Kefalonia – dziewicza perła Wysp Jońskich

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Największa w całym archipelagu wyspa zachwyca zróżnicowaną przyrodą, wspaniałymi zabytkami i doskonałą kuchnią. Mieszkańcy są bardzo przywiązani do swoich tradycji, dzięki czemu Kefalonia nie została skażona masową turystyką. Warto to docenić.

Zaczynam odkrywanie Kefalonii od portu w Argostoli, gdzie poznaję sympatycznego rybaka, który wręcza mi amulet mający mnie chronić. Witam się z żółwiem karetta i ruszamy do klasztoru Agios Gerasimos, patrona wyspy. Schodzę po metalowej drabince, żeby zobaczyć, gdzie niegdyś mieszkał święty. – Przejdź przez ten otwór – zachęcają mnie sympatyczni Francuzi. – W środku pachnie gumą balonową! – I faktycznie. Na czworakach docieram do małej komnaty. Ponoć tylko prawdziwi wyznawcy mogą się tu dostać. Nie pierwsza i nie jedyna legenda, którą usłyszę na wyspie. Niebo spowija mgła i zaczyna kropić, więc wpadamy na szybką degustację do pobliskiej winnicy. Taką pogodę należy przecież przeczekać!

zamek-nad-Asos

Naszym kolejnym celem jest zamek Agios Georgios w miejscowości Travliata. Niegdyś wewnątrz murów znajdowało się wiele prywatnych i publicznych budynków, które na przestrzeni wieków popadły w ruinę. Forteca najpewniej została zbudowana w czasach bizantyjskich, ale to Wenecjanie nadali jej ostateczny kształt. Minas wykonuje szybki telefon i z zadowoleniem informuje mnie, że przyjmą nas w klasztorze Agios Andreas słynącym z przepięknych fresków. Kilkanaście minut później zjawiamy się w wiosce Peratata. Zwiedzanie zaczynamy od muzeum eklezjastyczno-bizantyjskiego, w którym podziwiamy wspaniałe ikonostasy, przenośne rzeźbione ikony oraz malowidła świętych stworzone przez artystów w ciągu ostatnich czterech stuleci. Specjalnie dla nas zostaje otwarty kościół. Doceniam gest, słysząc, że zdarza się to jedynie parokrotnie w roku.

Reklama

akropol-Sami

W królestwie wina Divino w Pesadzie rządzą doskonałe trunki. Gerasimos Hartouliaris, właściciel, tworzy magię z czterech gatunków winogron. Jego białe wina opowiadają historie, różowe wprowadzają powiew świeżości, a czerwone – w szczególności San Giorgio – urzekają złożonym charakterem. W trakcie degustacji będziecie mieli okazję przenieść się w czasie, bo na terenie winiarni mieści się małe muzeum z ciekawymi eksponatami. Przypadkowo dowiaduję się, że na wyspie działa także mikrobrowar. Jako entuzjastka lokalnych greckich produktów nie mogłam odpuścić sobie takiej okazji. Kefalonian Beer mieści się w Karavomylos nieopodal Sami. Tu poznaję Giannisa Polyxronatosa, który stoi za jego założeniem. Z pasją opowiada o procesie tworzenia piwa i o tym, jak marzenie przekuł w rzeczywistość. Przez lata prowadził kluby i bary, więc jak sam przyznaje, trochę piwa w swoim życiu wypił. I zaczął szukać swojego smaku. Obok lagera, którego miałam już okazję spróbować, Giannis częstuje mnie swoim nowym dziełem. Czerwone piwo, zwane „siora”, z nutami karmelu i winogron jest mocniejsze i pełniejsze w smaku. Proszę o dolewkę i ze zdumieniem stwierdzam, że nie uderza mi ono do głowy, ale wprowadza w przyjemny stan odprężenia. Giannis podkreśla, że właśnie w tym tkwi cały sekret jego piwa.

