Futbolowe, lipcowe „doły”

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Polska piłka jest szalenie niewdzięczna. Ileż można ją błagać, by wzniosła się na wyżyny, by wreszcie przestała jedynie wyglądać trwożliwie przez ledwo uchylone okno i zaczęła wychodzić z zaściankowego domu na świat? Ileż trzeba wlać jej nadziei i wiary kibiców, ile wybudować nowoczesnych obiektów i jak bardzo podnieść frekwencję na nich? I wreszcie, jak bardzo trzeba wypełnić jej kieszenie? Ileż tego trzeba zrobić, by odwdzięczyła się choć w połowie?  

Polska piłka jest więźniem samej siebie. Zamknięta w żelbetonowych budynkach, ma marne szanse na ucieczkę do wielkiego i wolnego, piłkarskiego świata. Jedyna szansa na styczność z nim to krótkie przechadzki po spacerniaku eliminacji Ligi Mistrzów lub Ligi Europy. I z każdym rokiem są to spacery coraz krótsze, jedynie lipcowe, pełne zażenowania. Polska piłka idzie wtedy przy ścianie schłostana wspomnieniami z poprzednich lat i z obawami, że stanie się to samo. I te wspomnienia są jak dyby, w które po powrocie ze spacerniaka znów jest zakuwana. Dyby oszukańcze, bo działające jak promile albo co najmniej różowe okulary.

Dosyć jednak tych metafor. Polska piłka zadziwiająco regularnie psuje wakacyjny nastrój tym, którym jeszcze na czymkolwiek zależy i którzy chcieliby choć ociupiny radości (gwoli wyjaśnienia – znów polskie kluby odpadają z europejskich pucharów na dość wczesnym etapie). Niezależnie od tego czy powodem jest zwykły pech, brak umiejętności, ambicji, czy też solidnego przygotowania, niesmak ostatecznie jest taki sam. I nawet jeśli wydaje nam się, że gra była ciut lepsza niż przed rokiem, to jednak rozczarowanie ma te same kolory. I nie są to kolory tęczy (kibole by się oburzyli).

Rośnie nam niestety odporność na te lipcowe doły. Przyjmowanie razów weszło nam w krew i trudno powiedzieć kiedy się od tego odzwyczaimy, bo w przypadku euforii w kolejnym roku, zachodzić będzie obawa, że jest ona jednorazowa.

 
Reklama
 
Reklama

Kiedyż, o kiedyż skończy się ta zaraza tocząca polski futbol? Kiedyż, o kiedyż „polska piłka” zabrzmi dumnie? Kiedyż, o kiedyż lgnąć do nas będą przynajmniej średni europejscy piłkarze? Kiedyż, o kiedyż mistrz Polski sprzeda, jeśli w ogóle, swojego najlepszego gracza na wyższy poziom niż druga liga angielska i to za kwotę wyższą niż przysłowiowe grosze?

No i kiedyż, o kiedyż polska piłka zasłuży na używanie w jej kontekście pięknego, staropolskiego „kiedyż, o kiedyż”…

Autor

Wojciech Zawioła – Obserwuje, a potem opisuje i komentuje. Autor dwóch powieści: „Jest takie miejsce…” i „Szukaj mnie”, a także czterech biografii: Mariusza Czerkawskiego, Roberta Lewandowskiego, Karola Jabłońskiego i Agnieszki Rylik. Dziennikarz Canal Plus Sport i prezenter wiadomości w TVN i TVN24. Wielbiciel twórczości z duszą. Autor i prowadzący audycji „Lewitacja” w Radiu RPL.FM.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

[instagram-feed]

Reklama