Ojcowskie macierzyństwo vol. 5 – gdzie się podziała dziecięca frajda?

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Siedzę sobie w domu w ten wakacyjny czas. Jak to zwykle bywa w lipcu nad polskim morzem – pada niemiłosiernie. Deszcz zacina niczym strzały z łuku walijczyków w średniowiecznej Anglii. W głowie mi pulsuje meteopatyczny sygnał, że to jest właśnie ten dzień, w którym wypijesz wiadro kawy, która i tak ci nie pomoże.

Jedyną myślą, która mnie dopada w tej galopadzie, to myśl o nagłym odcięciu prądu – w postaci drzemki. I tak patrzę ukradkiem na mojego małoletniego przybysza z innej planety, któremu nie straszna jest pogoda lipcopadowa. Ot, w najlepsze poznaje meandry życia w tej czasoprzestrzeni. Z uporem maniaka i niebywałą pasją stara się usilnie zrozumieć mechanizmy rządzące jego malutkim ciałem. Z niewyobrażalnym zacięciem poznaje fragmentami swoje palce. W życiu bym nie przypuszczał, że można się bawić palcami przez pół dnia i co rusz odkrywać w nich coś, czego się nie widziało wcześniej. Akurat skończyło się mleko w lodówce i wyszedłem na chwilę w ten lipcowy piękny dzień, w celu nabycia mleka drogą kupna.

Synek był w objęciach kochanej mamy, a ja udałem się w objęcia nieprzychylnego wiatro-deszczu. Po kilku krokach złapałem agresora, bo zacząłem się czuć jak bokser na ringu, który jest non-stop nokautowany, bez możliwości kontrataku. Dostrzegłem kątem oka, że wielu krajanów przeżywa podobne rozterki, walcząc ślepo z wiatrem, wyginającą się parasolką, przeklinając w duchu „lato, kurwa jego mać”. I nagle moim oczom ukazał się chłopczyk lat 4 w żółtych kaloszach, który był całkowitym zaprzeczeniem nas wszystkich. Bo uśmiechał się i chętnie wystawiał twarz w kierunku nokautującego deszczu. Ów chłopiec czerpał dziką radość z obcowania z żywiołem. Chwilę później znalazł kałużę, w której z równie wielką pasją postanowił zatańczyć układ ze swojego ulubionego teledysku. Ale czad.

Dzieci przywracają mi wiarę w to, że my też potrafimy się cieszyć, tylko o tym zapomnieliśmy. A jak się o czymś zapomni, to można to sobie przypomnieć. To takie dziecinnie proste. Tego nam życzę.

 
Reklama
 
Reklama

Autor

Jakub Firewicz – aktor „jeszcze” młodego pokolenia. Po latach wyczekiwania, że zagra Hamleta, z nudów „odkopał” Petera Sellersa i Monty Pythona i stwierdził, że jego miłością jest komedia. Dotychczas znany głownie widzom teatralnym, szerszej widowni pokazał się biorąc udział w produkcjach Juliusza Machulskiego „Next -ex” – Teatr TV oraz filmach „Ambassada” i „Volta”. Stanowił również wielobarwne tło w wielu polskich serialach. Jest w trakcie pisania swojego debiutanckiego scenariusza filmowego, który ma zmienić obliczę polskiej komedii – przynajmniej takie jest założenie :-)

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

[instagram-feed]

Reklama