Marianna Zydek: Rozmowa (nie)kontrolowana

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Samokrytyczna. Zanurzona w swoich myślach, by paradoksalnie być bardziej tu i teraz. Rozmowa z aktorką Marianną Zydek przypomina raczej sesję terapeutyczną niż klasyczny wywiad. Łatwo było zacząć, zdecydowanie trudniej zakończyć!

Mija chyba już siedem miesięcy po tym burzliwym okresie związanym z premierą „Kamerdynera”. Czy zamknęłaś już etap związany z tą wielką produkcją?

Kamerdyner był dla mnie pewnego rodzaju spełnieniem marzenia, jeśli chodzi o język filmowy. To epickie kino – czuć w nim upływający czas i przestrzeń, silną koncentrację na obrazie, przez który przemawia historia. Bohater nie jest centrum tego świata, jest jedną z jego składowych. Dla aktora to ciekawe doświadczenie, wiele się przy nim nauczyłam. Poza tym, bardzo czuję się związana z tamtym czasem, z przeszłością. Mam w sobie tęsknotę za światami, które przeminęły i cieszę się, że mogłam wcielić się w postać, która w jednym z nich żyła. To coś, o czym, nawet jako dziecko, marzyłam. W momencie, w którym zakończyłam ten projekt, zorientowałam się, że już sama promocja filmu i cały blichtr z nią związany nie jest tym czego oczekuję od zawodu. Bycie na ściankach i w błysku fleszy jest dla mnie raczej obowiązkiem niż przyjemnością, choć bywa też miłe. Najważniejsze odbywa się na planie. Nie miałam nigdy wątpliwości, że możliwość, jaką daje aktorstwo, czyli przekazywanie emocji poprzez siebie, swoje własne przeżycie, wzbogacanie innych ludzi tym, co mamy w sobie jest dla mnie najwspanialszym zajęciem. Równocześnie zauważyłam, jak bardzo ten zawód potrafi być frustrujący i jak potrafi niszczyć. Mówię głównie o młodych ludziach na początku drogi. Uśmiecha się do mnie z okładki Gabriela Muskała, która jest jedną z bardziej wrażliwych osób jakie znam w tym zawodzie i właśnie wrażliwość, rozbuchana przez wchodzenie w role i adrenalinę jest tym, z czym musimy na co dzień sobie radzić.

Reklama

To, że możemy grać, powoduje na chwilę uwolnienie z jakiejś presji, ciężaru istnienia, który nosimy, ale wzmaga głód i w momencie, w którym zamykamy jakiś projekt, mamy już ochotę wejść w następny, z jeszcze większą energią,

z jeszcze większą ekscytacją. Bardzo często jednak następują przerwy, w których czekamy albo bierzemy udział w projektach, które zupełnie nie odpowiadają naszej wrażliwości. Ta zależność aktora od innych ludzi, reżyserów, producentów czy teatrów repertuarowych jest czasami przytłaczająca. Nie wiadomo co zrobić z energią, którą w sobie mamy, z potrzebą mówienia o świecie. Nieustannie czekamy, aż przyjdzie ktoś z propozycją, w której moglibyśmy to zawrzeć.

Czy jest w twoim życiu miejsce na naturalność, prawdziwość, szczerość?

Staram się, żeby tego miejsca na szczerość i bycie ze sobą w zgodzie było jak najwięcej. Wymaga to bardzo dużej uważności. Nie chcę powiedzieć kontroli, bo kontrola to coś, czego mam w sobie dużo i czego staram się pozbyć, ale uważności na siebie i swoje potrzeby, na to kim jestem i co czuję. To jest przydatne w zawodzie, bo zdarzają się sytuacje, w których oczekuje się od nas uśmiechu bez względu na to, co się w nas dzieje. Nie można powiedzieć, będąc na premierze lub promocji filmu: Drodzy państwo, bardzo źle się czuję i tak naprawdę nie jestem zadowolona z tego, co zaprezentowałam albo mam pewne wątpliwości. Są momenty, w których musimy stłumić wewnętrzną krytykę i prawdziwe emocje. Po takich sytuacjach bardzo długo dochodzę do siebie, potrzebuję czasu, by być zupełnie sama. Wyjechać, odciąć się od internetu, wpływu innych ludzi, żeby przypomnieć sobie czego tak naprawdę chcę i czy droga, którą zmierzam, nadal prowadzi mnie w dobrym kierunku. Ostatnio zdarzyło mi się, że wyjechałam sama na parę dni. Podjęłam tę decyzję dzień wcześniej, miałam parę dni wolnego, więc stwierdziłam najpierw, że pojadę w góry. Spędziłam dwa dni w schronisku i przeszłam niewysoki łańcuch, nasyciłam się drzewami i naturą, która daje ogromną siłę. W dalszą drogę pojechałam auto-stopem. Bardzo dawno tego nie robiłam, ostatni raz chyba w liceum i mocno za tym zatęskniłam. Miałam ogromną radość z tego, że zatrzymują się ludzie, którzy nie wiedzą o mnie zupełnie nic. Dotarłam do Czech i tam nawet nie mogłam się porozumieć w 100% w tym samym języku, bo akurat Czesi, na których trafiłam, nie mówili po angielsku. Porozumiewaliśmy się językiem polsko-czeskim i to było miłe doświadczanie, delikatne oderwanie się od kontekstu, w którym żyję.

