Mela Koteluk: Życie jak migawka

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Ta rozmowa była za krótka. Pozostał niedosyt. W dziennikarstwie mówi się, że mimo wszystko jest lepszy niż przesyt. Tak, ale… Z perspektywy zwykłego słuchacza lub widza nawet gdybyśmy rozmowę z Melą Koteluk podzielili na pięć urozmaiconych posiłków, rozłożonych na cały dzień i tak byłoby mało, za mało, wciąż mało. Delikatna jak wiosna, ale tylko z wyglądu, bo piękny i mocny charakter ujawnia w rozmowie i muzyce, którą karmi nas od siedmiu lat. Spotkałyśmy się w Edenie i jak to w niebie (raju?) każda chwila spędzona w towarzystwie artystki była bezcenna.

Uważna na życie, na zwierzęta, na przyrodę, ale przede wszystkim bardzo dojrzała w ostatnim czasie, Mela Koteluk jest naszym gościem. Dzień dobry.

Dzień dobry. Nie przesadzałabym z tą dojrzałością, czuję się dość niedojrzała, ale rozwijam się i jest to większy proces. Ale faktycznie, takie skojarzenia może nasuwać charakter ostatniej płyty.

Właśnie o tym myślałam, bo kojarzysz mi się absolutnie z muzyką, ale też z wyczuwaniem dobrych ludzi i dobrych miejsc. Jesteśmy zresztą w przepięknym ogrodzie na Saskiej Kępie, w Edenie. Czy tu można trochę odpocząć od zgiełku miasta?

Tak, ja bardzo lubię tę okolicę, tę strefę. Nigdy nie sądziłam, że tak zwiążę się z jakimś parkiem, a tutaj jesteśmy nieopodal Parku Skaryszewskiego i to jest bardzo dobre miejsce na regenerację. Kontakt z naturą na pewno pomaga mi utrzymać równowagę, sama świadomość że jesteśmy częścią natury działa już zbawiennie. Żyjąc w mieście łatwo o dezorientację, łatwo w pędzie oderwać się od pewnych podstaw. Myślę sobie, że takie łażenie boso, gapienie się w niebo czy wodę to jest świetna medycyna, można nią zastępować tabletki.

Fajna sprawa. Jest gdzie połazić boso na Saskiej Kępie? Oprócz Edenu.

Wszędzie można chodzić boso jeśli się tego chce, na przekór panującym normom wprowadzać nowe jakości i inspirować tym innych, aby żyć po swojemu.

Słyszałam ostatnio o koloniach dla dorosłych, o takim miejscu gdzie możesz się totalnie wyluzować, wyczilować. Zapomnieć o kłopotach, po prostu pojechać na kolonię, którą ktoś ci zorganizuje. Fajna sprawa, nie?

O tak, to musi być świetne dla tych dzieciaków w nas, które mają wyobraźnię i chcą się bawić, rozwijać i tworzyć. Tak zwana dorosłość wiąże się z wieloma ograniczeniami i ta tęsknota za dzieciństwem też jest u mnie żywa. Jednocześnie dorosłość postrzegam jako proces, w którym świadomie odrzucamy narzucone z zewnątrz ograniczenia, schematy, systemy i na nowo uruchamiamy własną wyobraźnię i odzyskujemy to co kojarzy się z dzieciństwem: na przykład zdolność do powąchania kwiata lub świeżo upieczonego ciasta. Zachwycenie się tym. Być może te kolonie, o których mówisz cieszą się popularnością, bo pomagają odzyskać tego typu doświadczenia i przypomnieć sobie o tym, gdzie jest “raz”, co jest ważne.a

 
Reklama

W 2013 roku na początku Twojej kariery powiedziałaś, że chciałabyś ratować świat i nigdy się nie zmienisz. Cały czas tak masz?

Ratować świat… a w jakim kontekście to było? Brzmi to trochę patetycznie i utopijnie, ale może chodziło o to, że uratowanie świata może polegać najpierw na uratowaniu siebie?

Chodziło o to, że jesteś dla każdego otwarta i każdemu chciałabyś podać rękę.

 
Reklama

A tak, lubię ludzi i to się nigdy nie zmieniło. To, że czasami muszę od nich odpoczywać, bo potrafię i lubię pobyć sobie sama, to normalna sprawa. Wraz z wiekiem, z nowymi doświadczeniami, uczę się nowych rzeczy. Na przykład tego czym jest dbanie o siebie, jest to bardzo ważny temat, bo wierzę, że tylko wtedy gdy potrafimy zadbać o siebie, potrafimy rzeczywiście zadbać o innych ludzi. Wciąż uczę się dbać o swoje samopoczucie, o zdrowie, o to, żeby mieć zasoby by dzielić się z innymi tym, co dobre. A życie podrzuca mi lekcje, które weryfikują te umiejętności. Krótko mówiąc: uczę się.

