Przemek Bluszcz: Aktor do wzięcia

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Spotykamy się z Przemkiem Bluszczem w momencie dla niego przełomowym. Aktor ma 50 lat, a mimo to bije z niego energia 30-latka. Ma świadomość swoich umiejętności oraz osiągnięć, ale wciąż chce więcej. Bluszcz to aktor, który zna swoją twarz i lubi jej użyczać. Czasem jak każdy artysta schowa się na chwilę, pocierpi, pobędzie w piwnicy, ale później wyjdzie na słońce, bo słońce każdego dnia wschodzi.

Przemek Bluszcz, Polska.

Polska

Aktor teatralny, filmowy, radiowy. Jest coś takiego jak aktor radiowy?

Jest, lubiący pracować głosem.

Powiedz mi, nad czym teraz pracujesz chłopie?

Gram w codziennym serialu, za chwilę zaczynam z Leszkiem Dawidem i Bartkiem Konopką projekt dla Netflixa, też serialowy. Trwają zdjęcia do filmu, debiutu Justyny Łuczaj, która napisała bardzo ciekawyscenariusz pod tytułem Koński ogon. Jest pojechane.

Bardzo?

Nigdy czegoś takiego nie zagrałem, pokażę ci później zdjęcie jak będę wyglądał.

Ale jest pojechane, bo będziesz kimś zupełnie innym? Będziesz inaczej wyglądał?

Reklama

Kimś innym zupełnie.

Coś z twarzą?

Aż tak nie, ale stylizacja jest bardzo konkretna, to mroczna dotkliwa historia, rozpięta pomiędzy przemocą imiłością, ale też bardzo pojemna, jeśli chodzi o znaczenia. Tragicznaopowieść o rodzinie, ale też opowieść o naszym gatunku. To nie jest najweselsze.

 
Reklama

Gdzieś giniemy.

I rodzimy się na nowo, pytanie czy mądrzejsi..

Czyli jesteś wakacyjny, ale nie do końca. Teatr nie, bo przerwa, robisz produkcje, robisz dla Netflixa, nie będę ci wypominał… Chociaż wypomnę ci, ty masz prawie 5 dych na karku, ja jestem blisko, więc czuję, co się dotyka. Jesteś spełniony aktorsko? Czujesz, że to jest twój najlepszy czas?

To dobrepytanie, bo rzeczywiście jak się zbliża pięćdziesiona, moment kreski jakiejś.

My dopiero zaczynamy. 

Tak, ale to jakiś moment podsumowań, punkt odniesienia. Ja w ogóle jestem typem, który późno debiutował.

Reklama

Ale byłeś ambitny, ambicje zawsze miałeś.

Jeśli potraktować ambicję jako chęć wykonania dobrze swojej pracy to tak, w tym sensie na pewno byłem ambitny.

 
Reklama

I nie było przepychania się na drabinie, żeby się gdzieś do góry wspiąć?

Z tą twarzą?

Ja jestem fotografem, ty jesteś aktorem, mieliśmy okazję pracować razem, powiedziałeś o swojej twarzy: Co ja z tą swoją twarzą mogę ci zrobić? Masz ciekawą, otwartą twarz, a jednocześnie jest jakiś sekret w niej. Lubisz swoją twarz?

Tak… ale rzeczywiście jestem przez producentów i innych ludzi raczej szufladkowany. Bluszcz to ten z charakterystyczną twarzą…groźny, mroczny, zły.

To cię jakoś deprecjonuje, męczy?

 
Reklama

Ja przez pierwsze dwa czy trzy lata po debiucie filmowym, po jakichś sukcesach miałem chwilę, że zadawałem sobie pytanie dlaczego ciągle tak, ale później zobaczyłem, że to tak działa. Zwyczajnie – bardzo rzadko zdarza się u ludzi, którzy decydują o obsadach że ktoś chce zaryzykować coś nowego. Wszyscy kochają piosenki, które znają.Ten brak odwagi jest straszny, ale z drugiej strony sobie to wszystko odbieram w teatrze, bo tam gram bardzo różne role.

Powiedzmy widzom, już prawie 10 lat jesteś w Teatrze Ateneum.

Reklama

Tak

Jak się odnajdujesz na tej scenie?

Teatry warszawskie w ogóle to jest specyficzny temat, dosyć szeroki, można o tym dużo gadać. Ja byłem przez 12 lat w zespole teatru w Legnicy, jeden teatr w mieście.

Byłeś tam absolutną gwiazdą.

