Magia prawdziwej przyjaźni

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Wydawać by się mogło, że w XXI wieku prawdziwej przyjaźni już nie ma. Robimy coś, by przypodobać się innym, inni robią coś, by przypodobać się nam. Wielkie spustoszenie. Kieszeń, głowa, wpływ, pieniądze. To się liczy, to ma znaczenie, to ma wartość. W dzisiejszym świecie – nie dla mnie. Ludzie są i ich nie ma, Eminem rapował o tym trochę wulgarniej w 2002.

Nawiązywanie przyjaźni jest trochę jak casting. Podświadomie poszukujemy cech wspólnych. Przyjaciół poznajemy w szkole, pracy, przez innych znajomych, dzieci, wspólną pasję, wspólne miejsca. Zawsze iskrą początkującą ognisko relacji jest element wspólny. Community, common. Społeczność, wspólny. Nie bez kozery te słowa tak podobnie wyglądają. Semantycznie idą w parze. Dziwnym trafem, kiedy łączący element nagle przestaje istnieć, wszystko się kończy, ludzie po prostu znikają z dnia na dzień. Może to lenistwo, może egoizm, ale zaczynamy milczeć. Jedna bądź dwie strony. Niszczycielski jest brak możliwości spotkania.

Wydaje mi się, że w wielu momentach życia postawiłam na niewłaściwych ludzi. Mam przyjaciół od kilkunastu lat, mam też takich od kilku. Są dla mnie tak samo ważni. Nie wszyscy mieli okazję się wzajemnie poznać. Prawdopodobnie ja, jako jedyny element łączący, nie byłabym w stanie sprawić, by się dogadali. Są zbyt różni.

Pięć lat uczyłam się zupełnie nowych rzeczy, zarzuciłam to, co zostało w rodzinnej miejscowości.  Ludzi, smaki, pasję. Trochę zaniedbałam, choć niezupełnie, starych dobrych ludzi. Dzieliłam się otwarcie tym, co kocham z nowymi. Brakowało mi tego, a mój deficyt odwagi był tak wielki, że nie wracałam do tego samodzielnie. Miałam wszystko, ale nie miałam tego, czego chciałam najbardziej. Spokoju, bliskości natury, ciszy i samotności.

 
Reklama
 
Reklama

Paradoksalnie, przez te pięć lat wiele oddałam i wiele otrzymałam od ludzi. Piękna transakcja wymienna, uczucia, wiedza, wsparcie, pomoc, słuchanie, rady, doświadczenie, bliskość. Ale nikt nie poznał mnie tak dobrze, żeby wiedzieć, jak łatwo można mnie uszczęśliwić. Też sobie jestem winna, bo marzyłam, zamiast powiedzieć o tym na głos… Nie miałam też odwagi tego sama zrobić.  

A jak już to zrobiłam, to nie czułam się tak dobrze. To nie było to samo, co kiedyś. Mogłabym o tym książkę napisać, ale to nie ma znaczenia. Po prostu nagle jedna z osób z mojego, dawnego, porzuconego nazwijmy to, środowiska, którą znam kilkanaście lat, co daje ponad połowę mojego życia, zrobiła coś zupełnie prozaicznego, coś, na co nikt wcześniej nie wpadł. Po prostu kazała mi spakować sprzęt i zabrała mnie do stajni. Proste, prawda? Czas się cofnął. Uśmiech nie chciał schodzić z twarzy. W takich chwilach rozumiem, że czasem przyjaciel wie więcej. O nas i naszych potrzebach. Prawdziwego przyjaciela poznasz po empatii, po tym, że nie znika nigdy, nieważne jak wiele zaczyna was dzielić. Wie o Tobie wszystko, pamięta o tych drobnych szczegółach i nawet wie, jak na ciebie działają. Po prostu kocha cię, jak rodzoną siostrę. I jest przy tobie, bo wie, że kiedyś ty byłeś przy nim i cokolwiek się stanie, będziesz nadal.  

Prawdziwa przyjaźń to towar deficytowy bardziej niż miłość. Nie ma nawet przyjacielskich apek, które zmatchują ci kumpla czy kumpelę, z którą przejdziesz lwią część życia. Prawdziwemu przyjacielowi wystarczysz ty. Nieważne czy masz na sobie dziurawe spodnie, a pod butem końskie odchody. Przyjaciel jest. Bo być znaczy dziś więcej niż mieć. I tego się trzymajmy. Zwłaszcza dzisiaj.

Autor

Monika Stawińska – Skrupulatny grammar nazi, copywriter, dziennikarz, redaktor. Słowotwórca. Prawie jak Shakespeare. Hipokryta z osobowością typu ISTJ-T. Uważa się za rzemieślnika, bo rzeźbi w słowie. Zawsze pisze Timesem. Z wykształcenia jest filologiem, a prywatnie pasjonatką jazdy konnej, kultury zagranicznej, literatury pięknej oraz… gier. Właśnie dlatego dla TVP Sport pisze o sportach elektronicznych.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

[instagram-feed]

Reklama