Niby recenzja, a jednak wnioski

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Przeczytałem „Emigracje” Malcolma XD i jestem oczarowany lekkością jego pióra i niebywałym poczuciem humoru na temat, który dla większości śmieszny nie jest. Bo czymże jest emigracja? Pakowaniem walizek i szukaniem szczęścia gdzie bądź, z dala od łąk złocistych, gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała, z myślą przewodnią „coby waluta się zgadzała”.

Sam, kiedy byłem na początku drogi zawodowej, przeżyłem podobny epizod, gdy okazało się, że w wakacyjny czas większość teatrów nie gra i jak dobrze kalkulujecie w swoich głowach, aktor nie zarabia. Wyjechałem zatem do Niemiec sprzątać po naszych rodakach w pracowniczych hotelach. Praca przyjemna w tygodniu, natomiast w weekendy chłopaki odpalali wrotki, co w połączeniu z duża ilością alkoholu, powodowało robotę dla mnie z serii „neverending story”. Doświadczenie można by rzec przełomowe w moim życiu. Nauczyłem się obsługi mopa i środków żrących, a także robienia wylewki, kładzenia kafelek a także wymiany kolanek pod zarwanymi zlewami.

Z racji tego, że byłem „chwilowym” emigrantem zarobkowym roszczę sobie prawo do wniosków. Dlaczego tak się dzieje, że jako gatunek ludzki, mamy wbite w DNA to, że jak zmienimy otoczenie to zaczynamy czuć się lepsi od reszty? Dlaczego jak tylko mamy pieniądze w innej walucie, to odbija nam szajba i zaczynamy robić z siebie kowboja? Dlaczego jak tylko wyjedziemy parę kilometrów za granicę kraju, to po tygodniu zapominamy języka ojczystego i tworzymy jakieś słowne bełkoty? Byłem tam 2 miesiące, ale nie przypominam sobie, żebym wciskał niemieckie wyrazy w miejsce polskich bo „zapomniałem jak to jest po waszemu”. Nie przyjechałem i nie rzucałem pogardliwym „Bo u nas” a „u was w Polsce”. Nie wyciągałem na każdym kroku dużej „bułki” pieniędzy, żeby wszyscy dookoła widzieli, że mam gest. Smutne jest to, że niewielu krajanom się udało emigracyjne eldorado i jak wrócą z corocznych odwiedzin opuszczonej niegdyś ojczyzny, to pójdą do pracy na swoją budowę w obcym kraju i to poczucie wyższości pójdzie im w słomę, którą na chwilę przysłonili drogimi skarpetkami made in china.

Autor

Jakub Firewicz – aktor „jeszcze” młodego pokolenia. Po latach wyczekiwania, że zagra Hamleta, z nudów „odkopał” Petera Sellersa i Monty Pythona i stwierdził, że jego miłością jest komedia. Dotychczas znany głownie widzom teatralnym, szerszej widowni pokazał się biorąc udział w produkcjach Juliusza Machulskiego „Next -ex” – Teatr TV oraz filmach „Ambassada” i „Volta”. Stanowił również wielobarwne tło w wielu polskich serialach. Jest w trakcie pisania swojego debiutanckiego scenariusza filmowego, który ma zmienić obliczę polskiej komedii – przynajmniej takie jest założenie :-)

Przeczytaj również

Reklama