To prawda grałem duże role, ale tam nauczyłem się, że dobrem najwyższym w spektaklu jest dobro wspólne, tam nikt nie gwiazdorzył. W jednym projekcie grałem główną rolę, a w drugim grałem ogon.

I było ci z tym dobrze? To nie jest tak, że musisz brylować?

Nie, dobro spektaklu dobrem najwyższym.

A tu w Warszawie?

Nie do końca tak jest, tutaj jednak się kładzie nacisk na co innego, na ego.

Reklama

Temat ego jest czymś ważnym. Powiedziałeś kiedyś, że żeby zrobić karierę, zajść gdzieś dalej w aktorstwie, filmowym czy teatralnym, ale bardziej filmowym, musisz skończyć tą akademię warszawską. To się ciągnie pewnie za tobą?

Nie, ja to kiedyś powiedziałem rzeczywiście, pół żartem, pół serio, bo młodzi często pytają jak znaleźć się w zawodzie i jak osiągnąć sukces. I wtedy odpowiedziałem, że najlepiej się wżenić w dobrą, warszawską rodzinę i przede wszystkim skończyć  Warszawską Akademię Teatralną, bo nawet jak popatrzysz statystycznie na ludzi, którzy się obracają w środowisku to niewielu jest aktorów nie z Warszawy, nie po warszawskiej szkole. Zdarzają się oczywiście znani aktorzy po Krakowie czy łódzkiej filmówce.Ja jestem wrocławski, ale ze mną to w ogóle jeszcze inna historia, bo ja skończyłem wydział lalkarskiwe Wrocławiu, co już w ogóle jest abstrakcją.

 
Reklama

Dziwne podejście do drabinki kariery.

Zupełnie z innego poziomu, z innej gry powiedziałbym. Ja mam do tego dystans, dla mnie to naturalne. Tak czy inaczej weryfikuje cię scena..W Warszawie częściej chodzi się na aktorów niż na spektakle. Dużo twarzy znanych z telewizji czy kina zobaczysz w warszawskich teatrach. Chybakażda stolica ma tego typu grawitację.

To prawda. Może trochę z innej strony, ale czy nie masz wrażenia, że aktor taki jak Ty ma obecnie trochę łatwiej niż jeszcze kilka lat temu? Czy społeczeństwo dojrzewa? Takie aktorki jak Kulesza, Muskała przeżywają obecnie najlepszy okres swojej działalności artystycznej.

Pojawiło się sporo ról dla dojrzałych kobiet. I to wymagało iluś lat feministycznej ciężkiej uświadamiającej pracy, świat się zmienia.

A czy ty myślisz, że Polska jest w takim trendzie, czymś innym niż reszta Europy? Jakoś się różnimy?

To jest temat, na dłuższą osobną rozmowę. Jest parę państw na świecie, w których sojusz władzy i religii prowadzi do nadużyć wobec jednostki..obywatela.…świat się zmienił, świadomość ludzka jest już gdzie indziej… To promieniuje na nasze życie społeczne, politykę, biznes. Arogancja i przemoc już nie wystarczą do rządu dusz.

Ktoś podjedzie na skrzyżowaniu, otworzy okno i powie klasycznie…

Reklama

Mówiąc serio, to myślę że my jesteśmy w trudnym momencie. Mamy jakiś balast, bo moglibyśmy pofrunąć, mamy wspaniałych, bardzo zdolnych ludzi, w różnych dziedzinach życia, a jest coś, co nas ciągnie w dół. Ja to identyfikuję trochę z traktowaniem tradycji, bo tradycję można dobrze wykorzystywać i piękne rzeczy z niej brać,ale może też być sporym obciążeniem. Jesteśmy tak przerażająco serio wobec siebie i naszej przeszłości…

Może za dużo testosteronu? Za szybko chcemy osiągnąć dobra, a jak już je osiągniemy to nam się wydaje, że jesteśmy wielcy, gdzie w gruncie rzeczy nie mamy nic poza grubym portfelem.

Podstawową historią jest szacunek dla innych ludzi, o tym też chciałem powiedzieć. To czego się nauczyłem w tym zawodzie to to, że jeśli nie szanujesz innych ludzi na planie, w teatrze, widzów,technicznych, wszystkich dookoła, to cię nie ma.

Wróćmy jeszcze na chwilę do twojego ego. Ego w aktorstwie jest czymś potrzebnym, w ogóle w sztuce, artyści powinni być trochę narcystyczni, powinni być trochę skupieni na sobie, powinni pompować trochę to swoje ego. Jak jest z tobą? Czy testosteron to ego?

