Owsiak i Vonnegut, czyli najntisy po polsku

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Niepowtarzalny urok likwidacji. Reportaże z Polski lat 90. – recenzja

„Polskę, o której piszemy w tej książce, nie wszyscy zauważyli. Zawieruszyła się gdzieś pomiędzy PRL a współczesnością. I już pozostała w tym zagubieniu”, piszą Piotr Lipiński i Michał Matys – autorzy tekstów drukowanych na łamach „Gazety Wyborczej” w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku i opublikowanych w książce Niepowtarzalny urok likwidacji. Reportaże z Polski lat 90.

W efekcie otrzymujemy coś znacznie ciekawszego, niż tylko zbiór standardowych najntisowych klisz. Jak wynika z przedmowy, dla samych reporterów niemałym zaskoczeniem było odkrycie między wierszami własnej młodzieńczej naiwności. Dla czytelnika gratką jest nieustanna obecność zaraźliwej wręcz aury świeżości i pierwszości w opisach tego, co teraz aż za dobrze znane, co machina kultury popularnej przemieliła już nie raz.

Pierwsze przepisy na sałatkę z cykorii i pierwsze reklamy podpasek, pierwsi cudotwórcy i pierwsze kontakty z cywilizacjami pozaziemskimi, pierwsze kasety z ciszą, pierwsze bankructwa, pierwsze skargi do Trybunału Sprawiedliwości, pierwsze teleturnieje, pierwsze reklamy, które nie dość, że się ogląda, to jeszcze daje im się wiarę. Pierwsi likwidatorzy, pierwsze masowe kradzieże samochodów, pierwsze giełdowe wzloty i upadki. Pierwsze świeckie świątynie, czyli supermarkety, dzięki którym Polacy mogą „zaglądać do garnuszka Europy i tworzyć nową kulturę konsumpcji”, a profesorowie ekonomii rozpływać nad smakiem schłodzonych daktyli.

Reklama

Opisywana – czy raczej: opisana i po latach na nowo odczytywana – Polska to świat, w którym alternatywą dla klubu ze striptizem jest solarium lub siłownia; w którym znajdzie się miejsce zarówno dla Jurka Owsiaka, jak i Kurta Vonneguta. To świat wiary nie tylko w energię z kosmosu, także w istnienie recepty na kapitalistyczny sukces. Tego przekonania autorzy nie obśmiewają ani nie piętnują, bo zamiast karykatury czy krytycznej analizy proponują szczerą, przekonującą historię inicjacyjną.

Niepowtarzalny urok książki polega na uchwyceniu złożoności, różnorodności a przede wszystkim jednoczesności procesów epoki transformacji. Im bardziej jedna opowieść nie pasuje do drugiej, tym spójniejsza jest całość. Tym wierniejszy portret Polski obfitującej w sprzeczności, trochę kiczowatej, trochę pogubionej, pełnej (nierzadko złudnych) nadziei i (nierzadko zawiedzionych) ambicji. Mają rację Lipiński i Matys, stwierdzając – w pierwszym z serii komentarzy poprzedzających i zarazem podsumowujących każdy reportaż – że rok 1989 właściwie dałoby się z powodzeniem opisać cytatem rozpoczynającym Sienkiewiczowską Trylogię. Nie muszą jednak posiłkować się Noblistami. Ich teksty próbę czasu przechodzą pomyślnie i po blisko dwóch dekadach z powodzeniem bronią się same.

Autor

Alesandra Kumala – uwielbia Glena Hansarda, czytanie książek (niekoniecznie pod kocem i z kubkiem gorącej herbaty w ręku), picie mleka z kawą, słuchanie szumu morza i podróże pociągiem. Nie znosi deszczu, rollercoasterów, grzybów i weluru. Marzy o wyprawie do Nowego Jorku, ale póki co zadowoli się skompletowaniem Serii Amerykańskiej.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Follow on Twitter

Reklama