Polska to nie Paryż, czyli poziom świadomości na temat zaistnienia w branży modowej

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Agencji w Polsce mamy od groma. Modelek jak mrówków, na każdym kroku piękne dziewczyny polują na wyprzedażach w galeriach handlowych czy przesiadują w modnych kawowych sieciówkach z kubkiem okraszonym swoim nabazgranym imieniem, że niby personalizacja zamówienia, czy coś. Te młode panny marzą o zostaniu gwiazdami, zazwyczaj w dowolnej kategorii – o ile związana z fleszami i blichtrem. Mało która, przynajmniej wwieku nastu lat, śni o zostaniu patomorfologiem lub astrofizykiem. I trudno się dziwić – zanim powstał show-biznes, chciałyśmy być księżniczkami i syrenkami z bajek czytanych na dobranoc przez rodziców. A nie szewcem czy murarzem, mimo że również są obecni w tych opowieściach.

wo_managment_1

Dziś, gdy tak łatwo jest namierzyć agencję oraz wystarczy wysłać jeden mail – dziewczyny zasypują skrzynki scoutów (to taka odmiana rekrutera) swoimi zdjęciami, linkami do social media, informacjami o sobie. Zdarza się otrzymywać na przykład fotki przedstawiające zupełnie nagie ciała (!), wymalowane i wystrojone jak na odpust Dżesiki, adres do Instagramu, na którym 90% zawartości to jedzenie… Na takie wiadomości nawet się nie odpisuje – skoro delikwentka nie miała tyle motywacji, by wpisać „jak zgłosić się do agencji modelek?” w google – to znaczy, że nie za bardzo jest o czym z nią rozmawiać. Kiedy jednak mamy dziewczynę ogarniętą, która wysyła poprawne zgłoszenie, nadaje się do branży i uda się jej podpisać umowę – zaczyna się zabawa. Zdecydowana większość dziewczyn jest przekonana, że ich ładna buzia (ciocia Stasia zawsze mówiła, że powinna być modelką, bo jest taka ładna!) to gwarancja sukcesu. Że świat czekał, aż ona wyśle ten jeden mail, zrobi łaskę kreatorom mody i zgodzi się na to, by się o nią bili.

12_trendy-wo_managment 2

Niestety, Polska to nie Paryż, to nie Mediolan ani nawet Mumbaj (choć wielu twierdzi, że to my jesteśmy „cywilizacja”…), a jedynie zaścianek branży fashion. I jak odpowiadać na pytania „jak to wygląda z tym Fashion Weekiem, na ile bym jechała?”, „ale to jak, to w Polsce nie ma pokazów mody?”, „no ale to ja bym chociaż jakieś sieciówki porobiła, jakiś H&M czy Orsay, to załatwisz?”, „nie, ja to nigdy nie chciałam zobaczyć, co jest gdzie indziej, nawet na wycieczki klasowe nie jeździłam, po co – tu u mnie znajdź mi pracę jakąś, OK.?”, „a co agencja robi, żeby wysłać mnie do Paryża?!” – o, chleb powszedni. Przecież na Insta i Fejsie widzą, że modelki z agencji robią zdjęcia – no to chyba za kasę, nie? No chyba im za to płacą, nie? O, albo pisze dziewczynka, zero doświadczenia, aparat korekcyjny na zębach na cały następny rok: „jestem osobą zmotywowaną i chciałabym jak najszybciej zacząć zarabiać”. Cóż ja mogę.​

Mogę co najwyżej kliknąć „delete” i potwierdzić „ok”, nacisnąć czerwony „X” w prawym górnym rogu ekranu, nalać sobie herbatkę i o tym już nie myśleć. Przynajmniej teraz.

 

zdjęcia: produkcja WOmanagement

 

 

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Follow on Twitter

Reklama

Reklama