arika_krajniewska_1-min
Marika Krajniewska

Marika Krajniewska

Nie mam czasu

Kiedy miałam dwadzieścia kilka lat, w moim życiu zaszły poważne zmiany. Zmieniłam miasto, otoczenie, pracę i zostałam mamą. Zostałam też żoną, ale do tej zmiany podeszłam w zupełnie nieświadomy sposób, czego żałować oczywiście nie mogę, ponieważ moje przekonanie brzmiące niegdyś „wszystko co mnie spotyka jest bez sensu” ewoluowało i teraz krzyczy do mnie: „wszystko jest po coś, nie widzisz wierzchołka siły sprawczej, ale nie martw się, przyjdzie czas i zobaczysz”. To był czas, kiedy stawałam się dorosła, a moje życie zalała fala obowiązków. Miałam wówczas pełne „prawo” na wymówki. Nie mam czasu – słyszeli ode mnie znajomi, których… nie miałam zbyt wielu, ponieważ nie miałam czasu. Dwadzieścia kilka lat i nie mieć wielu znajomych z braku czasu to jest wyczyn. Coraz bardziej powszechny.

Tak na dobrą sprawę nie chodzi o wiek, chodzi o wmawianie sobie przez siebie samych, ale też i innych, co się powinno, a na co czasu zupełnie nie masz. Moim życiem rządził znajomy, nudny scenariusz. Wymęczona, zaganiana, matka, pracownica, żona, praczka, kucharka, no wiadomo. Na szczęście, poszukiwałam.

Ciągle wydawało mi się że za czymś gonię. Nie mogłam usiedzieć na miejscu, choć na niesiedzenie czasu przecież nie miałam. Zaczęłam tego czasu szukać. Najpierw wystarczał kwadrans po pracy. Potem dorzuciłam pół godziny wieczorem po położeniu dziecka spać. Poświęciłam ulubiony serial, przyznacie sami, że niewielka strata. A potem nauczyłam się odnajdywać wolny czas w… pracy. Tak, to jest możliwe, nawet tam, gdzie wydaje się być całkiem inaczej. Nie twierdzę, że i ty tak będziesz mógł zrobić, być może nie, ale zanim tak stwierdzisz, zastanów się nad tym i spróbuj. Często zachowujemy się jak dziecko, które z założenia nie je konkretnej potrawy, bo nie, a zapytane, czy nie je, bo mu nie smakuje, odpowiada, że w zasadzie to nigdy nie próbowało. Nauczyliśmy się tego w dzieciństwie i przemyciliśmy do dorosłego życia. Dlaczego? Bo łatwiej jest nie mieć czasu.

Ten brak czasu często, przynajmniej na początku, daje złudne wrażenie prestiżu. No wiecie, jestem taka ważna, bo zajęta. Bzdura. Nie masz czasu, bo tak naprawdę go nie zauważasz. Kiedy zorientowałam się, że jednak pojawia się możliwość zajmowania się czymś innym niż „obowiązki” doznałam olśnienie. Miałam czas i zaczęłam pisać. Pożegnanie się z nawykiem i przekonaniem było pierwszym krokiem na mojej nowej drodze, by wyjść poza schemat. Poza strefę komfortu, która wcale taka komfortowa dla mnie nie była. Okazało się, że będąc mamą, pracując na etacie, prowadząc własny biznes, oddając się pasji miałam czas na rozwój, na napisanie i wydanie kilku książek, na zrobienie własnego filmu fabularnego, na napisanie kilku scenariuszy, na zrobienie programu telewizyjnego, na odbudowanie relacji z przyjaciółmi i ukończenie kilku szkół podyplomowych po drodze. Nie wszystkim to odpowiadało, ale to już inna historia. Ja znalazłam swój czas. A przecież mogłam nie wyściubiać nosa poza zwykłe, szare „nie mam czasu”.

Łatwo jednak popaść w użalanie się nad sobą, by nie ponosić odpowiedzialności przed samym sobą. No dobra. A gdyby odpowiadając sobie na pytanie: Czy mam czas na prokrastynację, przypomnieć sobie swojego znajomego, brata, ojca, czy ulubioną aktorkę, która nagle dowiaduje się, bez żadnego uprzedzenia, że czasu jej zostało naprawdę niewiele. Czy taki punkt widzenia da ci właściwą odpowiedź? Nie, nie masz czasu. I wiesz co? To jest jedyna rzecz, na którą nie masz czasu w życiu. Nie masz czasu, aby przegapić. To proste.

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin