Gdy „wyrzuć śmieci” zmienia się w „zostaw mamusię w spokoju” i inne problemy logosu

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Z innych rozterek – komunikacja międzyludzka powoli przestaje istnieć.

Czasy się zmieniają przecież – ktoś pewnie powie. Musisz się dostosować. Kiedyś byłeś dzieckiem, wiesz jak to jest, wszystko brało się dosłownie, każde zdanie stanowiło całość kontekstualną, bez żadnych udziwnień, bez żadnego – ale o co w tym chodzi NAPRAWDĘ? – nie wiem czy pamiętasz.

Reklama

Nie pamiętam. Kojarzę coś, ale nie pamiętam tego, bo ilość treści ukrytych, których doszukuję się codziennie w każdym zdaniu zasłania mi nawet to zwykłe zdanie wypowiadane.

Weźmy na przykład zwykłą tyradę małżeńską pod tytułem – Czy wyniosłeś już śmieci?

Czy śmieci są wyniesione stanowi ostatnie wręcz ogniowo toku myślowego, który rozpoczyna ta fraza.

Po pierwsze – dlaczego to jest mój obowiązek? Dlaczego ty nie mogłaś wynieść? Dlaczego mi o tym przypominasz? Czy myślisz, że jestem nieodpowiedzialny? Czy ciągle trzeba mi coś przypominać? Czy to ma związek z tym, co sądzisz o mnie, jako człowieku, czyli maszynie, która zupełnie nienaoliwiona jest, kompletnie niedziałająca tak jak powinna, bumelant wręcz, siedzący sobie wygodnie w fotelu, nic nie robiący, wiecznie utyskujący, czy naprawdę za kogoś takiego mnie masz? Czy myślisz sobie, że skoro nie wyrzuciłem tych śmieci to jestem niedorosły jakiś do życia w ogóle? Czy w innych decyzjach pomijasz mnie, gdyż wiesz, że moja prokrastynacja sięga zenitu? Czy może myślisz, że w ogóle jestem gorszy od ciebie? Albo uzupełniasz rzeczy, o których nie chce ci się myśleć, o stereotyp męski, czyli bycie istotą niezdolną do jakiegokolwiek zadbania o rzeczy wokół siebie, rozrzucającą skarpetki na podłodze, taką właśnie, której wiecznie trzeba coś przypominać? A może wyrzuciłem już śmieci, a twoje przypomnienie mi o tym jest jedynie uszczypliwością, ciągiem dalszym innej kłótni przeszłej i przyszłej, w której to użyjesz tego argumentu przygotowywanego przez tygodnie i powiesz – a pamiętasz jak cię spytałam czy śmieci wyrzuciłeś?

Ślizgamy się więc po głębi, nie patrząc zupełnie już na powierzchnię. Zbyt wiele zaszłości jest między ludźmi, zbyt wiele od czasów dziecięcych nauczyliśmy się o człowieku, by zwykłą rzecz interpretować zwyczajnie. Gdy ktoś mówi coś do nas, ma to znaczenie nie tylko swoje, ale także tej osoby, twojej osoby, społeczności, afiliacji politycznej wypowiadającego i tego, do którego kieruje się wypowiedź, momentu historycznego, ba, według niektórych nawet momentu cyklu menstruacyjnego, bliższej lub dalszej znajomości czy nawet zwykłej złośliwości wynikającej z uprzednich potyczek.

I, co strasznie irytujące, nie da się już nic bez tego bagażu powiedzieć, gdyż człowiek uwikłany w sieć tych powiązań przechodzi od razu do znaczenia ukrytego, pomijając nawet to znaczenie pierwsze, skupia się bardziej na emfazie, pozie mówiącego czy mimice niż na konkretnych słowach. Bo słowa są zepsute, jak to piszą współcześni filozofowie, słowa nas usidlają. Niby dlaczego tylu pisarzy sci-fi, fantasy i innych wynajduje języki a’la ten wykorzystany przez obcych w Arrival, czyli obejmujące całościowo sens danego wyrażenia, a nie skupiające się na kolejnych jego elementach? Jakże łatwiej byłoby coś komuś zakomunikować za pomocą całości myśli, a nie, gdy zapośredniczamy tę myśl poprzez słowa. To jak z tłumaczeniem – wersja pierwotna zawsze nieco różni się od oryginalnej, czy tego chcemy czy nie. Wersja pierwsza zawsze posiada jakiegoś rodzaju niuans językowy, który jest zasadniczo nieprzetłumaczalny. Jak bowiem można np. rzucić okiem po angielsku?

Innymi słowy, słowa są centrum naszej egzystencji i cierpienia. Gdyby nie słowa, nie byłoby nas i nie byłoby problemów. Nie byłoby też cywilizacji, komputerów i podwójnych profilów małżeńskich na facebook’u. Chociaż tego ostatniego to prawdopodobnie z pożytkiem dla świata.

Autor

Jakub Wejkszner – już-nie-prawnik, jeszcze-nie-filozof. Wśród swoich zainteresowań wymienia jednym tchem współczesną estetykę, literaturę, filmy Davida Lyncha oraz performatykę codzienności na przykładzie osób, które notorycznie stoją w przejściu. Jego główną aspiracją w życiu jest zostanie publikowanym autorem, ewentualnie, w przypadku niepowodzenia, kimś, kto (nieudolnie) przetłumaczył sobie, że społeczeństwo po prostu nie było na to gotowe. Redaktor prowadzący Anywhere.pl.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Error: Access Token is not valid or has expired. Feed will not update.
This error message is only visible to WordPress admins

There's an issue with the Instagram Access Token that you are using. Please obtain a new Access Token on the plugin's Settings page.
If you continue to have an issue with your Access Token then please see this FAQ for more information.

Follow on Twitter

Reklama