Bez gwiazdy nie ma jazdy

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Moje pokolenie jest przeklęte. To za naszego życia powstała najgorsza muzyka świata. Uważam, że nie ma bardziej klejącego się do mózgu, psującego gust – excusez le mot – gówna, niż polski pop z przełomu lat 80. i 90.

Bardzo chciałem posłuchać debaty sejmowej po tym, kiedy premier Donald Tusk złożył wniosek o wotum zaufania. Niestety żadna ogólnopolska rozgłośnia radiowa jej nie transmitowała. Na osiem, w których zasięgu byłem, pięć puszczało polski POP. Więc zamiast być świadkiem – jak czytam – najważniejszego wydarzenia politycznego w ostatnich kilkunastu latach Polski, mogłem śpiewać przeboje zespołu Lady Pank.

Jeden z liderów tego zespołu kupił ponoć sobie na początku lat 90. mercedesa klasy S. Strasznie na niego narzekał, wszystko mu nie pasowało, dopóki któryś z pasażerów nie wyłączył ogrzewania siedzenia kierowcy, które w połączeniu z upalnym akurat latem i permanentnym kacem nie tyle odbierało przyjemność jazdy, co zamieniało ją w udrękę.

Ja – Bogu dzięki – wiem jak sterować ogrzewaniem foteli i choć najnowszy mercedes klasy S jest dużo bardziej skomplikowany niż modele sprzed ćwierćwiecza potrafiłem go jakoś ogarnąć.

mercedes

Wsiadałem do auta zainfekowany stereotypem – o, esklasa, wymarzony samochód prywatnej inicjatywy. Bardzo szybko się z tego stereotypu wyleczyłem – prywatnej inicjatywy raczej nie stać na kierowcę, a w przypadku tego auta właścicielowi nie bardzo wypada siedzieć za kierownicą, bo ktoś może go wziąć za szofera. W tym mercedesie miejsce właściciela jest z tyłu.

Ale kierowca nie ma co narzekać. Może jeździć takim samochodem i jeszcze mu za to płacą. Jest czego zazdrościć.

Nie będę opisywał wyposażenia czy osiągów samochodu, choć może podzielę się jedną właściwie bezużyteczną informacją: ten – jakby nie patrzeć – wielki samochód potrafi spalić mniej niż sześć litrów na sto kilometrów. Dokładnie 5,6 litra przy 900 km trasy ze średnią prędkością 78 km/godz. Bogatemu to i byk się ocieli.

Premier, jak wiadomo, wygrał sejmowe głosowanie, ja wróciłem do Warszawy. Na jednokierunkowej ulicy dojechałem do blokującego ją samochodu Straży Miejskiej. Stanąłem, system auto-stop wyłączył silnik. Stoję. Zauważył mnie miejski Strażnik. Stoi i myśli. Podszedł. Otworzyłem okno. –Bardzo pana przepraszam, ale będziemy blokować tę drogę jeszcze przez dwadzieścia minut. Zaraz przyjedzie drugi radiowóz, stanie na początku, koledzy będą informować kierowców, że nie ma przejazdu.

Takie rzeczy tylko w mercedesie klasy S.

fot.: materiały prasowe

Reklama