Dywagacje nad zupą samotności

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Charles Bukowski powiedział kiedyś, że prawdziwa samotność niekoniecznie ogranicza się do bycia w odosobnieniu.

Umysł człowieka jest doprawdy złożonym mechanizmem, który w swej głębi zachowuje się całkowicie nieintuicyjnie względem tego, czego świadomie spodziewalibyśmy się doświadczyć. Nasz gatunek jest kapryśny, produkujemy dziś więcej żywności niż kiedykolwiek, cierpimy na otyłość i cukrzycę, a jednak niemała część mieszkańców ziemskiego globu głoduje. Mamy niemal nieograniczony dostęp do wiedzy, a jednak mam przeczucie, że większość z nas określiłaby swoje otoczenie jako zdominowane przez ludzi o wątpliwej inteligencji (nie mam na myśli rzecz jasna najbliższego otoczenia, ale znacznie szerszą perspektywę miast, w których przyszło nam żyć).

I w tym całym „dobrobycie” jednym z największych darów jest fakt bycia połączonym z całym ludzkim kolektywem. Nie czekamy już miesiącami na listy, nie martwimy się o ludzi, którzy wyjechali, że nigdy nie wrócą i dowiemy się o ich tajemniczej śmierci lata po tym, jak wydarzenie będzie miało miejsce, a przede wszystkim możemy dbać o wszystkie nasze znajomości niemal bez wysiłku. Jesteśmy częścią znacznie większej całości co daje nam nowe możliwości i pozwala czuć się lepiej. Dlaczego zatem tak abstrakcyjnie duża grupa ludzi na świecie czuje się samotna?

Musimy powiedzieć sobie wprost, przechodzimy kryzys społeczny polegający ogólnie na panującej epidemii samotności. Tak, nazywajmy to epidemią, skala bowiem jest nie tylko wystarczająca, jest przytłaczająca.

 
Reklama
 
Reklama

Nie jestem psychologiem, aby określać powody dlaczego tak się dzieje, ale pozwólcie, że podzielę się z Wami moją perspektywą.

Wybaczcie teraz abstrakcyjne porównanie, ale dla mnie ludzie są troszeczkę jak nieskończony garnek z zupą. Jeśli ktoś z Was czytał kiedyś książki na temat wojny lub obozów pracy to wiecie, że najlepsze w zupie jest zawsze na dnie, na samej górze zazwyczaj jest po prostu woda. Ludzie są właśnie jak taki garnek zupy. Ich jakość zależy od tego jakich składników użyjemy oraz w jaki sposób te składniki zostaną skomponowane. Nie możemy zrobić zbyt słodkiej zupy, bo będzie mdła, nie może być zbyt słona inaczej będzie niejadalna, ostrość musi być dostarczona z pewnym umiarem, a wartości odżywcze określą czy nazwiemy tę zupę byle jaką, czy też zupą treściwą. Człowiek w swym życiu jest niczym ten niedoświadczony kucharz, który dorzuca do garnka nieświadomie coraz to nowsze składniki, czasem jakieś składniki wyłowi (co by jednak nie zrobił, posmak każdego składnika pozostanie, marchwi może nie być w zupie, ale po smaku wiemy, że była tam marchew). Im dłużej gotujemy swój garnek z zupą, tym bardziej doświadczeni jesteśmy. Czasem robimy rachunek sumienia i wylewamy z garnka znaczą część, aby zrobić miejsce na inne składniki, niezmiennie jednak zmierzamy w jakimś kierunku. Czasem jest to kierunek dobry, czasem zły — lub też idąc drogą stoicyzmu — mniej lub bardziej pożądany kierunek. Kiedy obieramy złą drogę i zupa staje się niesmaczna, ale my nadal lubimy posmak danego składnika mimowolnie dodajemy go coraz więcej, przekształcając zupę z niezjadliwej do obrzydliwej, denerwujemy się coraz mocniej, stresujemy się, próbujemy na szybko ją poprawić, chaotycznie dodajemy składniki tworząc niezrozumiałą papkę wszystkiego i niczego, która kopci, dymi, bulgocze i wydaje z siebie dźwięki na pograniczu horroru i filmu pornograficznego. Oto jesteśmy my, kucharze własnego życia, którzy właśnie spieprzyli zupę. 

Tylko co w związku z tym? Otóż, niezmiennie — jakkolwiek zabieramy się za zupę jesteśmy w stanie stwierdzić, czy jest zjadliwa, czy też nie. Mamy mimowolne, podświadome zrozumienie tego, jak chcemy, aby dana zupa smakowała i jeśli nie udaje nam się dojść do takiego wyniku następuje zgrzyt w nas samych, zaczynamy się denerwować, wewnętrznie lub też zewnętrznie, przechodzimy walkę z rzeczywistością. Odpowiedzią na wszystko są oczekiwania, oczekiwania, które będąc uformowanymi z naszego charakteru i wartości określają nasz punkt odniesienia wobec tego kim jesteśmy i co mamy.

Tak samo jest z samotnością. Ludzie doszli do momentu, gdy wrzucono ich do zupy zwanej społeczeństwem. Zupy, w której jest wszystko i nic, a na sam koniec zmusili nas w naszym zdigitalizowanym, ogólnie dostępnym, wielobarwnym świecie do pływania jedynie po tafli naszej zupy. Ludzie w moim odczuciu nie są samotni dlatego, że nie mają z kim porozmawiać, ale dlatego, że zupa społeczna nie ma smaku, nie ma treści, jest w niej tak wiele wody i tak mało głębi, że jej istnienie jest równoznaczne z jej nieistnieniem. Ludzie bowiem podświadomie w każdym aspekcie są kucharzami, którzy mają wizję finalnej potrawy, którzy oczekują, że po napełnieniu nią półmiska jej smak nie będzie, a jeśli już to jedynie nieznacznie, odbiegał od oczekiwań. Quality over Quantity. Dawniej ludzie mieli w swoim otoczeniu garstkę ludzi, ale ich relacje były głębokie, pełne smaku, zrozumienia, zaufania. Jak bowiem ufać komuś, kto jest w naszym umyśle jedynie polami tekstu, emotikonami i okazjonalnym kciukiem w górę. Jak ufać komuś, kto nawet nie wygląda tak, jak określa to jego konto na Instagramie. Relacje dawniej były jedynie wierzchołkiem góry lodowej możliwości, jakie daje prawdziwe zrozumienie drugiego człowieka i zespojenie się z nim jako zbiorowość, jako kolektyw, który czuje i dostrzega podobnie, nie ze względu na podobieństwo charakteru, a połączenie, które wszystkie istoty czujące potrafią wytworzyć z czasem.

Zatem nie dosyć, że nigdy nie dobiegliśmy nawet do połowy tego, co możemy poczuć względem i od drugiego człowieka, to zrobiliśmy drastyczny, wypaczający naszą egzystencję krok w tył, w stronę wszystkiego i niczego.

 
Reklama

Autor

Adrian Milnikel– Futurysta, humanista, przedsiębiorca. Oddany wyznawca neuroplastyczności i transhumanizmu. Poszukujący sposobów na poszerzenie możliwości rodzaju ludzkiego.

Przeczytaj również

Smak umami

Umami to jeden z pięciu podstawowych smaków, odczuwalnych przez człowieka

Nasze magazyny

Reklama

[instagram-feed]

Reklama