Chciałabym tak dobrze, jak on

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Nie wierzę, siedzi dwa stoliki dalej on, ten ON.

Widząc go, mam ochotę wykrzyczeć na cały głos, że chciałabym tak jak on.

Z taką samą lekkością, z wdziękiem, bez najmniejszego wysiłku. U mnie to się łączy z potem, z wysuniętym językiem, z bezustannym poprawianiem włosów, wierceniem się, chęcią wyjścia. Tak między Bogiem a prawdą, to najwięcej jest wiercenia się i zupełnej niewiedzy, co dalej i jak dalej. Jemu to na pewno przychodzi o wiele bardziej naturalnie, jest taki bardziej wiedzący, bardziej pewny siebie, a ja, cholera jasna, ja jestem słabosilna. Z jednej strony jestem niby taka, hej ho do przodu, a z drugiej strony rozpadam się na kawałki i nie wiem i nie mam siły udawać, że umiem.

Za długo na niego spoglądałam, podchodzi. Cholera jasna, co teraz? Uśmiecham się, to odruch, nic nie poradzę, uśmiecham się i jeszcze zanim do mnie podejdzie, myślę, co powiedzieć, może:

— Proszę wybaczyć, że tak Pana chłonęłam.

Odpowie uśmiechem, może zapyta o to chłonięcie, a może przedstawię się jako fanka jego kunsztu pisarskiego, cokolwiek. I powiem prawdę, że zazdroszczę, zazdroszczę panu i chciałabym pisać tak jak pan.

A on powie coś, że nie miałoby to sensu, że lepiej nich każdy pisze po swojemu i stawia własne, koślawe mniej lub bardziej zdania. Literka przy literce, jedna za drugą, czasem ze spacją, a czasem bez możliwości zaczerpnięcia oddechu. Dzięki temu pisząc o tym samym, stworzymy coś zupełnie innego, i w tym tkwi sedno, sens i piękno pisania.

O rety, co bym wtedy odpowiedziała. Pewnie bym się uśmiechnęła, podziękowała, poprosiła o jeszcze jakąś radę i…

— Podać rachunek?

— Eeee. Tak — głos kelnera wyrwał mnie z zamyślenia. Spoglądam na stolik, przy którym jeszcze przed chwilą siedział TEN, co UMIE PISAĆ.

Już go nie ma.

Znów śniłam na jawie, dlaczego po prostu nie wstałam i nie zagadałam?

Może, dlatego, że z moimi zdolnościami zapewne rozlałabym jego kawę, a zanim by do tego doszło, przewróciłabym swój stolik, siebie i w związku z całym tym rabanem ogłoszono by ewakuację jeszcze nienaruszonych gości. A może nie podeszłam, bo za bardzo chcę wierzyć w swój obraz JEGO osoby. Obraz stworzony przez to, co pisze dana osoba, a nie jaka ta osoba faktycznie jest.

Aaaa, popadam w dygresję, a chciałam tylko podsumować jednym zdaniem: następnym razem podejdę, a dokładniej postawię na bezmyślność działania zamiast „myślność” myślenia.

 
Reklama

 

 

 

Przeczytaj również

Macarena 24/7

Kiedy w duszy gra macarena. Dwadzieścia cztery na dobę, człowiek

Nasze magazyny

Reklama

Reklama
[instagram-feed]

Reklama

Reklama