To wina niczyja, przypisywana wszystkim

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Czy tego sąsiada, który głosuje według nas na złą partię. Albo psa, który psi. Albo tego włóczęgę, który się włóczy. Albo mnie samego za cokolwiek. Czy można nas winić?

Jesteśmy przecież wszyscy jednym i w jedni zamknięci. Razem. W tym samym, ale różnym wychowaniu zależnym od warunków geograficznych, kulturowych i cenzusu hajsu. Przecież, gdy się zastanowić, to człowiek, który zupełnie nie ma pojęcia o skomplikowanych relacjach świata z ludźmi i ludzi ze światem, geopolityce, historii kościoła, czy można mieć mu za złe, że składa ręce tak, jak go nauczyła matka, nauczona jeszcze wcześniej? Czy można mieć pretensje do zwykłego człowieka, który chwyta za bagnet, nie wiedząc nawet z kim i dlaczego walczy, ale któremu do głowy wielkie korporacje, sterowane przez wielkich ludzi natłukły, że przecież to tylko Polska jest ważna? Czy możemy od niego wymagać, by powiedział nie, gdy nie potrafimy nawet powiedzieć nie temu paskudnemu kawałkowi ciasta, którym częstuje nas teściowa podczas odwiedzin? Czy my sami zresztą możemy nawet powiedzieć, że ten gust muzyczny, który nam został nadany, jest faktycznie naszym wyborem, czy też może ten gust to również jest wypadkowa dziesięciu tysięcy innych czynników, z których każdy tak samo ważny? Matki, która była hipiską za młodu, ojca, który puszczał nam od dzieciństwa Mozarta albo tego nauczyciela, w którym się podkochiwaliśmy, który to mówił, że właściwie poza Beatelsami nie ma świata na tym świecie?

Reklama

Wydaje się, że trudno. Dlatego jak równie trudno nam się przyznać do tego, że to co nam tak bliskie i nasze, zupełnie nasze nie jest, ale dzielone wspólnie, toteż równie trudno powinno nam przychodzić, żebyśmy wspólnie napadali na siebie jak rozbójnicy na drodze twierdząc, że inni wybrali swoje, tak jak my nie wybraliśmy nigdy. Każdy człowiek jest zagubiony – to więcej powiedzieć niż – każdy człowiek jest nienawistny. A bez namiętności nienawiści też trudno byłoby żyć.

Tak reasumując może, bo nie chcę się wymądrzać bez podkładki, aż taki próżny lub sławny nie jestem, ale wydaje się, że w tym arystotelesowskim – człowiek jest zwierzem społecznym, zapominamy często o tym, że poza byciem istotą społeczną, jesteśmy także zwierzęciem. Nieświadomą bestią, która raczej dostaje niż wybiera, karmiona przez tych większych od niej. Czy to znaczy, że nikt nie ma świadomości? Może ktoś ma. Może wykorzystuje ją w złych celach. Jedyne co można wtedy zrobić to uciec w krainę kreatywności, by choć trochę stać się w tym wszystkim człowiekiem.

Autor

Jakub Wejkszner – już-nie-prawnik, jeszcze-nie-filozof. Wśród swoich zainteresowań wymienia jednym tchem współczesną estetykę, literaturę, filmy Davida Lyncha oraz performatykę codzienności na przykładzie osób, które notorycznie stoją w przejściu. Jego główną aspiracją w życiu jest zostanie publikowanym autorem, ewentualnie, w przypadku niepowodzenia, kimś, kto (nieudolnie) przetłumaczył sobie, że społeczeństwo po prostu nie było na to gotowe. Redaktor prowadzący Anywhere.pl.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Error: Access Token is not valid or has expired. Feed will not update.
This error message is only visible to WordPress admins

There's an issue with the Instagram Access Token that you are using. Please obtain a new Access Token on the plugin's Settings page.
If you continue to have an issue with your Access Token then please see this FAQ for more information.

Follow on Twitter

Reklama