Wielki powrót. Jai Paul – Leak 04-13 (Bait Ones)

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Zanim zajmę się dokładniej tą płytą, muszę w skrócie opowiedzieć dość niezwykłą historię jej powstania. Otóż, w 2010 roku, dobrze zapowiadający się muzyk wypuszcza dwa single, które od razu przykuwają uwagę mediów (grano je m.in. w wielu audycjach BBC 1). Dotąd anonimowa persona nagle staje się ulubieńcem słuchaczy, a wspomniane piosenki zaostrzają apetyt na długogrający materiał. Trzy lata później, do sieci, wbrew intencjom artysty, wycieka zbiór niedokończonych szkiców, stanowiący pierwotną wersję debiutanckiego albumu. Niezadowolony autor widzi w całej sytuacji zamach na jego indywidualną wizję twórczą i postanawia zaniechać dalszej działalności scenicznej.

Cisza została przerwana dopiero dwa miesiące temu w Dzień Dziecka. Pierwszego czerwca Jai Paul pozwolił sobie na dość osobliwe zagranie. Zamiast wydawać całkowicie świeżą płytę albo pokazać światu w pełni dopracowany pomysł na dzieło dotychczas zbrukane pirackim uczynkiem, Brytyjczyk udostępnił fanom kolaż odświeżonych, znanych demówek wraz z kilkoma premierowymi kompozycjami. Stary/nowy pół-album, pół-składanka jest więc dość ekstrawaganckim tworem, ale jedno trzeba przyznać – te utwory wciąż znakomicie się bronią.

Reklama

Obcowanie z “Leak 04-13 (Bait Ones)” prowadzi do zaskakującego wniosku – ten gość wyprzedził współczesny pop o co najmniej kilka lat. Powstające w domowych warunkach nagrania zainspirowały całą rzeszę producentów oraz wokalistów głównego nurtu. Dominująca tu estetyka połamanego, futurystycznego r&b wpłynęła na dorobek takich tuzów jak James Blake, czy FKA Twigs, a niektóre numery samplowali Drake i Beyonce.

Nieskończone pokłady kreatywności, jakimi tętni projekt, pozwalają przymknąć oko na spartańskie walory produkcyjne (pamiętajmy, że mamy do czynienia z odremontowanym, ale jednak bootlegiem). Nieforemne aranżacje gwarantują bowiem pop pełen przygód, co chwilę wprawiający w osłupienie albo wytrącający z równowagi. Powiem więcej, garażowy sznyt dodaje charakteru, którego na próżno szukać w taśmowo generowanych hitach z algorytmów Spotify.

Paul wygrywa także dzięki swojemu piosenkopisarskiemu kunsztowi. Anglik fenomenalnie wykorzystuje znajomość melodycznego elementarza Prince’a, doprawiając chwytliwe konstrukcje postępowymi pomysłami. Dzięki temu eksperymentalny produkt jest lekkostrawny niczym dobra, letnia sałatka.

Skoro ten krążek to tak naprawdę kolekcja wprawek, to aż strach pomyśleć co Jai pokazałby nam, gdyby mógł oszlifować osobiście wydobyty diament. Tymczasem, musimy cieszyć się z tego, co dostaliśmy i mieć nadzieję na to, że kiedyś doczekamy się pełnoprawnego popowego opus magnum od tego pana.

Autor

Łukasz Krajnik – anglista, tłumacz i autor artykułów dotyczących szeroko pojętej popkultury. Codziennie poświęca mnóstwo czasu na przyswajanie dziesiątek płyt, filmów i książek. Zwolennik braku podziałów na sztukę wysoką i niską. Wielbiciel barwnej estetyki lat osiemdziesiątych.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Error: Access Token is not valid or has expired. Feed will not update.
This error message is only visible to WordPress admins

There's an issue with the Instagram Access Token that you are using. Please obtain a new Access Token on the plugin's Settings page.
If you continue to have an issue with your Access Token then please see this FAQ for more information.

Follow on Twitter

Reklama