Tschüss, Berlin!

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Życie wymaga zmian. Precyzyjne określenie celów i długoterminowych planów nie gwarantuje tego, że dojdą one skutku. Człowiek czasami po prostu nie potrafi skorygować spojrzenia na świat, nawet jeśli bardzo się nim i kulturą interesuje.

W Berlinie nigdy nie robiłam zbyt wielu zdjęć i nie dzieliłam się nimi w so-me, bo planowałam zagrzać tam na dłużej. To nie były turystyczne wycieczki, ale adaptacja do miejsca, które miało się wkrótce stać moim domem. W głowie miałam już cykle artykułów, które napiszę w pierwszych miesiącach życia w Niemczech, po latach, bo przecież miałam już epizod hamburski. Założę bloga, vloga. Cokolwiek, co pomogłoby mi się regularnie uzewnętrzniać z moimi odczuciami, które nie byłyby początkowo przyjemne. 

Nie zapomnę mojego pierwszego wrażenia. Wiedziałam, że Berlin jest miejscem, które się kocha albo którego się nienawidzi. Z trudem przełykałam ślinę z każdą wizytą, bo od pierwszego przyjazdu byłam w drugiej grupie. Architektoniczny chaos, wszechobecne relikty NRD, bezdomni śpiący na ulicach, wpleciona rzymska architektura, szklane domy, kamienice cuchnące wilgocią, freski. Mnogość kulturalnych rozrywek, które kocham. Koncerty fortepianowe w hangarach, balety w operach, parady uliczne, muzea z eksponatami z różnych epok, specjalizacji z całego globu. Czarne ubrania i kolorowe skóry twarzy mijanych na ulicach, a do tego ich sympatia, dostęp do dosłownie dowolnych produktów z różnych części świata na każdej mijanej ulicy i piękna zieleń, której w polskich metropoliach nie ma tak wiele.

 
Reklama
 
Reklama

Mimo zamiłowania do podróży, ciepła, które roztaczają inne kraje, znajomości sześciu języków na różnych poziomach, kocham Polskę. Przystanek Berlin był lekcją, która pozwoliła mi lepiej poznać nie tyle inne kultury, ale przede wszystkim od nowa nauczyć się siebie. Czas pokaże, gdzie dalej poniesie mnie nadmorski wiatr z polskiego wybrzeża.

Autor

Monika Stawińska – Skrupulatny grammar nazi, copywriter, dziennikarz, redaktor. Słowotwórca. Prawie jak Shakespeare. Hipokryta z osobowością typu ISTJ-T. Uważa się za rzemieślnika, bo rzeźbi w słowie. Zawsze pisze Timesem. Z wykształcenia jest filologiem, a prywatnie pasjonatką jazdy konnej, kultury zagranicznej, literatury pięknej oraz… gier. Właśnie dlatego dla TVP Sport pisze o sportach elektronicznych.

Przeczytaj również

Smak umami

Umami to jeden z pięciu podstawowych smaków, odczuwalnych przez człowieka

Nasze magazyny

Reklama

[instagram-feed]

Reklama