dopóki się książki do ręki nie weźmie i się w nią całkowicie nie wsiąknie.

Lisa Brennan-Jobs w „Płotce” nie zajmuje się globalną spuścizną po ojcu. To zapis wspomnień z dzieciństwa i dorastania, momentami przypominający autoreportaż. Wszystkich spragnionych tanich skandali warto ostrzec: książka nie przybrała formy odwetu na zmarłym ojcu. I to bez wątpienia jeden z jej największych walorów.

Główną bohaterką „Płotki” jest i pozostanie autorka. Do rąk czytelników oddała bolesną, choć nietandetnie skonstruowaną opowieść dziecka niedojrzałych emocjonalnie rodziców. Dlatego kolejnym walorem książki jest doskonałe psychologiczne studium człowieka nieświadomie ulegającego procesowi parentyfikacji, czyli bycia rodzicem dla własnych rodziców.

To opowieść o pojedynczym istnieniu, które próbuje być dostrzeżone i usłyszane, o dziecku, któremu dzieciństwa się nieświadomie odmawia, o głodzie, którego nikt i nic w dorosłym życiu nie będzie w stanie zaspokoić.

Lisa nie urodziła się jako royal baby. Do siódmego roku życia przeprowadzała się trzynaście razy. Wychowywała ją matka (szkolna koleżanka Jobs’a), która wszelkimi możliwymi sposobami zdobywała pieniądze na wychowanie i wykształcenie córki – ojciec się jej wyparł i skutecznie unikał płacenia alimentów. Kiedy już zasłynął jako twórca firmy NeXT, poinformował prasę, że Lisa nie jest jego dzieckiem, ale ze względu na znajomość z matką zdarza mu się obie kobiety wspierać. Kiedy ponownie został ojcem w (tym razem) sformalizowanym związku, zaproponował pierwszej córce przyjęcie jego nazwiska. „Złożyliśmy podpisy, najpierw on, potem ja, nadając oficjalny charakter mojemu nowemu, podwójnemu nazwisku. Prawnik włożył papiery do aktówki. Później wymienił mój oryginalny akt urodzenia – ten, na którym matka narysowała gwiazdki – na bardziej oficjalnie wyglądającą wersję, ze znakiem wodnym, żółto-niebieską i bezgwiazdkową. Był to ten sam adwokat, który wiele lat wcześniej dowodził przed kalifornijskim sądem, że ojciec nie jest moim ojcem, chociaż wtedy o tym nie wiedziałam.” Kiedy Lisa była już dorosła, na łamach magazynów ponownie ojcostwu zaprzeczył, uznając za własne tylko dzieci pochodzące z małżeństwa.

Pierwszy prezent w postaci własnego łóżka dostała od Steve’a, kiedy chodziła już do szkoły. Wielokrotnie marzła w nieogrzewanych pokojach, znosiła upokorzenia i huśtawki nastrojów ojca i jego partnerek, dźwigając wyrzuty sumienia z powodu depresji matki. Ojciec raz córkę w sobie rozkochiwał, raz porzucał. Miał w sobie tyle samo inteligentnego okrucieństwa, co mdłej i pospolitej nieświadomości. Lisa nie mówi jednak o tym wprost. Opisuje i wspomina z detalami, których ghostwriter nie byłby w stanie wymyślić. Nie odnosi się do wściekłych ataków na nią ze strony rodziny Jobsa opublikowanych po jego śmierci – stara się skupić na sobie. Skłania to czytelnika do zwrotu w kierunku wewnętrznego pejzażu, który tworzy autorka, a nie topografii wielorodzinnego skandalu.

W ten sposób, niejako mimochodem, wspomnienia Lisy obnażają kaleki system rodzinny, skorodowany na wiele lat przed jej zaistnieniem (Jobs był adoptowany, babka Lisy ze strony matki cierpiała na chorobę psychiczną). „Płotka” pozostaje skrajnie szczerym wyznaniem stęsknionego za stabilizacją rodzinną dziecka. Lisa jawi się jako dziecko nadwrażliwe, wyczulone na język i komunikację pozawerbalną i, jak to zwykle bywa w przypadku nad wiek dojrzałych dzieci, chorobliwie wręcz empatyczne. Paradoksalnie, te wszystkie cechy czynią z Lisy Brennan-Jones sprawną i inteligentną pisarkę.

Na uwagę zasługuje świetne tłumaczenie Agnieszki Sobolewskiej. Opowieść płynie, wsiąka się w nią bez pamięci, choć lektura to nieraz irytująca i bolesna. Brennan-Jobs pisze kłująco, konkretnie, choć elegancko. Nikogo nie okłada, ale też nikomu nie słodzi, nikogo (przede wszystkim siebie) nie wybiela. Z każdej jej frazy jednak wyziera smutek. Lisa cała jest upleciona z tęsknoty, co język doskonale oddaje:

„To był prawdziwy dom, pomalowany na jasnożółto, z szafirowymi wykończeniami i niebieskimi drzwiami. Frontowa fasada była symetryczna, asfaltowa ścieżka dzieliła trawnik na pół, a na skrawkach ziemi pod dwoma oknami matka zasadziła różnobarwne niecierpki. z boku na podjeździe rosło drzewo chruściny, z łuskowatą, poskręcaną korą. Nie wiedziałyśmy jeszcze, że jego owoce, kiedy dojrzeją, będą w czasie jesiennych deszczów spadać na trawnik i pękać, wydzielając galaretowaty, pomarańczowy śluz, brudzący buty. boczne drzwi wychodziły na pergolę porośniętą gęsto glicynią, której kwiaty pachniały mydłem i cukierkami i przyciągały pszczoły”

Solidna, poruszająca lektura, nieprzesadnie okrzyknięta przez „New Yorkera” jedną z dziesięciu najlepszych książek minionego roku.

 

Lisa Brennan-Jobs, „Płotka”, tłum. Agnieszka Sobolewska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.

Autor

Katarzyna Woźniak – Zwyczajna dziewczyna z łódzkich Bałut. Dźwiękoczuła i światłolubna. Na co dzień analizuje rynek w „Media i Marketing Polska”. Po godzinach kolekcjonuje opowieści. Z wykształcenia polonistka i filmoznawczyni. Zdecydowanie woli pisać o książkach, choć właśnie to robi najrzadziej.

Przeczytaj również

Reklama