Nie, nie do koń Myślę, że jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Jeśli masz poukładane życie prywatne, rodzinne, jeśli masz spełnienie zawodowe, na tym czy innym odcinku, to to ego nie przeszkadza. Ja mam to szczęście, że mam fajną rodzinę i moja żona też robi w podobnych rzeczach. Bardzo się wspieramy, to jest podstawowe. Ale przede wszystkim, nie można być chamem, bucem i burakiem. 

Ale zdarza się w życiu, że się dostaje plaskacza. Co wtedy się z Tobą dzieje?

 
Reklama

Dobrzejest, przeżywasz, cierpisz, super.

Prawdziwy artysta musi trochę cierpieć.

Pocierpisz, pobędziesz w piwnicy, a później wyjdziesz na słońce, bo słońce każdego dnia wschodzi.

Gadałem wczoraj z Weroniką Wawrzkiewicz,która mówiła, że zawodowo się zetknęliście w Zakopanym. Ona jest wspaniałą dziennikarką, można się na niej wzorować, więc przed naszą rozmową chwilę o tobie gadałem i ona mi mówi: Słuchaj, z Przemkiem to najlepiej nie gadaj w ogóle o aktorstwie, w ogóle o filmie, w ogóle o jego audiobookach, zapytaj go o muzykę. Powiedziała, że ten facet wie tyle o muzyce co Wojciech Mann.

Reklama

Ani tyle co Mann, Bartek Chaciński czy inni dziennikarze, którzy się zajmują muzyką. Ja po prostu uwielbiam muzykę, w każdym swoim gatunku i w każdej swojej odsłonie. Nie wiem co to znaczy dobra muzyka, ale przepuszczam to przez siebie. Mam coś takiego, że nawet jak dostaję jakieś propozycje na Spotify to już po trzech, czterech nutach wiem czy to jest dobre czy nie. Dla mnie dobre.

Odezwało się ego.

To jest ego, rzeczywiście, bo też tak się dzieje, że od lat zawsze towarzyszy mi głośnik, głośniczek mały sobie ze sobą noszę, bo uważam, że muzyka jest językiem wszechświata. I staram się nią dzielić…

Dobrze, ale jesteś aktorem, grasz dużo głosem, gdzie ta muzyka jest. Wiadomo, mamy filmy, jest post-produkcja, jest montaż, powstaje pod to muzyka, jest dzieło, ale gdzie jest ta muzyka w twoim życiu? Jak jesteś na planie to słuchasz muzyki?

Tak

I czego słuchasz w takim razie?

Wszystkiego i mówię to szczerze.

Jechałeś dzisiaj samochodem tutaj, czego słuchałeś?

Jakiejś playlisty. Kendrick, ale był też Haendel, Jimi Tenor, jakiś kawałek Davida Langa.Lubię bardzo etno muzykę, lubię Tony Allena, afrykańskiego perkusistę, lubię kleje muzyczne, kiedy kleją się różne muzyczne światy i kiedy to działa, ale z drugiej strony hip-hop andaluzyjska cygańska muzyka, opera, trans czy ciężki metal.To są strzały po prostu. Lubię muzykę z całego świata i lubię muzykę, która po pierwsze wzrusza, czyli działa na emocje, bo uważam, że sztuka taka powinna być, ona powinna działać na emocje. Jeśli widzę coś estetycznego to jest super, jest pięknie, ale niczego we mnie nie rusza to mówię: Sorry.

Reklama
 
Reklama

Czysta forma nie wystarczy.

Myślę, że jednak emocje to jest coś czym się porozumiewamy i co tworzy więzi między ludźmi, a myślę, że po to jesteśmy, żeby te więzi tworzyć i coś wspólnie przeżywać, pięknego lub nie…

Co jest dla Przemka Bluszcza najważniejsze?

Kiedyś jak studiowałem filologię polską to usłyszałem na wykładzie profesora semantyki, skąd się wziął wyraz „zdziwić się”? On pochodzi od starosłowiańskiego dive, czyli bóstwo, bó A więc w „dziwić się” to tyle… co zobaczyć Boga. To mnie tak kopnęło w synapsy, że sobie pomyślałem – to jest super akcja, starać się być często w stanie zdziwienia, czyli spotykać ludzi, którzy cię zadziwiają, inspirują.

Ale też wprowadzać ich w zadziwienie.

Starać się o to.

To żebyśmy w takim dziwnym i zadziwiającym świecie żyli i żeby sztuka nas obezwładniała, prawda?

Tak

Tego możemy sobie życzyć.

Reklama

Sztuka to najlepsze narkotyki.

 

fot.: Michał Buddabar

 
Reklama