Szafa z brokatem

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Jestem na raucie. Pod sufitami niczym strumienie diamentów wiszą serpentyny, ściany urosły w porosty, mchy, paprocie, podłogę pokrywa złoty proszek, który po powrocie opanował moją szafę, a na scenie combo dj-skie ze Stanów gra tłuste bity.

Ludzie bacznie się sobie przyglądają i co rusz, gdy otwierają się drzwi wejściowe, spoglądają w ich stronę, wyczekując zapewne kolejnych gwiazd, celebrytów, milionerów – ogólnie śmietanki towarzyskiej. Kobiety zachwycają mieniącymi się kreacjami i sylwetkami niczym manekiny z okien wystawowych. Panowie elegancko ubrani, pachną drogimi perfumami. Wszystko mnie trochę peszy. Mnie i moją sukienkę znaleziona w otchłani starych ciuchów – vintage jak to mówią. Panie patrzą na mnie z góry i to nie ze względu na brak obcasów czy mój odwieczny problem z garbieniem się. Co poniektóre wydymają usta i chyba się uśmiechają albo nie wydymają ust, tylko z tej jowialności bardziej im się pompują. Szukając w popłochu znajomej twarzy, uderzam w geometryczną rzeźbę albo doniczkę bez kwiatka – zachciało mi się iść bez okularów.

– Tu!! – głos mojej koleżanki wskazał mi drogę.

Stała w oszałamiającej sukience własnego projektu z androgynicznymi chłopcami w za krótkich spodenkach i wręcz przesadnie zaczęła się śmiać na mój widok, objęła mnie ramieniem i z wyraźną ulgą poprowadziła jak najdalej od nich. Wysłuchałam 15-minutowych gorzkich żali o tym, co tak naprawdę już zobaczyłam, stając w drzwiach tejże imprezy i poszłyśmy do baru.

Zapomniałam dodać, że była to przysługa z mojej strony: „Błagam, chodź ze mną, bo jak będę tam sama, to mnie zjedzą”. Jestem. Cena whisky jest tak zaporowa, że proszę o wodę. Z kranu. Chodziłam za moją kumpelą i czułam się niczym nitka na gaciach. Nie przeczę, było sympatycznie, muzyka dobra, kwiatki ładne, a toalety czyste – tak więc przemieszczanie było najmilsze – impreza drogi. Niestety, gdy tylko musiałam przystanąć, by moja randka odbyła casualowo-biznesową (czy to się nie wyklucza?) rozmowę, traciłam zapewne 1000 kcal przez gryzienie się w język, utrzymywanie mięśni uśmiechu oraz stwarzanie pozorów, iż tematy i problematyka rozmów jest mi bliska.

Czy musiałam? Pewnie, że nie, ale po drugim przystanku dostałam od niej takie wytyczne. I bym się wyluzowała. Wyluzowała?! Dziewczyno, zrujnowałabym Ci drogę do kariery. Jestem tu dla niej. Patrzę na zegarek. Patrzę na zegarek, co 20 minut. Impreza się coraz bardziej rozkręca, kobiety, co rusz pudrują noski i całują facetów, pozostawiając niektórym trochę sypkiego pudru. Koleżanka sprasowała się już bardziej z towarzystwem. Czuje się coraz mniej potrzebna i gdyby nie zaskoczył mnie widok mojej czarnowłosej, wijącej się w coraz bardziej parnym uścisku z jej byłym, to zapewne sama wyparowałabym jak kamfora. Odbijam ją partnerowi i nim zaczerpnęłam powietrza, usłyszałam: „No wiesz, jak to jest…znamy się, impreza, no taki były – niebyły”.

Nie wiem. Ja mam tylko byłych. Niech robi, co chce. Idę usiąść w najcichszej strefie i najbardziej opustoszałej. Ktoś śpi w kącie, parka się migdali, a obok na fotelu siedzi, chyba równie zmęczony mężczyzna koło pięćdziesiątki. Nasze spojrzenie parę razy się spotkało, wymieniając opinię na temat pobliskich osób, i zaczęliśmy rozmawiać. Nie musiałam się pilnować, toteż rozmowa owa była najmilszym elementem wieczoru. Po około pół godziny do pomieszczenia wbiega moja zagubiona owieczka, a gdy mnie zobaczyła, jej usta rozdziawiły się, lecz wzrok już objął mężczyznę i pozostała w tym dość groteskowym grymasie przez chwile.

Okazało się oczywiście, że trafiłam na Szefa szefów, wieloryba w oceanie płoci, HUNTERA wśród gumiaków.

Siedzieliśmy jeszcze z pół godziny, a ona rozkwitała w oczach. Nie udawała, nie śmiała się na siłę, mówiła o swojej pasji i marzeniach, nie cisnęła „muszę”, „jestem świetna”, „interesuj się mną”, tylko w końcu była tą super babką, dla której przyszłam.

Za trzy miesiące przeprowadza się do Paryża.

Dostała pracę marzeń, a ja odkurzam złoty pył w szafie.

Autor

Aleksandra Nowicka – aktorka, lektorka, pasjonatka muzyki i dobrego jedzenia. Ma kota – w dowolnym tłumaczeniu. Podróżuje, obserwuje, słucha i tańczy. A do tego masa tego i owego.

Przeczytaj również

Instastory

To trochę smutne, że ten felieton przeczyta pewnie promil osób,

Nasze magazyny

Reklama

Follow on Twitter

Reklama