To jest to prawdziwe życie? Życie Marianny Zydek poza planem filmowym?

W pewnym sensie tak. Poczułam, że nabieram nowej siły, że odnalazłam swój sposób porozumiewania się z ludźmi. Nie przyznawałam się do tego, że jestem aktorką, zauważyłam, że za każdym razem kiedy to mówię, rozmowa schodzi na te same tory i w zasadzie zadawane są pytania, na które mam gotowe odpowiedzi. Mówiłam więc za każdym razem coś innego np, że chcę zrobić film i szukam materiału na scenariusz. To było niezwykłe doświadczenie. Ludzie inaczej się wobec mnie zachowywali, wozili mnie specjalnie dalej do ciekawych miejsc albo opowiadali historie ze swojego życia. Wszystko to było bardzo inspirujące. I wtedy zorientowałam się, że ten zawód niestety mocno mnie ogranicza, klasyfikuje. Ludzie mnie spotykają i mówią: Jesteś aktorką, to jak tam na planie? Co teraz robisz? I zawsze słyszę te same pytania, przeciwko którym mam ochotę się zbuntować.

Nie jestem tylko aktorką. Jestem aktorką z jakiegoś powodu, mam coś do powiedzenia o świecie i wydaje mi się, że to coś, co mam do powiedzenia, jest dużo ciekawsze niż to, w jaki sposób wykonuję w danym momencie ten zawód.Ale do tego też trzeba było jakoś dojrzeć i moim zdaniem właśnie fakt, że Kamerdyner zdarzył się tak wcześnie (zaczęłam zdjęcia będąc na drugim roku studiów), przybliżył mnie do nowego spojrzenia na ten zawód.

Cieszę się, że tak szybko doznałam jakiegoś rodzaju aktorskiego spełnienia. Ważne było też poznanie Filipa Bajona, który jest dla mnie człowiekiem-inspiracją. Za każdym razem kiedy go spotykam to głowa mi pęcznieje i mam milion nowych pomysłów.

Mówi się o takich mistrzach, których artyści spotykają na swojej drodze. To jest właśnie on?

Tak, to zdecydowanie Filip Bajon w moim przypadku.

A dlaczego? O co w tym chodzi? Tylko o relacje zawodowe czy też taki kontakt pomiędzy wami jako ludźmi?

Chodzi o to jakim on jest człowiekiem. Ma 71 lat i nigdy nie powtarza tej samej historii. Słyszałam go wielokrotnie w rozmowie z innymi ludźmi, bo zdarza się, że siedzę obok i się przysłuchuję. To jest niezwykłe. Za każdym razem dowiaduję się o nim czegoś nowego i wiem, że jest człowiekiem, który nie stracił ciekawości świata i nie ma w sobie blazy. Mimo ogromnej wiedzy (mam wrażenie, że przeczytał wszystko, co zostało napisane), znajomości wielu ludzi i historii, on nadal ma uwagę, nadal dziwią go rzeczy, nadal fascynują go ludzie. Taka postawa na pewno wymaga wewnętrznej pracy i chyba to najbardziej mi w nim imponuje. Też chciałabym, będąc w jego wieku, mieć taką siłę, żeby się zadziwiać światem.

Wydaje mi się, że jesteś na dobrej drodze, ponieważ z rozmowy, którą teraz prowadzimy i tej, którą prowadziłyśmy wcześniej widzę, że jesteś ciekawa innych ludzi, ale też ciekawa samej siebie, odkrywaniem w sobie potencjałów, nowych możliwości. Powiedz mi, czy takie analizowanie, nadmierne myślenie pomaga czy utrudnia życie w twoim zawodzie?

Przeczytałam u Fromma w Sztuce miłości zdanie, które mnie uspokoiło w tej kwestii, a nawet napełniło otuchą. Fromm twierdzi, że czynność pozornie wyglądająca na lenistwo, ale będąca intensywną aktywnością wewnętrzna, refleksją nad otaczającym światem jest w jego mniemaniu rzeczą najbardziej potrzebną i najbardziej wartościową jakiej człowiek może się poświęcić. Dzięki temu, w momencie, w którym łapię się na tym, że pranie leży niepowieszone, trzydzieści maili czeka aż na nie odpowiem, a ja już drugą godzinę patrzę za okno, to przypominam sobie to zdanie i troszkę się rozgrzeszam.

Czy to oznacza, że tak przygotowujesz się też na możliwe porażki i sukcesy?

Tak, zdecydowanie. Mam otwartość na porażki i sukcesy od wczesnego wieku, bo brałam udział w wielu konkursach i festiwalach, będąc jeszcze bardzo małym dzieckiem,młodą dziewczyną. Wiedziałam to, że nawet jak ja mam poczucie, że poszło mi bardzo dobrze, i że w moim mniemaniu powinnam zostać zauważona, a nie zostałam, to takie doświadczenia dały mi dystans do oceny siebie poprzez krytykę innych. Oczywiście, to na mnie w jakiś sposób wpływa, ale zawsze sobie przypominam, że jednak

zawód, którym się param jest zupełnie nieobiektywny. Sztuki nie da się ocenić w sposób obiektywny, bo wszyscy mamy inną wrażliwość, inne rzeczy do nas przemawiają.

Jestem bardzo daleka od tego, żeby popadać w rozpacz, kiedy komuś przyznano nagrodę, a mi nie, kiedy czekam na kolejne role, a one nie przychodzą, kiedy ktoś wygrał casting, na którym bardzo mi zależało. Nie obarczam się tym. Nawet jeśli coś okazuje się porażką, mówię sobie: Trudno, to jest kolejne doświadczenie. Wiadomo, że świat tak jest skonstruowany. Od niedawna mam też myśl, że jednak może więcej zależy ode mnie niż mi się wydaje. Może myślenie, że musimy czekać na propozycje, być cierpliwi, jest trochę rozleniwiające. Staram się temu przeciwstawić. Być kreatywną na wielu płaszczyznach, uczestniczyć w świecie kulturalnym, zwłaszcza filmowym, bo film jest tym, co mnie najbardziej pochłania. Dużo oglądam i staram się to wszystko przetwarzać w sobie, wymyślać  własne historie, zapisywać je, mimo tego, że jestem bardzo krytyczna wobec siebie. Jak coś napiszę, zaraz widzę masę błędów, ale mimo wszystko wydaje mi się, że większą wartością są rzeczy, które stworzymy, nawet jeśli są niedoskonałe, niż zupełny ich brak.W tym momencie dużo myślę o tym, w jaki sposób mogę zostawiać dla siebie znaki na przyszłość. Szukam jakiegoś języka, którym mogłabym opisywać otaczającą mnie rzeczywistość i w ten sposób obserwować z przyszłości, w której się znajdę, czy poszłam dalej, czy rozwinęłam się jako człowiek, a nie tylko jako aktorka. Bardzo lubię z tego względu dokumenty; ludzie, którzy nie żyją, przemawiają do mnie, nie w ramach czyjejś interpretacji, ale mówią swoim głosem. Fascynuje mnie postać Kieślowskiego, lubię oglądać wywiady z nim, wiele mogę się nauczyć ze zwykłej rozmowy. Dlatego chociażby cieszę się, że ta rozmowa jest rejestrowana. To będzie miłe, móc kiedyś do tego wrócić i zobaczyć jakie myśli miało się wtedy, a jakie ma się teraz.

Reklama

Przekonałaś mnie do jednej rzeczy, nad którą  długo się zastanawiałam.
A mianowicie, czy takie nadmierne rozmyślanie i analizowanie pewnych kwestii, czasem w sposób trochę wyolbrzymiony, ma swoje zalety. To, jak opowiadasz o aktorstwie uświadamia mi, że do pewnych prawd i do tego zawodu może nie dojrzałabyś, gdybyś nie była taką osobą, jaką jesteś. I pomimo tych wielu wad swojej profesji, jej zalety przeważają, bo chcesz dalej robić to, co robisz. Tylko w tym widzisz swoją przyszłość, czy jeszcze coś cię interesuje?

Chciałabym tylko wrócić do początku twojego pytania, powiedziałaś o zbytnim analizowaniu pewnych rzeczy. Oczywiście, ma to swoje wady, czasami wręcz dochodzi do jakiegoś poziomu neurotycznego, można powiedzieć. Zdarza mi się zapędzić na tyle, że szukam najdoskonalszych sposobów wykonywania wszelkich czynności, włączając zupełne błahostki. Absurd. Nie ma chyba czegoś takiego jak przemyślenie sprawy do końca, znalezienie idealnego pod każdym względem rozwiązania. Dlatego czasem chciałabym umieć być konkretną i podejmować decyzje w ekspresowym tempie. Może pewne okoliczności, nad którymi rozmyślam tak naprawdę nie mają żadnego wpływu na rzeczywistość.

Może to tylko nasze wyobrażenia?

Może… Wracając do drugiej części twojego pytania, nie wiem. Łukasz Barczyk śmiał się ze mnie, kiedy podczas realizacji zdjęć do filmu Soyer powtarzałam, że nie wiem czy chcę być aktorką. Nadal nachodzą mnie takie myśli. Aktualnie jestem w trakcie realizacji sporego projektu, mam zdjęcia do końca wakacji, więc nie mogę się ruszyć, wyjechać na miesiąc do Libanu, co mi się marzy, czy gdziekolwiek daleko. Za to nałogowo chodzę do kina, czasem dwa razy dziennie, bo mieszkam bardzo blisko Muranowa. Czasami się zastanawiam, czy oni nie myślą, że jestem jakaś nienormalna, bo przychodzę i spotykam te same osoby w kasie kilka dni z rzędu. Lubię to uczucie, kiedy, zamykając się w ciemnej sali kinowej, mam tylko jeden obraz przed sobą. Czuję się wreszcie uwolniona od ogromu bodźców, które dopadają mnie w mieście. Jak zamykam się w tej sali to czuję się bezpieczna. Bardzo lubię chodzić sama do kina, bo ulegam iluzji, że obraz przemawia tylko do mnie. Jestem w intymnej relacji z tym reżyserem, aktorami, ze scenografią i wszystkimi ludźmi, którzy włożyli swój wysiłek w tę pracę. Bardzo lubię to analizować. Pasjonują mnie ludzie i ich historie. W trakcie ostatniej podróży zorientowałam się, że często zdarza mi się, że ludzie, których widzę po raz pierwszy w życiu po chwili rozmowy opowiadają mi swoje intymne przeżycia. Jest w tym ogromny ładunek emocjonalny, a dla mnie pewna odpowiedzialność. Zastanawiam się, czy umiałabym to przekłuć w jakąś wartość, dać tym historiom życie. To kolejny temat do przemyśleń.

Powiedziałaś, że masz szczęście do ludzi, więc to jest chyba właśnie to szczęście…

Mam szczęście? Chyba tak, ale dopiero mi to uświadomiła moja przyjaciółka, która powiedziała: Ty co chwilę się z kimś spotykasz, znasz tylu interesujących ludzi, strasznie ci tego zazdroszczę. Myślę, że to jest właśnie przywilej środowiska filmowego. Ludzie filmu są bardzo ciekawi, jest wiele osób z ogromną charyzmą, których chce się słuchać, przyglądać jak pracują. Sama bardzo wiele z tego czerpię. Lubię oglądać przy pracy operatorów, szwenkierów, rekwizytorów. Kocham patrzeć na ludzi, którzy wykonują zawód z pasją i profesjonalizmem. Staram się też bardzo zwracać uwagę na to z kim się spotykam, bo prawie wszystkie znajomości, relacje i spotkania z ludźmi mocno na mnie wpływają. Ciągle się uczę. Mam wrażenie, że w życiu przynajmniej dwa razy się dojrzewa. Kiedyś myślałam, że okres dojrzewania, stawania się dorosłym, kończy się wraz z rozpoczęciem studiów, ale w tym momencie widzę, że u mnie to miało jakiś w ogóle inny przebieg.

Dlatego ja tobie życzę, żebyś niezupełnie żegnała się z tym swoim dzieciństwem.

Dziękuję. Taki jest mój plan, żeby jak najwięcej z dziecka zachować, ale żeby zrobić to mądrze, nie być naiwnym w zły sposób. Pozostać nim w zaciekawieniu światem, jaki ma właśnie między innymi Filip Bajon. To sprawia, że głowa jest cały czas bogata, otwarta na innych ludzi i na nowe.

Bardzo dziękuję ci za rozmowę.

Bardzo dziękuję.

 

fot. backstage: Dominika Woźniak

Autor

Anna Jankowska – dziennikarka kulturalna, filolog polski. Marzycielka i baczna obserwatorka codzienności. Jeszcze kilka lat temu sądziła, że życie zawodowe poświęci pisaniu o modzie, ale Telewizja pochłonęła ją bez reszty. Na stałe związana z TVP Kultura. Tworzy program newsowy, a w przerwach reportaże z kulturalnych podróży po świecie. Wierzy, że któregoś dnia zostanie korespondentką z Hiszpanii, bo przecież nie ma rzeczy niemożliwych ;)

Przeczytaj również

Reklama