prada_1-

Czy diabeł naprawdę ubiera się u Prady?

Wszystko zaczęło się wiosną 1913 roku. Wówczas Mario Prada, dziadek Miucci, otworzył w Galerii Wiktora Emanuela w Mediolanie elegancki sklep pełen luksusowych towarów. Można w nim było kupić m.in. walizki, torby podróżne, szczotki z żółwiego pancerza, kufry, biżuterię i laski spacerowe z rączką z kości słoniowej. Jednak najbardziej pożądanymi przedmiotami były zestawy podróżne ze skór aligatorów i węży z wyrafinowanymi detalami z kryształu oraz ekscentryczne kufry o rozmiarach garderoby. Idealne na statek. Nic dziwnego, że kilka lat później Bracia Pradowie dostarczali towar na królewski dwór sabaudzki. Dobra passa skończyła się jednak po II wojnie światowej, a Prada zaczęła zmieniać swój charakter. I gdy w czerwcu 1977 roku przebojem weszła do niego wnuczka Mario – Miuccia, w sklepie można było kupić głównie galanterię skórzaną, a oferta skierowana była do przedstawicieli klasy średniej. I nic nie wskazywało na to, że wnuczka szacownego Pana Mario, rozwinie rodzinny interes w jedną z najważniejszych marek w świecie mody. Zwłaszcza, że choć lubiła modę, znacznie lepiej czuła się na demonstracjach i partyjnych spotkaniach partii komunistycznej, której była członkinią.

Bez wątpienia to spotkanie z Patrizio Bertellim, miało ogromny wpływ na to, że dryfująca od czasów powojennych marka Prada wypłynęła na szerokie wody. Poznali się w dość kontrowersyjnych okolicznościach – ona zarzuciła mu plagiat, a on, zuchwały chłopak z Toskanii, zaproponował jej podpisanie umowy licencyjnej na produkcję i wyłączną dystrybucję wszystkich wyrobów skórzanych marki Prada. Ich love story przypieczętował ślub, który wzięli w uroczym Arezzo w lutym 1987 roku, jednak zawodowo wciąż byli singlami. Rok później na świat przyszedł ich syn Lorenzo. W tym samym roku światło dzienne ujrzało także ich kolejne dziecko – pierwsza, historyczna kolekcja kobieca Prady. W 1990 Miuccia urodziła Giulia, a większość czasu razem z Patricio spędzają pracując w przepięknej posiadłości na szczycie wzgórza, w której dominują fragmenty XVI wiecznych murów, zabytkowe posadzki oraz bogate księgozbiory. Trzy lata później powołują do życia markę Miu Miu, pokazują światu kolekcję dla mężczyzn i spełniają swoje artystyczne marzenie – Prada Milanoarte, które przekształci się niebawem w Fundację Prada. W 1997 roku zaczynają proces łączenia firm w jeden podmiot. Dwa lata później ich jacht Luna Rossa po raz pierwszy wziął udział w regatach o Puchar Ameryki, a w 2003 roku zdecydowali się na fuzję firm łącząc swoje zawodowe losy i na równorzędnych stanowiskach stanęli na czele imperium. „Kłócą się jak bestie. Ale idealnie się dopełniają. Ona to intelekt i wciąż nowe pomysły, a on sprowadza ją na ziemię” – mówił o Miucci i Patrizio Germano Celant, dyrektor Fundacji Prada.

Reklama

Mają na koncie mnóstwo sukcesów. W 2006 „Time” uznał ich za jedną ze 100 najbardziej wpływowych par na świecie. Nie są jednak podatni na celebryckie peany, a czas wolą spędzać wśród starych przyjaciół. I tak jak marka Prada silnie kojarzona jest z elitą intelektualną, także w ich domu nie brakuje prawników, architektów czy lekarzy, których właściciele podejmują w stylu „śniadania na trawie” ośmiorniczkami, risotto po mediolańsku, smażonymi karczochami i prosecco. W tej artystycznej fortecy jest też galeria sztuki, a pani domu – od najmłodszych lat marząca o karierze śpiewaczki operowej – nie jeden raz intonuje chociażby arię z Toski.

