Krótka refleksja o głębi doświadczania i płyciźnie społecznej

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Ludzie stali się demonami natychmiastowej gratyfikacji i natychmiastowej konsumpcji. Obserwuję ludzi, a przede wszystkim siebie i nie sposób odrzucić przytłaczające poczucie, że zatraciliśmy esencję doznawania. Coraz częściej oddajemy się krótkim, wydawać by się mogło, intensywnym doznaniom, które jedynie ograniczają nasze postrzeganie tego, czym tak naprawdę jest doświadczanie. Jesteśmy niecierpliwi i rozdrażnieni, nie chcemy czekać, chcemy doświadczyć teraz, zadowalamy się mierną jakością i brakiem głębi na rzecz – już, teraz, natychmiast.

Proces ten dostrzec można niemal w każdym aspekcie życia. Od jedzenia, przez kulturę, na seksie i miłości skończywszy. Nigdy nie przechodzimy przez rubikon, nie szukamy tego, co za horyzontem, tylko jak te bezmyślne krowy jemy trawę bo jesteśmy głodni. Nie próbujemy znaleźć lepszej trawy, lepszego pastwiska, ponieważ nie wiemy co będzie dalej. Przestaliśmy szukać i zamknęliśmy się w niegodziwym, potwornym i, rzekłbym, mefistofelicznym określeniu – wystarczające. My – gatunek, który tworzył swojego czasu piękno tego świata i skrupulatnie budował jego najstaranniejsze dzieła, dziś zadowalamy się tym, że nam wystarczy. Zamiast szukać głębi, staramy się gromadzić ogrom mało istotnych, słabej jakości form, uczuć i przedmiotów.

Zastanawialiście się jak wielu ludzi nie odczuwa przyjemności z seksu? Jak wielu ludzi, którym wydaje się, że ją odczuwają, tak naprawdę ledwo musnęło formę ekstazy jakiej człowiek może w swoim życiu doświadczyć, spajając się w jedno z drugim człowiekiem. Nie odnajdując w nim głębi, skrępowani światem, mediami, systemem i absurdalnym ponawialnym procesem, porzucamy odczuwanie drugiego człowieka, porzucamy dotyk, porzucamy muśnięcia i przeszywające ciarki. Ogłupiale szukamy winy w nas samych – wszak internet jasno mówi, że są ludzie, którzy doświadczają cudów podczas seksu, pornografia otępia nasze postrzeganie głębi. Oto największy paradoks naszego pojmowania własnej rzeczywistości – my jesteśmy niewystarczający, ale nasze odczuwanie i życie już tak. Ten, kto odczuwa nie wystarczy, ale to, co odczuwa wystarczy. No śmiech. Nie byłoby to tak przejmujące, gdyby nie fakt, że nie kończy się to na seksie. Rozpościera, niczym zaraza na wszelkie aspekty naszego egzystowania.

Jedzenie, kolejki czekające do McDonalda, który miał być szybkim jedzeniem, a stał się społecznym rakiem, gromadzącym miliony ludzi spożywających miałkie, nieciekawe i przede wszystkim jednolite, zuniwersalizowane jedzenie. Zadajcie sobie pytanie – kiedy ostatnim razem rozkoszowaliście się jedzeniem tak pysznym, że nie potrafiliście pohamować własnych uczuć na ten temat? Kiedy Wasz język kosztował danie tak wyborne, że przechodziły Was dreszcze? Odczuwać można niemal każdym elementem ciała, kwestia głębi zależy od tego, jak do tego podejdziemy.

 
Reklama
 
Reklama

Muzyka. Nie chcę nawet mówić o dzisiejszej scenie muzyki popularnej, ale fani muzyki, dobrej muzyki, których znam, rozumieją o czym bym tutaj napisał. Powielalne. Bez treści. Nastawione na sprzedaż.

Literatura, rzeźba, sztuka, piosenka, poezja itd., itd… Wszystko po nic. I nie dlatego, że artyści są słabi, ale dlatego, że konsumpcja opiera się o rzeczy miałkie, a na prawdziwych konsumentach, szukających wartości w dziele, niestety zarobić się nie da, gdyż jest ich za mało. Jest ich za mało, ponieważ kształcimy ludzi pustych i nijakich. Takimi jednak łatwiej zarządzać, więc komu się dziwić?

Często ludzie pytają mnie – co jest punktem wyjścia dla moich refleksji? W tym przypadku jest to moja przecudowna, zjawiskowa kobieta, która nigdy nie mówi, aby coś spróbować. Mówi, by coś skosztować lub tego posmakować. Subtelna, można by rzec, nieznacząca zmiana, a jednak wywiera gigantyczny wpływ na odbiór tego procesu. Tworzy diabelsko dużą dysproporcję w tym, co nasz mózg odbiera, kiedy pojmuje odczuwanie. On nie próbuje…on kosztuje, on smakuje, on się zatraca. Proste, a tak znaczące.

Ileż świat byłby pełniejszy, gdybyśmy znów, w myśl cudowności renesansu, mogli ponownie ulegać zachwytom i dostrzegać piękno, a przede wszystkim to piękno i doświadczenie tworzyć. Jednakże, tak jak i w czasach renesansu, ktoś musi chcieć za to zapłacić, a w dobie regresu doświadczania, inteligencji i pojmowania piękna skazani jesteśmy na to, że powodują nami dokładnie te same ciągoty co ludźmi pozbawionymi głębi. Tylko, że to oni tworzą świat, wypełniając go swoją szarością. Ich bowiem jest więcej i nic nie wskazuje na to, aby się to zmieniło.

Szkoda. Wielka szkoda, że odwieczna walka quality vs quantity jest tak niewyrównana.

 
Reklama

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

[instagram-feed]

Reklama

Reklama