Sypiając za dnia

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Po dwóch godzinach nawet ciekawych rozmów z trójką młodych nie-dżentelmenów, udało mi się opuścić stolik w sposób godny. W momencie, w którym chłopaki zaczęli rozmawiać o swoich planach zakupowych samochodów straciłem chęć na kontynuację tej znajomości. No bo, jak można się podniecać samochodami wyprodukowanymi po roku 96?

Na dodatek, podniecać się środkami transportu w cenie co najmniej dziesięciu lat siedzenia przy biurku jednego z wieżowców w Warszawie.

Reklama

Poza tym, od 20 min, cztery stoliki dalej, jedna z dam o rudych włosach nie przestaje na mnie patrzeć.

Chciałem jej pomóc, więc wstałem mówiąc – „Panowie instynkt woła“ – nawet nie zareagowali, byli już pijani.

Niewątpliwym sukcesem tych rozmów były 4 drinki dobrego trunku w cenie przekraczającej mój budżet.

Nalegali, że postawią, od razu ustanawiając hierarchię męskości opartą o status materialny.

Siedzę sam, wiedząc, że nie potrwa to długo.

Idzie, pierwsza zaleta – ma pełną szklankę. Nadal jestem na plusie.

Odważna – usiadła. Paznokcie naturalne – świetnie.

Rude włosy splecione w warkocz. Niesamowite, pomyślałem, że takie jeszcze istnieją.

To musi być mój wieczór – pomyślałem.

Jestem Sarah z h na końcu – uśmiecha się.

No, no, rocznik dziewięćdziesiąty piąty wzwyż jak nic, mówię sobie w myślach.

Tatusiowie i mamusie w tych czasach mieli rewolucję w głowach i pełen rozmach, nadając takie imiona.

Polacy chcieli zostać wtedy obywatelami świata.

Na szczęście teraz wracają Janki, Marysie i inne piękne imiona dla słowiańskich piękności.

Siedzimy tak od trzech godzin, rozmowa się klei. Ani razu nie zapytała – czym się zajmujesz? Inteligentna.

Nie wymieniliśmy się instagramem i nie sprzedałem jej całego siebie na dzień dobry.

Dochodzi druga w nocy, ma oczy na zapałki.

– A co Ty taki wypoczęty, świeży? – pyta.

– Bo dzień nudny jest, żyję nocą – tłumaczę. – Opuszczam rolety po godzinie dziesiątej, czasami i jedenastej w zależności od światła i kładę się spać, przesypiam osiem może dziewięć godzin i wychodzę po dziewiętnastej na miasto, nowonarodzony.

– Wow – odpowiedziała, przybliżając się – jesteś szalony. A dlaczego śpisz w dzień?

– Ludzie jacyś inni – odpowiadam – nie odnajduję się. Przyjechałem do Warszawy dwa miesiące temu i nie spotkałem nikogo sensownego. Przerażają mnie hulajnogi, wszyscy mijają się pędem, że nie ma szans na żadną interakcję. A w metrze czytają książki. No jak można czytać w metrze i nie zgubić wątku, kiedy tylko 4-5 stacji i znowu trzeba wyjść i biec. W tym tempie nic bym nie przeczytał. Odpadam. Za dnia ludzie też jakoś inaczej ubrani i bardziej wysportowani. W sensie, chodzą w postawie poprawnej.

– Poprawnej? – zapytała

– No tak albo mają pajączka zainstalowanego na plecach.

– Co to pajączek?

– Eh, nieważne – odpowiadam. – Ludzie inni są za dnia, mówię Ci Sara…h.

Jej oczy mimo, że niedawno zmęczone, nagle świecą się.

– Zobacz Sara h tych z tyłu.

– Ci dwaj, co leżą prawie na stoliku? – pyta.

– Tak, no był z nimi trzeci, ale chyba odpadł. Byłem u niego w wieżowcu dwa dni temu. Młody taki i już ma stanowisko. Chyba ustawiony, jakoś tak siebie określał. Miałem dla nich fotografować wszystkich pracowników, takie zlecenie typu biznes foty.

– Aha.

– No, czekałem na to spotkanie ponad tydzień, a potraktował mnie w 10 min. Nawet nie zerknął w moje portfolio rozumiesz? W ogóle mało patrzył mi w oczy. Rzucił tylko wizytówką, oczekując mojej. Ale nic z tego, ja nie miałem. Zapytał, ile potrwa sesja, ile zdjęć dostaniemy i kiedy będą gotowe. Proszę wysłać ofertę, dziękuję. Do artysty tak!? – pomyślałem wtedy i wyszedłem. A dzisiaj go spotkałem tutaj, odezwał się do mnie i  sam zaprosił do stolika z chłopakami, bo chcieli zapytać gdzie takie dziary robiłem. I wiesz, nawet mnie nie poznał. Dwie godziny siedzieliśmy gadając i nie poznał mojej artystycznej gęby sprzed dwóch dni. Ale w ogóle koleś spoko, no ale widzisz, o tej porze, bo o 11 rano był jakiś inny.

– A to Ty taki artysta jesteś? – zapytała. – Nie pracujesz? Jak Ty w ogóle zarabiasz, gdzie mieszkasz?

– No mało zleceń mam jeszcze, parę zaledwie, więc czasem trzeba zaburzyć rytm i zrobić jakieś zlecenie w dzień. Wtedy jestem trochę niedospany i zmęczony, ale zauważyłem, że niczym się nie wyróżniam spośród reszty ekipy, która przecież oddaje swoje godziny życia tej pracy i innym każdego dnia.

– Wiesz – mówi – No trochę wyglądałeś, ale postanowiłam zaryzykować.

– Zaryzykować? – pytam.

– Noo, tak. Wiesz, bo artyści piją trochę w innym barze. Pójdę już. W ogóle, jak myślałeś ,że poruchasz to się zdziwisz. Znajdź porządną pracę, żyj normalnie, może i poznasz normalną kobietę. Chyba nie myślałeś, że możesz mieć taką dziewczynę jak ja, nie mając żadnego zaplecza. Kobiety chcą się czuć bezpieczne, zapamiętaj to. Cześć.

Jeeb w głowie mi się powiedziało. Muszę poszukać tych barów dla artystów. Wychodzę, jest już 3-cia w nocy, a ja w formie.

Ulice puste, w ogóle uważam, że duże miasta najpiękniejsze są nocą. A tak niewielu obserwatorów o tej porze.

Przemieszczam się Marszałkowską, jak pusto!

I jak wszystko to się zmieni za parę godzin

Jedyne dźwięki to pojedyncze samochody, które dodają jakiejś poezji do mojego spaceru.

Jakże by tu ładniej było, gdyby zlikwidować 2/3 tych aut i zostawić tylko stare mercedesy.

Autor

Piotr Sobik –Fotografuję, podróżuję, przyglądam się ludziom czasami coś napiszę.Odżywiam się kuchnią wegetariańską, dużo pływam, dużo rozmyślam, lubię stare Mercedesy.Autor projektu „Najważniejszy dzień w życiu”

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Error: Access Token is not valid or has expired. Feed will not update.
This error message is only visible to WordPress admins

There's an issue with the Instagram Access Token that you are using. Please obtain a new Access Token on the plugin's Settings page.
If you continue to have an issue with your Access Token then please see this FAQ for more information.

Follow on Twitter

Reklama