ANYWHERE          TV

Jak podbić świat? W Birkenstockach

Birkenstocki

Birkenstocki. Ortopedyczne buty, najbrzydsze klapki świata, do niedawna synonim tego, co w modzie dziwne i niepożądane. Dzisiaj Birkenstocki znajdują swoje miejsce w szafach kolejnych kobiet (i mężczyzn) na całym świecie. W czym tkwi ich fenomen? Przekonałam się na własnej stopie.

Połowa czerwca, czyli godzina zero dla wyprzedażowych poszukiwaczy złota. Pierwszy dzień przecen a ja dałam się wciągnąć w wir galeriowych zawodów o to, kto kupi więcej, taniej, lepiej. Wstyd przed samą sobą, ale co poradzić, kiedy w szafie niewiele nadaje się już do noszenia. Jestem daleka od bycia osobą, która zapełnia szafę wiecznie wiszącymi i nieodciętymi metkami. Noszę do znoszenia lub do takiej granicy znudzenia, której nie da się już przejść bez nowej porcji ubrań. Stąd moja obecność na tegorocznych letnich wyprzedażach. Potrzebowałam wszystkiego: bluzek, spódnic, sukienek i oczywiście butów. Klapki to moja miłość, bo są kwintesencją lata. Zakładam i wychodzę. Bez sznurowania, bez szukania skarpetek wciągniętych przez pralkę i bez zastanawia się, czy obetrą mnie po 20, czy może po 40 minutach od wyjścia z domu w upalny dzień. To ostatnie jednak wcale nie okazuje się takie oczywiste, o czym moje stopy miały się wkrótce przekonać.

Z jednej sieciówki wyszłam z 4 parami butów. Kolejny wstyd, ale co zrobić, jak w głowie kołacze się myśl „więcej znaczy więcej, czyli mniej porannych dylematów przy kompletowaniu stroju”. Kupiłam klapki, sandałki, espadryle i baleriny. Czarne, złote, białe i jeszcze jedne czarne, bo czarnego nigdy za wiele. Przede mną wizja urlopu w upalnym mieście więc musi być wygodnie i praktycznie. Zadowolona wróciłam do domu i rozpoczęłam rytuał rozchodzenia nowej pary butów. Pierwsze pięć minut poszło gładko i przyjemnie. Potem pojawiły się pierwsze alarmy, zwiastujące późniejszą nauczkę. Ignorując sygnały, w jednej parze zdecydowałam się wyjść tego samego dnia. Kto dawno nic nie kupował, ten zna tę słodką pokusę założenia nowej rzeczy teraz, już, natychmiast. Bolało. Zaczęło się po 20 minutach spaceru, potem było tylko gorzej. Z plastrami obklejonymi w każdym miejscu stopy wróciłam do domu i popatrzyłam na pozostałe trzy pary. Nie ma mowy o zwiedzaniu Włoch w tym plastiku. Dlaczego chcę to sobie zrobić?

Wchodzę na Internet i szukam klapek, w których mogę podbić świat. Wyświetlają się Birkenstocki. Nie tak wcale tania rzecz, jeśli porównać ją do cen innych, nawet skórzanych klapek. Myślę intensywnie, kalkuluję jakbym miała 15 lat i dostała pierwsze kieszonkowe. Po chwili uświadamiam sobie granice absurdu, jakie przekroczyłam i pakuję pozostałe 3 pary butów do torby na zakupy. Klikam „kup teraz” w sklepie online i kupuję jedne klapki w cenie 4 par, które upolowałam w sieciówce. Wracam do sklepu z plastikowymi butami i z politowaniem do samej siebie oddaję zabójcze buty.

Po kilku dniach dostaję przesyłkę i pierwszy raz wkładam na stopę słynne Birkenstocki — najwygodniejsze buty świata. I wiecie co? Tym razem prasa, blogerki i Internet nie kłamie. Moje stopy są w raju. Jeszcze o tym nie wiedzą, ale będą paradować w tych butach przez tydzień, w 40-stopniowym upale, spacerując sobie po 10-12 godzin dziennie i ani razu nie poczują ni odrobiny dyskomfortu. W tym samym czasie dzwoni do mnie znajomy, z którym nie rozmawiałam od dłuższego czasu i ucinamy sobie small talk na temat branży mody. Mówimy o absurdzie kupowania rzeczy z sieciówkowych przecen, które nie nadają się do codziennego funkcjonowania. Przyznaję się do własnych błędów i mówię: „Wiesz, właśnie oddałam trzy pary butów i w tej cenie kupiłam jedne, w których mam zamiar podbić świat”. Chwila ciszy po drugiej stronie i kolega odpowiada: „O widzę, że w końcu kupiłaś Birkenstocki”.

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE