Nie wyobrażam sobie świata bez…

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Nie wyobrażam sobie świata bez pani Babci mieszkającej za ścianą, która punktualnie każdego dnia zbyt głośno włączała Modę na sukces. Nie musiałam oglądać żeby wiedzieć, co dzieje się u Brooke, Ridge i reszty rodzinki Forresterów. Dodam, tylko w ramach dygresji, że nie mieszkałam wtedy w bloku z tektury, w którym słychać głębszy oddech zza ściany, tylko w normalnym domu z prawdziwych cegieł.

Nie wyobrażam sobie wakacji bez odwiedzin u mojej prawdziwej Babci (pani Babcia z poprzedniego zdania była nazywana Babcią ze względu na wiek, nie na pokrewieństwo). Bez porannego pójścia z babcią na pobliski targ, bez uprzedniej jazdy pociągiem z kilkoma przesiadkami, bo byłam tym dzieckiem, które nie miało babci na wyciągnięcie ręki, na co dzień.

Nie wyobrażam sobie dnia bez rozmowy z moim bratem bliźniakiem, bo przecież bliźniak, bo pokój dzielony przez naście lat do czegoś zobowiązuje.

Nie wyobrażam sobie… bo to stałe, niezmienne kwestie, oczywistości normalności, dostrzegane zazwyczaj dopiero, gdy znikają.

Wszystko, co powyżej mogę wrzucić do worka z napisem przeszłość. Kiedyś nie wyobrażałam sobie. Dziś sobie wyobrażam, dziś brak powyższych kwestii jest normą. Dziś zza ściany słyszę zupełnie inne odgłosy, w dodatku ściana jest już zupełnie inna, Babcię mogę odwiedzić na cmentarzu, a z bratem, jak to z bratem raz rozmawiamy częściej, raz rzadziej. Nic w naszym życiu nie jest stałe i nie chodzi tu tylko o kwestie związane z nieubłaganym końcem życia każdego z nas, ale również o to, że nasza codzienność się zmienia.

Okazuje się, że pewne wyobrażenia, z którymi wchodzimy w życie poza czterema znanymi ścianami, bywają zupełnie bezsensowne. To, że w jednym domu je się rodzinne śniadania nie oznacza, że w innym to też norma, to, że twój ojciec jest dobrym kucharzem nie oznacza, że każdy tata potrafi gotować, to, że w twoim domu jest sprzątaczka nie oznacza, że do każdego mieszkania dwa razy w tygodniu przychodzi pani od sprzątania. Na początku, kiedy jesteśmy dziećmi to nas dziwi, na szczęście z czasem to zdziwienie mija. Dostrzegamy, że nasze „nie wyobrażam sobie” jest jedynie fatamorganą, chwilowym punktem zaczepnym, buforem bezpieczeństwa, potrzebą odnalezienia się w danym miejscu i czasie.

Później, kiedy mawiamy, że nie wyobrażamy sobie życia bez sushi, czy to bez windy na 5. piętro, to mamy już pełną świadomość, że to tylko gadanie, które sami, z automatu wrzucamy w zwykłe bajdurzenie, bo życie nas nauczyło, że trzeba umieć sobie sporo rzeczy wyobrazić i że od tej wyobraźni i umiejętności zmiany postrzegania, tego, co jest, tego, co jeszcze przed chwilą było i tego, co być może będzie/raczej się nie wydarzy, zależy nasze zdrowie psychiczne. Dbamy więc o to, żeby jednak dla własnego użytku wyobrażać sobie, czy to życie bez sushi, czy to kilkupiętrowy blok bez windy. I idziemy dalej bez grymaszenia, bo „nie wyobrażam sobie” w ustach dorosłego człowieka to relikt dzieciństwa, które już dawno za nim.

 

Autor

Dagmara Małgorzata – Pisze, więc jest. Dużo czyta i wyciąga wnioski. Kocha góry, filmy Tarantino i potyczki słowne. W nadawaniu codzienności odpowiedniego kolorytu pomaga jej fascynacja psychologicznymi zagadnieniami i obserwowanie ludzi. Na stronie Współcześni samym sobie raczy ludzi słowem.

Przeczytaj również

Reklama