Glow sezon 3. – Świeć się, ideololo, świeć!

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Nie ukrywam, że byłem fanem Glow od pierwszego momentu. Śmiszne to całkiem, strawne i z pozytywnym przekazem pt. Baba też może. I ja się zgadzam. Z tym, że właśnie móc przestała.

Historia pierwszego teamu wrestlerek, czyli Goregous Ladies of Wrestling, była taką przyjemną odskocznią do obiadu. Człowiek sobie obejrzał, pośmiał się trochę, coś tam się powzruszał, ale trzymało się to w kupie i chciało się oglądać kolejne perypetie postaci. Do tego Marc Maron na ekranie gra Marca Marona, od którego sam chce uciec – to zawsze element dodany oglądać jak ktoś się ze sobą męczy.

Reklama

Niestety jednak – wszystko dobre, co się powinno wcześniej skończyć. I tak jest też tutaj. Reanimowanie historii z pierwszych dwóch sezonów nową scenerią i współczesną polityką tak straszliwie razi w oczy, jak butelka wódki na muzułmańskim weselu. Historia, którą dobrze się oglądało, bo nie była przerysowana, nagle stała się kreskówką, którą mogliby zrobić konserwatyści, żeby obśmiać lewackie propagowanie ideologii. Na szczęście, prawica nie umie w sztukę, ale nadal smuci to, że z niegdyś dobrego serialu zrobiło się wydmuszkę intelektualną. W usta postaci z lat 80. wrzucono jakie przemyślane postulaty feministyczne trzeciej, czy nawet czwartej fali, wrzucono jakieś niesamowite ilości tzw. cultural appropriation, czyli dostosowywania kultur obcych przez (w większości) białych dla swoich własny potrzeb. Wszystkie postaci nagle zyskały magiczne umiejętności rozumienia skomplikowanych struktur społecznych, ich krytyki, a następnie ewaluacji możliwych rozwiązań. Nagle okazało się, że te wszystkie trzpiotki-kelnerki, które wcześniej nie miały z tym żadnego problemu, żeby paradować w rasistowskim przebraniu po scenie, mają jakąś traumatyczną przeszłość naznaczoną Holocaustem i przesiedleniami rasowymi, wojnami domowymi itp., że szczerze, nie wiadomo już, w który kąt podłogi spojrzeć, żeby nie czuć się niekomfortowo podczas oglądania tej „komedii”. I – tak, wiem, sprawy ważne są ważne i bla, bla, bla, ale nie zwalnia to nikogo z przynajmniej próby przedstawienia tego wszystkiego w jakiś wiarygodny sposób, który nie składa się po prostu z tego, że wrestlerki z lat 80. mówią to, co lewaczki po studiach gender krzyczą na twitterze. Lewaczki oczywiście – z umiłowaniem.

A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja widzę w tym potencjał. Widzę te nowy sposoby ustawiania kadrów, widzę, że coraz lepiej jest z aktorstwem, dialogi jeśli nie są pożyczone z XXI wieku – działają nawet nieźle, niektóre z postaci, takie jak Sheila, zyskują głębię, którą warto byłoby eksplorować, ale niestety, nie ma czasu, nagle dzieje się coś zupełnie z dupy i ja muszę czekać aż wróci jakiśkolwiek wątek, bo wchodzi odcinek, w którym wszyscy mówią sobie nawzajem jak społeczeństwo powinno wyglądać. I pewnie tak powinno, ale decorum zaistniało kiedyś na świecie z jakiegoś powodu. I w trzecim sezonie Glow – umarło.

Tak czy inaczej – polecam, bo trochę beki, ale nie aż tak dużo, obejrzyjmy to może zrobią czwarty sezon i tam już pozwolą sobie na więcej. Przynajmniej – mam taką nadzieję.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Error: Access Token is not valid or has expired. Feed will not update.
This error message is only visible to WordPress admins

There's an issue with the Instagram Access Token that you are using. Please obtain a new Access Token on the plugin's Settings page.
If you continue to have an issue with your Access Token then please see this FAQ for more information.

Follow on Twitter

Reklama

Reklama