Jordania w 5 przystankach

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Królestwo Jordanii jest jednym z najbezpieczniejszych państw wśród krajów arabskich, choć ze względu na sąsiadów, takich jak Syria czy Arabia Saudyjska, jest niesłusznie oceniane jako miejsce pełne zagrożeń dla współczesnego turysty. Cóż za ogromna pomyłka! Jordania pełna jest uprzejmych i wykształconych ludzi, którzy z ogromną chęcią dzielą się z obcymi kulturą i obyczajami swojego kraju.

Przystanek pierwszy: Amman i jego panorama

Sercem Ammanu jest cytadela, na której wznosi się zbudowana za czasów panowania cesarza Marka Aureliusza świątynia Herkulesa. Dookoła rozciąga się niesamowity widok na metropolię – fale białych domów oblewają pobliskie wzniesienia, a między nimi dumnie prezentuje się amfiteatr mogący zmieścić blisko 6 tysięcy osób. Na terenie królewskiego kompleksu mieszkalnego znajduje się 120-metrowy maszt z flagą Jordanii, która powiewa nad wzgórzami, napawając dumą mieszkańców kraju.

W jednej z ciasnych uliczek w centrum miasta znajduje się słynna restauracja Hashem(czynna całą dobę!), w której jada nawet król wraz ze swoją rodziną. Można tu zjeść przepyszny posiłek za zaledwie kilka dinarów i najeść się nim tak bardzo, że zwiedzanie najciekawszych zakątków miasta będzie musiało zostać odłożone na kilkanaście minut – z tak pełnym brzuchem nie da się chodzić!

jordania_3

Przystanek drugi: śladami Aleksandra Wielkiego 

Około 50 km na północ od Ammanu znajduje się miasto Jerash. Założone między III a IV wiekiem p.n.e. przez Aleksandra Wielkiego i jego generała Perdikkasa, kryje w sobie ruiny jednego z najlepiej zachowanych rzymskich miast z okresu starożytności. Nie w regionie – na świecie. Ogromne forum owalne, dwa teatry, liczne łaźnie, hipodrom z widownią na 15 tysięcy osób i niezliczona ilość świątyń sprawiają, że mimo palącego słońca i wszechobecnego pyłu, niektórzy turyści chodzą wyprostowani i trochę dumni – zupełnie jak rzymianie, którzy w 63 r. p.n.e. przyłączyli Jerashi otaczające go ziemie do rzymskiej prowincji Syrii, a następnie do Decapolis.

Przystanek trzeci: głęboka depresja 

Na terenie Jordanii i Izraela znajduje się najniżej położony punkt na naszej planecie – Morze Martwe. Lustro wody ciągle się obniża, będąc aktualnie na 422 m p.p.m. W ciągu ostatnich 40 lat powierzchnia morza zmniejszyła się o blisko 30%, a każdy kolejny spadek poziomu wody może mieć w przyszłości katastrofalne skutki.

Morze Martwe słynie ze swojego błota, które jest niczym innym jak glinką pełną minerałów, która odżywia skórę i regeneruje ją, jak żaden inny produkt na świecie. Choć jej zapach nie należy do najprzyjemniejszych (w końcu jest to muł odkładający się na brzegu morza), służy nie tylko do celów kosmetycznych, ale także leczniczych. Z powodzeniem radzi sobie z wieloma alergiami, stanami zapalnymi, trądzikiem czy chorobami stawów. Kąpiel w tym niezwykłym zbiorniku wodnym to nie lada przeżycie, bo ze względu na wysoką zawartość soli, nie da się w nim utonąć. Ciepła i bogata w minerały woda pobudza metabolizm organizmu, oczyszczając go przy okazji z toksyn. To wszystko brzmi tak pięknie, że gdzieś na pewno jest haczyk. I niestety jest – na terenie kraju znajduje się tylko jedna publiczna plaża, a wstęp na nią kosztuje 20 JOD (około 100 zł).