Maria Miuccia Prada urodziła się 10 maja 1948 w Mediolanie. Pochodzi z katolickiej, mieszczańskiej rodziny o silnych tradycjach. Tata służył w marynarce, a mama zajmowała się sklepem swojego ojca Maria. Po latach projektantka będzie narzekać na zbytnią surowość oraz powagę rodziców, a także dyscyplinę, jaka panowała w rodzinnym domu. Monotonne życie Miu Miu (jej przydomek stanie się niebawem marką) w czasach szkolnych ożywiają nieco marzenia o różowych sukienkach i butach, które ostatecznie zamieni na stonowaną czerwień. Sama wybrałaby zapewne liceum artystyczne, jednak jak przystało na panienkę z dobrego domu noszącej plisowane granatowe spódnice i brązowe buty z kwadratowymi noskami na płaskim obcasie idzie do liceum humanistycznego. Do szkoły wychodzi z domu z igłą oraz nitką, a na schodach przerabia spódnicę w mini. Nienaganne zachowanie i doskonałe oceny zestawiła z wyglądem, który ewidentnie szedł pod prąd. Gdy jej koleżanki ze szkoły zakładały nylonowe rajstopy będące oznaką dorosłości, ona – ku uciesze przyszłych jej klientów – wybiera krótkie białe skarpetki. Nigdy nie traciła głowy dla chwilowych mód. Później decyduje się na Wydział Nauk Politycznych, a po wizycie w Chinach wraca pewnego dnia do domu z legitymacją Włoskiej Partii Komunistycznej. Ostatecznie zwycięża jednak pragmatyzm i chęć zarobienia na siebie. To ostatecznie decyduje, że przejmuje sklep dziadka w Mediolanie. Tam spotyka Manuelę Pavesi, byłą redaktorkę „Vouge’a”, z którą jeździ na zakupy i pokazy mody do Paryża. Nie raz podkreślała, że jej mistrzem i źródłem inspiracji był i będzie Yves Saint Laurent.

„Nasze ubrania powinny zawsze reprezentować wizję nas samych” mówi Miuccia. Jej styl można by nazwać unikatowym i nieco prowokacyjnym, jednak ona sama pewnie nie chciałaby zamknąć się w tej definicji. Już w dzieciństwie uwielbiała szerokie spódnice mamy. Lubi je do dziś, bo nie krępują ruchów i kryją w sobie rzeźbiarski monumentalizm. Doczekała się także określenia „długość Prady”, gdy po latach spódnic maxi i mini zaproponowała fason do kolan. Nie nosi mocnego makijażu, wyklucza opaleniznę i od lat wierna jest długim, prostym włosom przytrzymanym opaską. Nie do przyjęcia są dla niej ubrania z efektem wyszczuplającym i obsesja na punkcie push-up. Jest szczerze zdegustowana widokiem półobnażonych kobiet, a na jej pokazach króluje niszowa, oryginalna zmysłowość oraz… typ brzyduli. Kobiety w jej ubraniach mają bardziej „być” niż „wyglądać”. Projektantka w niezwykły sposób wykorzystuje materiały i kolory, a wprowadzane przez nią innowacje często zmuszają do zrewidowania definicji dobrego smaku. Wciąż idzie pod prąd.

Bez wątpienia, dzięki wydanej w 2003 roku książce „Diabeł ubiera się u Prady” i jej ekranizacji, firma stała się fenomenem pop-kultury, a tornado, jakie wywołały z pewnością sprowadziły wielu nowych klientów. „Uwielbiam ubierać diablice, jeżeli za diabła uważamy osobę o temperamentnym charakterze, wybitnej inteligencji, osobę pełną sprzeczności i niespodzianek. W takim kontekście diabeł jest bardziej intrygujący od jakiegokolwiek dobrodusznego, ale przewidywalnego anioła” twierdzi Miuccia.

Z czasem do fascynacji projektantki modą dołączyła sztuka i architektura, które pomagają zrozumieć w jakim kierunku zmienia się świat. To dzięki nim wypłynęła na szerokie wody, które są zarówno jej, jak i Patrizia ambitnym celem. Biznesowa aktywność pary, ich działalność filantropijna oraz wspieranie projektów architektonicznych nie przyćmiły jednak mody, lecz nadały jej zupełnie nowy wymiar. A w rozsianych po świecie butikach Prady bez trudu można odnaleźć wierny powrót do korzeni – posadzkę w szachownicę z butiku dziadka Mario w salonie Mediolanu, kolonialny styl oraz widok na La Scalę.

 

tekst: Agnieszka Helena

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin