Zmęczony Czerwiec

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Czerwiec to mój miesiąc. Całe dnie można spędzać na powietrzu. Noce przychodzą późno i nie wyganiają do domów. Czas spotkań, imprez i wszechogarniających kolorów. Człowiek składa się głównie z truskawek, arbuzów i fasolki szparagowej, a w mieszkaniu pachnie piwoniami. Sezon spacerowy uważam za oficjalnie otwarty! Mam brudne pięty i dobrze mi z tym. Płaczę z radości, a może to kropelki potu od tych 30C w cieniu, kto wie? W tym roku jednak czerwiec się zmienił. Przyszedł jakiś potargany i poobijany. Jakiś chudy. Patrzę na jego ramiona i przysięgam, że są szerokości moich nadgarstków.

  • Co Ci jest Czerwiec? – nic nie odpowiada

  • Przemarzłeś?

Stoi i się na mnie patrzy. Bez wyrazu, ale jego wzrok przeszywa mnie na wskroś.

  • Ej! Przerażasz mnie – potrząsnęłam nim

  • O, przepraszam, zamyśliłem się.

  • Co się stało? Czemuś taki markotny?

  • Mam taką koleżankę, Majową Końcówkę z którą spędziłem ostatnio chwilę. Nie spodziewałem się, że tak trudno będzie mi o niej zapomnieć. Co noc śni mi się nasz wspólny dzień.

  • I ona dała Ci tak do wiwatu?

  • Niechcący, ale tak. Zawsze wyczekuję naszego spotkania. Majowa jest pogodna, wesoła, trochę szalona. Czasem burzy się o byle bzdet, ale równie szybko jak się denerwuje, tak wypogadza się i znów jest tą zwiewną, ciepłą osobą.

  • To już nic nie rozumiem. Co się więc stało?

  • W tym roku, pierwszy raz, nie chciała się ze mną spotkać. Ale sama wiesz jaki jestem. Nalegałem, aż w końcu powiedziała, że skoro muszę to proszę bardzo, zaprasza, ale mam jej nie przeszkadzać.

  • Może trzeba było zostawić ja w spokoju, każdy ma swoje życie prywatne.

  • Przez chwile przemknęła mi ta myśl, ale teraz wiem, że dobrze zrobiłem, bo byłem jej jedynym wsparciem. Na siłę ale potrzebny. Nie odzywałem się za wiele. Po prostu obudziłem się rano na jej kanapie i obserwowałem z dystansu.

  • I?

  • Majowa jest postrzegana jako dziewczyna bezproblemowa. Dlatego może się tak dogadujemy. Jedyna różnica między nami to taka, że ja jestem trochę bardziej leniwy. I gorący, hehe, no nic, nie o tym. Pierwszy raz w życiu uświadomiłem sobie, że i ona ma swoje smutki, pomimo otaczającej jej aury radości. Nigdy o nich nie mówiła, a właściwie to ja nigdy nie pytałem. Zakładałem, że skoro jest wiecznie uśmiechnięta to znaczy, że jest szczęśliwa.

  • Więc, co się w tym roku stało?

  • Obudził mnie telefon. Nie wiem kto dzwonił, ale była to bardzo krótka rozmowa, po której Majowa zaczęła biegać po mieszkaniu, jakby wpadła w jakiś amok.

  • Nie mogłeś zapytać?

  • Obiecałem przecież jej nie przeszkadzać. Szybko się ubrałem i patrzyłem, jak się pakuje.

  • Pakuje? Dokąd?

  • Zabrała dokumenty, majtki, skarpetki i bluzę. Wrzuciła do torby niechlujnie klucze do rodzinnego domu. Przekręciła zamek i na pięcie odwróciła się do drzwi. Biegła na przystanek, chociaż do odjazdu autobusu było jeszcze pięć minut. Spóźnił się – wiadomo. Dojechała na dworzec, lekko kręciło jej się w głowie, rano prawie zemdlała i znów miała uczucie ciszy w uszach. Kolejka po bilet na pociąg ciągnęła się w nieskończoność. Co najmniej czterdzieści minut czekania. Inne kasy nieczynne, biletomaty zepsute. Czeka – nie jest dziewczyną, która wpycha się w kolejkę, ale wygląda na to, że musi. Ludzie na nią patrzą i jakby wszystko rozumieli, pierwszy raz w życiu odniosła takie wrażenie i niczym Morze Czerwone rozstępują się, by mogła podejść do okienka. Kupiła bilet, biegnie na peron, pociąg już stoi. Wskakuje do niego i zajmuje miejsce przy oknie. Pociąg rusza. Patrzy w szybę, w uszach ma słuchawki, a w nich Michael Kiwanuka. Jej oczy się nie poruszają, nie podążają za niczym, co szybko przesuwa się za oknem.

  • O czym myślisz dziewczyno? Czemu masz tak podpuchnięte, czerwone oczy? No powiedz coś! Rusz się, halo?!

Odrywa wzrok dopiero gdy podchodzi konduktor – minęły dwie godziny. Czas chce jej pokazać jak szybko mija. Burzowe kłęby chmur i soczysta, świeża zieleń na drzewach i polach za oknem idealnie pasuje do jej młodej twarzy i szklistych, zmęczonych, zielonych oczu. Skórę ma cienką jak pergamin z widoczną całą mapą seledynowych dróg. Wprawia się w niemyśleniu. Wygania wszystko, co przychodzi jej do głowy, lecz wraz z coraz większym ściskiem w żołądku, myśli wracają jak bumerang.

  • Nie rzucaj, to nic nie da, posiedź z nimi – mówię

Zaczyna padać, a łzawe krople ciągną się długo po szybie pociągu. Coś jej to przypomina, bo poczuła mokry ślad na policzku. Zupełnie nie wie, co ma robić. Złapała się na tym, że jej nieobecność uformowała w jej głowie względne poczucie bezpieczeństwa, które właśnie rozpadło się na drzazgi. Chce zostać Pinokiem, nie chce być prawdziwym człowiekiem. Woli mieć sęk zamiast serca.

Pociąg zwalnia. Maluje usta i rozciera różową szminkę na policzkach. Nie chce wyglądać jak śmierć. Przejechała przez most patrząc na gotycką panoramę miasta i pierwszy raz nie uśmiechała się, nie rozglądała – czekała na inny przystanek. Dojechała do miejsca, gdzie pierwszy raz krzyczała i płakała. Weszła do sali i zobaczyli się. Przy tak bladej cerze, mógłbym przysiąc, jak zaróżowiły się jego policzki z radości i zaskoczenia. Trzymał ją za rękę, co chwile ściskając. Przy nim trudno jej się udawało, ale wytrzymała. Opowiadała śmieszne historie, co słychać w pracy i kogo zaprasza na urodziny, które są tuż, tuż. Role się odwróciły. Dziewczyna delikatna jak płatek maku, stała się marmurem. Wielu rzeczy nie powiedziała przez ściśnięte gardło. Umówili się, że już niedługo będą sączyć whiskey przy ognisku, a nad nimi rozpościerać się będzie otchłań rozgwieżdżonego nieba.

Powiedziała mi później, że jej tata zawsze dotrzymuje słowa.

  • Gdzie jest teraz Majowa?

  • Gdy tylko wróciliśmy do Warszawy, zniknęła w tłumie. Odwróciłem się tylko na chwilę do automatu, chciałem jej kupić czekoladę. A ona jakby się rozpłynęła w powietrzu. Od tej pory jej szukam. Nie chcę by była sama. Słyszałem, że widziano ją na mieście, jak tańczyła z zamkniętymi oczami aż nogi odmówiły jej posłuszeństwa i upadła na ziemię. Tak więc, przepraszam Cię najmocniej za swój stan, mało sypiam, ale sama rozumiesz, że nie mogę zostawić przyjaciółki w potrzebie.

  • Poszukajmy jej razem

  • Nie, ty się zajmij swoim życiem. Już pisałem do Lipca. Niebawem mnie odwiedzi i pomoże. Ty się zajmij swoim życiem.

Autor

Aleksandra Nowicka – aktorka, lektorka, pasjonatka muzyki i dobrego jedzenia. Ma kota – w dowolnym tłumaczeniu. Podróżuje, obserwuje, słucha i tańczy. A do tego masa tego i owego.

Przeczytaj również

Ojciec i córka

Monika, niespełna trzydziestolatka. Pewna siebie, mocna w uścisku dłoni, atrakcyjna

Reklama