Rozumiem już skąd biorą się przerwy między płytami. Przyjęło się, że ledwie artysta wyda płytę, a już mówi się o tym, że czekamy na kolejną. Masz na swoim koncie 3 płyty, między Spadochronem a Migracjami były 2 lata przerwy. Na Migawkę czekaliśmy 4 lata, ale sama Twoja trasa koncertowa trwała 2. To jest naturalne, że po takim wysiłku trzeba odpocząć. W Twoich social mediach widać, że muzyka jest miłością każdego członka zespołu. Jednak jest potrzebny czas na złapanie dystansu i zebranie materiału.

Grunt, żeby nie wpaść w pułapkę presji i wziąć dokładnie tyle czasu ile nam potrzeba. I tutaj nie powinniśmy się w ogóle w swoim życiu poddawać tym czynnikom zewnętrznym, tej presji, że coś trzeba zrobić. Nie trzeba, te 4 lata brzmią dla mnie samej poważnie i teraz nawet z perspektywy czasu myślę sobie: Wow, 4 lata! Ale przecież w listopadzie 2014 roku ukazały się Migracje i po tej premierze wyruszyliśmy w trasę koncertową na niemal dwa lata, graliśmy ten materiał aż do grudnia 2016 roku, tak jak wspomniałaś. Potem zaczęłam przerwę, która trwała do końca 2017 roku, a już w styczniu 2018 roku zaczęliśmy pracę nad płytą, także przerwy był raptem rok. To było dla mnie akurat.

Ale wiesz, dla nas słuchaczy to tak daleko i długo…

Zdaję sobie z tego sprawę, wciąż dążę do swojej drożności. Czasami zastanawiam się dlaczego tak jest, że ja nie nagrywam na co dzień, że nie wydaję na bieżąco i myślę sobie: kto wymyślił taki system? Taki tryb, że teraz płyta, a potem trasa, a potem dopiero za dwa lata kolejna płyta i tak dalej. Myślę, że to bardzo ważne odnaleźć swój rytm i za tym iść. Teraz jestem na takim etapie, że myślę sobie: zrobię to po swojemu, na swoich zasadach, jeżeli nagram coś wartościowego, co będę chciała pokazać światu, to po prostu to pokażę i nie będę się zastanawiać czy to jest dobry, czy zły moment. Myślę sobie, że to jest moja dojrzałość, takie pełne zaufanie do siebie. I idę w tym kierunku dalej.

Myślę, że potrzebujesz też w pewnym sensie migawki, a taką migawką do stworzenia „Migawki” był koncert Nick’a Cave’a. Musiał być niesamowity skoro tak po nim zareagowałaś. Wyszłaś i nagrałaś fragment muzyczny, który przyszedł Ci do głowy w trakcie koncertu, a potem z tego rozwinęła się cała płyta.

 
Reklama

Faktycznie, było tak jak mówiłaś, ten koncert był fantastyczny, po wyjściu z Torwaru, to było bodajże w październiku, chwyciłam za dyktafon w telefonie i nagrałam sobie linię melodyczną. Nie pamiętam już, czy zwrotki czy refrenu, ale to był zaczyn piosenki „Ja fala”. Ona otworzyła tę płytę i wtedy zrozumiałam, pod wpływem tamtego momentu, że otwieram nowy albumu i że rozpoczął się we mnie proces twórczy, że bardzo tego już chcę. Wcześniej nie miałam takiej potrzeby.

Migawka jest dla mnie dojrzałą płytą, ale też zupełnie inaczej nagraną. 432 herce, skąd ten pomysł?

To się wiąże też z tym o czym wspomniałyśmy na początku, czyli z naturą. Jakimś zbiegiem okoliczności trafiłam na informacje, że istnieje coś takiego jak naturalny strój dźwięku i że odbywa się to na częstotliwości 432Hz. Dowiedziałam się, że to na tym poziomie szumią drzewa, śpiewają ptaki, szumi morze. I zaczęłam wgryzać się w ten temat, czytać, słuchać, interesować się tym. Poczułam, że to jest dobry pomysł, aby zrobić taki eksperyment przy “Migawce” i samemu się przyjrzeć temu tematowi, zobaczyć jak to faktycznie działa. Dźwięk jest nieco niższy i łagodniejszy dla ucha.

A zespół jak zareagował?