Fiskardo

Korzystając z okazji, że jesteśmy w pobliżu, odwiedzamy jaskinię Melissani, zwaną również Jaskinią Nimf. To dlatego, że speleologowie odnaleźli tutaj figurki nimf i bożka Pana, które można obejrzeć w Muzeum Archeologicznym w Argostoli. Swoją wyjątkowość jaskinia zawdzięcza częściowo niekompletnemu stropowi, przez który docierają promienie słońca, pięknie oświetlając jej wnętrze i jasnoniebieską wodę. Inną jaskinią wartą odwiedzenia na wyspie jest licząca 150 milionów lat Dragorati. Swoją wyjątkowość zawdzięcza nie tylko rzadkim, czerwonym stalaktytom i stalagmitom, ale i wspaniałej akustyce, dzięki której stanowiła scenę dla wielu koncertów. Pięknym miejscem jest również leżący na południu wyspy Park Narodowy Ainos, gdzie występują liczne endemiczne gatunki roślin i zwierząt. Rośnie tu m.in. jodła z czarnymi liśćmi, która nadaje najwyższej górze Wysp Jońskich górze niesamowity kolor. Jeśli będziecie mieć szczęście, zobaczycie małe dzikie konie, które mieszkają w wyższych partiach masywu.

Zwiedzając akropol Sami, nie kryję rozczarowania. Spodziewałam się czegoś więcej. – Uważaj na węże – mówi Minas, co powoduje, że bardziej zwracam uwagę na to, co mam pod nogami niż na okoliczne ruiny. W drodze do Drakopoulaty, gdzie podziwiam stare kamienne domy, mijamy piękne krajobrazy i plażę Antisamos, o której tyle słyszałam. Jednak najsłynniejszą ze wszystkich kefalońskich plaż jest otoczona białymi klifami Myrtos, która zachwyca przejrzystymi, turkusowymi wodami. Na mnie jednak największe wrażenie robi Chorgota, gdzie kręcono sceny do hollywoodzkiego filmu „Kapitan Corelli”. Gdy tylko wysiadam z samochodu, znajduję liść w kształcie serca. Zanurzam stopy w szmaragdowej wodzie oszołomiona pięknem okolicy. Minas szybko przywraca mnie do rzeczywistości. Pora ruszać w drogę.

Argostoli

Północ Kefalonii różni się od południowej części nie tylko zabudową, ale i atmosferą. Jednym z najbardziej urokliwych miejsc jest leżące na półwyspie wśród drzew sosnowych i cyprysów Asos z weneckim zamkiem zbudowanym pod koniec XVI wieku. Tak jak piraci wieki temu, razem z Minasem udajemy się na podbój kastro. Niewiele pozostało z weneckiej fortecy, ale widoki są warte wysiłku. Polecam wspiąć się na wzgórze szlakiem przy morzu i wrócić brukowaną alejką. Panorama kolorowego miasteczka oblanego lazurową wodą zachwyca!

Późniejszym popołudniem docieramy do Fiskardo. Mijamy malutką plażę i widzimy kąpiących się ludzi. Spacerujemy aleją portową. W miasteczku panuje niezwykle zrelaksowana atmosfera. Złociste słońce oblewa stare pastelowe kamienice, które nie ucierpiały w wyniku trzęsienia ziemi w 1953 roku. Po raz kolejny daję się porwać urokowi tego miejsca. Chwilę później trafiamy do Tassia Restaurant, gdzie dajemy się rozpieścić. Mule w winie, świeże smażone kalmary i obowiązkowy kieliszek wybornego różowego wina. Magia! Nic dziwnego, że restauracja szczyci się nieposzlakowaną opinią – tutejsze jedzenie jest doskonałe! Łódki leniwie kołyszą się na morzu, słońce chyli się ku zachodowi, a ja nie mogę odżegnać się od myśli, że to właśnie proste przyjemności nadają życiu najwięcej smaku.

 

Agnieszka Zawistkowska

Reklama