Zlep strutych, nasz strój

Jakub Wejkszner

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Czym jest miasto, w którym życję? Jakim istnieniem, którego znaleźć nie można wśród wersów, ale które doświadczyć da się tylko będąc w nim, oddychając nim i trzaskając półpełną szklanką w półmartwy chodnik? A najgorsze są

Ile trzeba miejsc zwiedzić, by poczuć, jak chuch męski zsynchronizowany jest już zapachem, którego się nie czuje? Kiedy to wszystkie perfumy łączą się w jeden, beznamiętny zapach upadłej namiętności. Tej namiętności, która jeszcze do niedawna wydawała się powiewem świeżości, teraz jest tylko nostalgicznym wspomnieniem, do którego trudno jest odnieść już cokolwiek. A najgorsze są

Bo gdy spadasz na dno, nie to metaforyczne dno, ale to faktyczne, na samym końcu ścieku, trudno jest wtedy przemówić sobie do rozsądku, że to tylko chwilowe. Jak w tym mieście, w którym ciągle te same twarze wlewają w siebie te same rzeczy, mówiąc te same kwestie, bez pomocy suflera, symultanicznie nawet krzycząc te same kwestie w różnych szerokościach geograficznych. Bo najgorsze są

Dni stają się takie same, dłuższe i krótsze, mniejsze i większe, silniejsze i słabsze jednocześnie. Podobno nie da się dwa razy tego samego przeżyć, a jednak dwa razy i trzy razy nawet to samo istnieje, nie tylko w wypowiedzi głoszącej, ale wypowiedzi tworzącej tę naszą rzeczywistość, czy nawet rzeczywistości, które potem stają się i moją zmogą, moją nędzą codzienną, moim przepraszam, dziękuję, nie chciałem, moimi zatkanymi zatokami, przez które nie mogę do końca powiedzieć, że tak naprawdę najgorsze są

 
Reklama
 
Reklama

Najprawdopodobniej to ten brak humoru, ten brak nastawienia odpowiedniego, ten brak melancholii właściwej i nostalgii do rzeczy odpowiednich, nienawiści do nienawiści, miłości od mniejszych ilości, twardogłowych fascynacji, miękkich narkotyków, twardych potencji, tych potencji znanych tylko z pięknych piosenek warszawskich muzyków, a tych przecież wiemy, że już nie ma i być nie może. Bo nie można pamiętać przecież czegoś, czego nie było.

Bo najgorszy jest, jak się okazuje, ten ja sam, któremu nic nie da się przetłumaczyć na trzeźwo, po pijaku czy nawet, gdy o czwartej rano obudzony z głębokiego snu lub jeszcze głębszego koszmaru zapytany o to, co jest najważniejsze odpowiadam beznamiętne – to zależy.

Reklama