Zespół ma w sobie ducha eksperymentu i poszedł za tym pomysłem, ale wiązała się z nim pewna akrobatyka. Trzeba było przestrajać niektóre instrumenty i było to na początku dość karkołomne. Ten strój jest trochę „pływający”, czyli nie jest to żyleta jak w 440Hz. Niemniej, mówiąc językiem cywilnym, w dużym skrócie, to się wszystko da zrobić i ja jestem z tego powodu dumna, że poszliśmy razem za tą wizją. Do dziś jesteśmy konsekwentni i będziemy aż do ostatniego koncertu, który zagramy stricte z „Migawką”, a potem zobaczymy. Sama mam takie wrażenie, że muzyka w tej częstotliwości bardziej wycisza, ten dźwięk nie jest atakujący, nie jest ostry. Potrafię przy tym nawet zasnąć.

 
Reklama

Czyli Ty dajesz nam wytchnienie swoją muzyką i dzięki temu my też możemy trochę odpocząć, nawet niekoniecznie w takim miejscu, w jakim dzisiaj się znajdujemy. Wystarczy włączyć twoją płytę. Wydaje mi się, że pierwszy odsłuch Twojej płyty powinien być mega intymny. Trzeba pozwolić sobie pobyć sam na sam z Tobą, z Twoją muzyką.

Też słucham i lubię słuchać muzyki w pojedynkę, są takie utwory, których nigdy nie chciałabym słuchać z nikim.

Na przykład?

Nie mogę powiedzieć, ale jest taka muzyka, strzelam np. z płyty Daughter, gdzie są momenty słodko-gorzkie, smutne, ale też bardzo intymne i dobrze słucha mi się ich solo. Tworzą atmosferę wycofania się i nie jestem w stanie tej muzyki słuchać w towarzystwie. Czasami lubię też pójść sama do kina, najlepiej w nocy. Są momenty, kiedy lubię być sama ze sobą i nie rozpraszać się.

 
Reklama

A co widziałaś ostatnio?

Serial wspaniały na HBO – Euforia – który jest bardzo mocny i zawiera dużo brutalności, ale jest to niesamowicie dobre. To tzw. teen drama, opowiada o pokoleniu młodych ludzi, którzy mieszkają w Stanach i mierzą się ze światem pełnym uzależnień i samotności.

Tego, co nas otacza.

Tak, świat jest złożony. W tym obrazie zostało dobrze pokazane to, dlaczego młodzi nie mają mechanizmów ochronnych, które dają im tarczę w świecie jednak w sporej mierze złożonym z zagrożeń. Ja nie lubię patrzeć na świat przez pryzmat niebezpieczeństw, bo to zamyka na życie pełną piersią, ale jak wiemy takowe istnieją i czasami trzeba powiedzieć: Nie, dziękuję. Nie wchodzę w to. Nie kupuję tego.

To jest ta dojrzałość, cały czas o tym mówimy gdzieś między wierszami. Melu, muszę Cię zapytać jeszcze o Twoje najbliższe plany. Jest Męskie Granie, widzę, że w męskim towarzystwie się świetnie czujesz.

Tak jak w kobiecym teamie, mamy przecież Women’s Voices, to świetny i mocny skład.

Prawda, ale zastanawiam się, co przed nami słuchaczami. Wrócicie do nas z jesienną koncertową odsłoną „Migawki”?

Dokładnie tak. W ostatnim kwartale tego roku zagramy niewielką trasę koncertową z “Migawką”, która zapowiada się pięknie i na które to koncerty serdecznie zapraszam, będziemy zimą dogrzewać się muzyką i tworzyć nową atmosferę.

 
Reklama

Dziecko dojrzało, trzeba je wysłać w świat i zacząć pracować nad nowym, ale bez stresu?

 
Reklama

Absolutnie.

Na totalnym luzie.

Tak jest, teraz mamy taki fajny etap, że materiał jest dobrze ograny, można się nim bawić i czerpać z tego ogromną przyjemność. Piosenki z “Migawki” są niezwykle plastyczne i wciąż pokazują swoje oblicze. I o to właśnie chodzi, nie ma nudy.

Muzyka jest super zabawą, jak dobrze mieć tego świadomość. Ty ją masz, dlatego tak dobrze się Ciebie słucha.

Muzyka jest super medium.

Melu, niezwykle przyjemnie się z Tobą rozmawia i pije kawę. Musimy to kiedyś powtórzyć.

Na zdrowie.

Na zdrowie. Pogadamy jeszcze o muzyce.

Zapraszam na Saską Kępę.

Fantastyczna Mela Koteluk w Anywhere.pl. Zapraszamy do obejrzenia wywiadu i pięknej sesji.

 
Reklama

Dziękuję bardzo.

 
Reklama