Czy Brad Pitt to wielki aktor?

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Brad Pitt to postać, która od lat gromadzi najbardziej spektakularne etykietki. Gwiazda, amant, VIP – te określenia przylgnęły do niego już na samym początku kariery, gdy zachwycał publikę w „Wywiadzie z wampirem”. Minęły dekady, a status ikony nie tylko się nie przeterminował, a wręcz zyskał na aktualności.

Kwadratową szczękę klona Roberta Redforda kochają właściwie wszyscy, od wrażliwych nastolatków po gospodynie domowe w średnim wieku. 55 urodziny aktora zapewne zainspirują szereg rankingów próbujących podsumować wielkimi literami jego dotychczasową działalność sceniczną, jednak ja postanowiłem wykorzystać huczną okazję do poruszenia istotnego, choć rzadko omawianego problemu. Otóż duża część społeczeństwa nie docenia talentu męża Angeliny Jolie i przyczepia mu łatkę celebryckiejosobowości niegodnej towarzystwa Jacka Nicholsona czy Anthony’ego Hopkinsa. Pomijając to, że takie poglądy powinny być karane dożywociem, warto zapytać gdzie leży źródło podobnych opinii.

Reklama

bradpitt

Przyczyn ignorowania kunsztu kumpla George’a Clooneya należy szukać na przykład w fizjonomii współczesnego Adonisa, która wbrew pozorom bardziej uwiera, niż pomaga. Zamykająca w szufladzie „ładnego chłopca”, atrakcyjna powierzchowność wpływa na stereotypowe skojarzenia publiczności. Analogiczna sytuacja torturuje chociażby Johnny’ego Deppa – człowieka umoczonego po uszy w wymuszonych kreacjach ekranowych dziwolągów, będących desperacką ucieczką przed „Syndromem Przystojniaka”.

Za inną przeszkodę można uznać specyficzny styl gry aktorskiej. Pitt często kształtuje protagonistów niezwykle subtelnie, rzadko pozwalając sobie na teatralne szarżowanie. Brad, w przeciwieństwie do miłośnika krzykliwo-płaczliwych monologów, czyli Leonardo DiCaprio, przekłada wyrafinowanie nad cyrkowe popisy. Oscarowa liga sprawiedliwych, tak jak i widownia preferuje jednak łatwiej zauważalne wysokie decybele oraz wyskakujące czołowe żyły.

bradpitt1

Większości odbiorców umyka też godna podziwu artystyczna odwaga Amerykanina. Jego filmografia jest wręcz naszpikowana ryzykownymi, eksperymentalnymi decyzjami. Wyobraźcie sobie, że pan Smith ma na koncie szaloną kreację psychopatycznego mordercy w „Kalifornii”, gdzie biegając w umorusanym białym podkoszulku, terroryzuje młodego Davida Duchovny’ego. Pewnie zdziwi Was też, że twardziel z „Troi” w „Zabójstwie Jessego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda” przeczy powierzchownemu wizerunkowi brutalnego herosa, zmywając toksyczną męskość szczerymi łzami. Zaledwie dwa przykłady ukazują bezdyskusyjne umiejętności, a uważny kinomaniakwyszpera znacznie więcej bliźniaczych perełek.

Sam fakt współpracy z członkami reżyserskiej ekstraklasy powinien być kolejnym świadectwem wielkiego talentu. William Bradley wrzucił swoje kilka groszy do przedsięwzięć autorów egzystujących na przeciwnych krańcach filmowych galaktyk. Jego portfolio zawiera efekty kooperacji z najgorętszymi nazwiskami przemysłu rozrywkowego Stanów Zjednoczonych, doświadczonymi filmowcami, młodymi gniewnymi niezależnego kina, a nawet zdolniachami spoza obszaru ojczyzny Marylin Monroe i Donalda Trumpa. Bycie liderem w prowadzonych przez nich drużynach musi automatycznie gwarantować bezkresny szacunek.

bradpitt3

Chciałbym również, żebyście sobie przypomnieli o dwóch dosyć świeżych dokonaniach naszego ulubieńca. Mam na myśli zdeterminowanego łowcę nazistów z „Bękartów wojny” oraz ozdabiającego „Tajne przez poufne” wplątanego w szpiegowską intrygę pracownika siłowni. Obie postacie łączy wyjątkowa, tragikomiczna zawiłość. Zarówno Aldo Raine, jak i Chad Feldheimerdynamicznie zmieniają indywidualne oblicze, lawirując pomiędzy absurdalną farsą oraz przerażającym naturalizmem. Pamiętajcie, iż naprawdę niewiele jest osób umiejących zmieniać maski w zależności od produkcji, a tych żonglujących pozami i manierami w obrębie pojedynczego projektu policzycie na palcach obu dłoni.

bradpitt4

Brad Pitt od kilkudziesięciu lat regularnie odwala kawał dobrej roboty. Zrzućmy go więc z celebryckiegopiedestału i przyklejmy do niego kategorię Artysty przez wielkie „A”. Poniżej załączam zadanie domowe:

 

Zorganizuj maraton filmowy z poniższymi tytułami i przestań pomijać Brada w prywatnej liście ulubionych aktorów.

„Kalifornia” (1993)

„Siedem” (1995)

„12 Małp” (1995)

„Przekręt” (2000)

„Zabić, jak to łatwo powiedzieć” (2012)

 

fot. imdb.com

Autor

Łukasz Krajnik – anglista, tłumacz i autor artykułów dotyczących szeroko pojętej popkultury. Codziennie poświęca mnóstwo czasu na przyswajanie dziesiątek płyt, filmów i książek. Zwolennik braku podziałów na sztukę wysoką i niską. Wielbiciel barwnej estetyki lat osiemdziesiątych.

Przeczytaj również

Reklama