Morze Martwe, poza cudownymi właściwościami regenerującymi ciało, słynie również z surowego i niedostępnego brzegu, który bywa czasem bardzo niebezpieczny. Z daleka łatwo rozpoznać dzikie plaże, ale żeby się na nie dostać, trzeba zejść ze stromych, pełnych osuwających się kamieni i błota zboczy, mijając po drodze hałdy śmieci i ostrych przedmiotów. Ponieważ poziom wody spada obecnie o 1 metr rocznie, spada również poziom wód gruntowych, które wypłukują podziemne warstwy solanki w pobliżu linii brzegowej. Napływająca słodka woda rozpuszcza warstwy soli, tworząc podpowierzchniowe wgłębienia, które później przeradzają się w dziury. Miejsce ich wystąpienia jest niemożliwe do określenia, dlatego tak niebezpieczne jest chodzenie samotnie brzegiem Morza Martwego – nowo powstała dziura może mieć zaledwie metr głębokości, ale może mieć również dwadzieścia. 

jordania_1

Przystanek czwarty: kolejny Indiana Jones 

W skalnej dolinie gdzieś pośrodku kraju znajduje się różowe miasto wykute w skałach. Prowadzi do niego tylko jedna droga – wąwóz Al-Siq. Petra, bo o niej mowa, to jeden z siedmiu nowych cudów świata, który po prostu trzeba w życiu zobaczyć. Gdy błądzi się między wysokimi ścianami kanionu, a zza kolejnego nudnego zakrętu wyłania się wreszcie fasada Al Khazneh– najsłynniejszego budynku w Jordanii – to każdy na pół minuty staje się prawdziwym Indianą Jonesem z filmu „Ostatnia krucjata”. Nie ma osoby, której z wrażenia na widok skarbca nie otworzy się buzia aż do samej ziemi – tak jak bohaterom filmu.

Petra była kiedyś stolicą królestwa Nabatejczyków, którzy zamieszkiwali miasto już od VI w p.n.e. W głąb miasta prowadzi ulica Fasad, gdzie znajduje się ponad 60 wykutych w skałach domów i grobowców, wznoszących się obok pięknego, dwukrotnie zniszczonego teatru. Choć skarbiec jest najbardziej rozpoznawalnym elementem Petry, to Ad Dajr– Klasztor – jest zwieńczeniem wizyty w skalnym mieście. Klasztor leży u podnóża wzniesienia Dżabal-Ad-Dajr, a prowadzi do niego 800 wykutych w skałach schodów. Można dostać się do niego o własnych siłach lub na grzbiecie maleńkich osiołków, co nie jest dobrym pomysłem, biorąc pod uwagę, że trasa pod górę zajmuje godzinę z licznymi przystankami na zdjęcia.

Na wizytę w Petrze należy poświęcić cały dzień. Wędrowanie między grobowcami i świątyniami wykutymi w skałach jest niezwykłym przeżyciem, dlatego o wiele lepiej zwiedzać miasto na własnych nogach, niż na czterech cudzych.

Przystanek piąty: gdzie jest Matt Damon?

Na południu kraju znajduje się miejsce, które chyba miało należeć do innej planety. Słynie z wiatru przemykającego między licznymi kanionami, z nietypowych formacji skalnych, które stoją samotnie pośrodku piaszczystego obszaru, oraz kolorów, które swoją intensywnością przywodzą na myśl czwartą planetę od słońca. Pustynia Wadi Rum dzięki głębokiej, czerwono-pomarańczowej szacie, wielokrotnie brała udział w filmach poświęconych tematyce odkrywania kosmosu. To właśnie tutaj były kręcone takie hollywoodzkie produkcje jak „Prometeusz”, „Transformers: Zemsta upadłych”, „Czerwona Planeta” oraz „Marsjanin”, gdzie przystojny Matt Damon utknął samotnie na czerwonej pustyni, sadząc ziemniaki i czekając na ratunek. Zamiast sadzonek, których na próżno tu szukać, można znaleźć miliony gwiazd, które w bezksiężycową noc świecą nad najpiękniejszą częścią kraju.

Jordania jest wyjątkowym miejscem, pełnym fascynującej historii, przepysznego jedzenia i niezwykle gościnnych mieszkańców. Niepowtarzalność narodowych skarbów, takich jak Petra, Góra Nebo czy pustynia Wadi Rum, sprawiają, że wybór tego kraju na kolejne wakacje nie powinien stać dłużej pod znakiem zapytania!

Przeczytaj również

Sky&more

Liderzy polskich lotnisk regionalnych będą rozmawiać o przyszłości branży na

Nasze magazyny

Reklama

Reklama

Follow on Twitter

Reklama