V60 D4 (w papierach)

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Nigdy nie wybaczę Volvo tego, że nie robi już modelu 240. No dobra. Może kiedyś wybaczę. Dlaczego mam wybaczyć? Bo hejtowanie na dłuższą metę staje się nudne. A poza tym jak się zachować, kiedy Volvo zrobi coś naprawdę w porządku? No więc nigdy nie zapomnę Volvo, że już nie produkuje modelu 240.

Kolejność była taka. Na tzw. śledziu organizowanym przez Volvo, ich szef PR, nazywany przez wszystkich Staszkiem (właściwie nic dziwnego, bo tak ma na imię), w nagłym przypływie szczerości, nie, żeby zwykle nie był szczery, ale pod koniec imprez typu „śledzik” ludzie są zwykle bardziej szczerzy niż zwykle, powiedział, że coś dawno nie jeździłem żadnym ich samochodem. I że musi mi jakiś dać. I że nie może być to zwykły samochód, bo mnie się byle czym nie zadowoli. Nie żeby ich samochody były byle jakie, ale że musi znaleźć coś specjalnego.

Następnego dnia, kiedy doszedłem do siebie i zadzwoniłem, by się dowiedzieć, co to ma być – usłyszałem, że właśnie rejestruje V60, z nowym czterocylindrowym dieslem, który jest lepszy niż taki w BMW.

Miesiąc później, kiedy jechałem na Puławską do „Domu Volvo”, zaczął padać śnieg. Właściwie sypać. Pozdrawiam w tym miejscu mojego kolegę Grzegorza Kaplę, który poświęcił prawie trzy godziny, by mnie podrzucić.

Na miejscu podpisałem papiery, wziąłem kluczyki, pogadałem chwilę ze Staszkiem, po czym wyszedłem na zaśnieżony parking. Wsiadłem do samochodu, który zamrugał po naciśnięciu pilota, włączyłem mu elektryczne podgrzewanie przedniej szyby i czekając aż śnieg spłynie, rozkoszowałem się dotykiem elektrycznie podgrzewanej kierownicy.

W drodze do centrum nie bardzo było jak wcisnąć gaz. Dopiero wieczorem, kiedy z podporządkowanej włączałem się do ruchu przed majestatycznie nadjeżdżającym autobusem, trochę mocniej przycisnąłem, no i się okazało, że V60 przyśpieszenie ma zdecydowanie lepsze niż dwulitrowy diesel BMW. Do tego zadziwiająco dobrą trakcję na śniegu – zupełnie jakby było czteronapędowe.

I wtedy się zaczęło. Pamiętacie z dzieciństwa widok chłopca zasuwającego na motorynce z maksymalnie odkręconym gazem? Pamiętacie radość na jego twarzy?

V60 dostarczało podobnych emocji.

Pamiętajcie! Nie róbcie tego w domu! Nie należy na śliskich, zaśnieżonych drogach wciskać gazu do dechy! (sam nie wierzę w to, co piszę).

Następnego dnia zadzwoniłem do Staszka, by go zapytać jak zmienić wygląd zegarów (są elektroniczne – można sobie wybrać jeden z trzech motywów).

Ja: Jeżeli jest wersja EKO, to samochód też pracuje oszczędniej? On: Nie, musisz wcisnąć ECO PLUS Ja: Gdzie? On: Na panelu. Ja: Nie widzę. On: Przycisk z napisem E C O P L U S. (słyszę śmiechy ludzi, z którymi siedzi w pokoju) Ja: Nie widzę takiego przycisku. On: Co masz na prawo, od przycisków z numerkami? Ja: [Czytam] On: A niżej? Ja: [Czytam] On: A co ty masz za samochód? Ja: Ten, co żeście mi dali. On: Czerwony? Ja: Niebieski. On: O, nie wiem jak to się stało, ale masz trzylitrowy, trzystukonny, sześć cylindrów. Ja: A, to dlatego tak jeździ.

Porozmawialiśmy jeszcze przez chwilę. Umówiliśmy się, że tym, o którego chodziło, będę jeździł w kwietniu.

Coś mnie tknęło, żeby sprawdzić, czy dowód rejestracyjny mam od tego dobrego samochodu. Numer się zgadzał. Ale w dowodzie, jak byk stoi, że to diesel o pojemności 1969 cm3. Dzwonię do Staszka.

On: Tak, tak, wiem. Ja: Walicie państwo polskie na akcyzie! On: Nie, nie, to w innym momencie się płaci. Ja: A, to ubezpieczycieli! On: E, to taka mała różnica.

Na wszelki wypadek otworzyłem maskę. Sześć cylindrów. Ale na diesla nie wygląda. Popatrzyłem na klapkę wlewu – zdecydowanie benzyna.

Volvo S60 T6 (to była taka wersja) to świetne auto. Czteronapęd działa (we wcześniejszych modelach nie działał aż tak bardzo, że dziś trudno uwierzyć, że działa – ale dziś działa). Systemy pilnujące, by nie najechać na samochód, który jedzie przed nami, wykrywania pojazdu w martwej strefie, z których się wcześniej zawsze nabijałem, też są tak dopracowane, że kiedy się wysiądzie z tego auta, zaczyna ich brakować. Jest pakowne, wygodne. Ale najważniejszy jest efekt motorynki. Gaz – i od razu uśmiech.

Ale tego, że nie robią 240, nigdy im nie zapomnę.

Reklama