Podróż

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Zatrzasnęła drzwi i od razu zaczęła szukać komórki. Wywracała cały świat w torebce. Nie komentował, bo nie chciał od samego początku wprowadzać nerwowej atmosfery. Zaproponował, że się zatrzyma dla świętego spokoju, ale na szczęście iphone w różowym etui znalazł się w kurtce. Samochód zaczął wydawać z siebie przeraźliwie dźwięki, jakby był jebaną świąteczną pozytywką dla ludzi pozbawionych słuchu.

Popatrzyła na niego z wyrzutem, ale to przecież nie on zainstalował taki idiotyczny automat do przypominania o zapinaniu pasów.

Reklama

  • No i co tam? – zagadał, bo dawno się nie widzieli.
  • Nic specjalnego – spodziewał się takiej odpowiedzi. Odkąd pamiętał, nic w jej życiu nie było czymś specjalnym. Wszystko było rutyną. Nie ekscytowała się niczym. Nic jej nie było w stanie wprowadzić w stan podniecenia. Nawet miłość traktowała jak nudną codzienność, ale to na szczęście już nie jego problem.
  • Dzisiaj nie ma korków, powinniśmy być na miejscu za 40 minut.
  • Jakoś to wytrzymam

Spojrzała w lusterko wydymając usta jakby chciała sobie dać buziaka. Malowanie ust szminką było dla niej tak ważną czynnością, że z trudem znajdowała czas na inne zajęcia. Wyglądała świetnie. Można było się tego spodziewać. Za każdym razem kiedy musieli się spotkać, robiła się na bóstwo. On przeciwnie, nie robił ze sobą nic. Nie musiał maskować tego, że stawał się coraz starszy.

  • Kiedy go ostatni raz widziałaś?
  • No jak to kiedy? Dwa tygodnie temu…nie pamiętasz?
  • Chyba nie ze mną…
  • Jak to nie z tobą?
  • No na pewno nie ze mną.
  • Czekaj, czekaj. A, rzeczywiście masz rację…pojechałam tam z kolegą z pracy. Bardzo jest podobny do ciebie więc stąd ta pomyłka.

 

Koledzy z pracy zawsze byli nad wyraz uczynni. Dogadzanie sekretarce szefa traktowali jak obowiązki służbowe. Nie mógł się do tego przyzwyczaić.

Samochód sunął ulicami pustego w niedzielny poranek miasta. Nie było korków i szczęśliwie trafili na zieloną falę. Uwielbiał prowadzić i robił to z pewnego rodzaju elegancją. Zawsze jej to imponowało. Sam nie potrafiła pokierować niczym, a już zupełnie swoim życiem. Lubiła być wożona. Była przez moment księżniczką.

Wyjechali poza miasto. Włączył radio próbując zająć czymś myśli. Trafił na polityczną dysputę, więc przełączył na kanał z muzyką filmową. Przyjęła to z westchnieniem ulgi.

  • Co to jest? Rzepak taki żółty? – komentowała to co za oknem.

Nie odpowiadał, bo wiedział, że gada sama do siebie. Nie zmieniła się w ogóle przez te kilka lat gdy nie byli razem. Zawsze w podróży mówiła niby coś na głos, a potem się okazywało, że to taki jej wewnętrzny monolog.

  • Nie wiem czy następnym razem będę mógł do niego jechać z Tobą
  • Już go nie kochasz? Nie wierzę …
  • To nie o to chodzi. Wolałbym go odwiedzać samemu.

Zagryzła wargi. Gdyby mogła zapalić w aucie to od razu sięgnęła by po papierosa. Zamiast tego wyciągnęła z torebki cukierki. Zaczęła ssać nerwowo pomarańczową landrynkę.

  • Pewno twoja nowa dziewczyna zabroniła ci widywać się ze mną – z szyderstwem rzuciła na przednią szybę tekst, który od dawna chodził jej po głowie.
  • Nie – skomentował krótko nie chcąc wdawać się w dyskusje. Nie ma jeszcze nikogo choć minęło tyle czasu od ich rozstania. Nie zamierza jednak jej o tym mówić.
  • To nie o to chodzi.
  • A o co? On nas potrzebuje. Uwielbia jak się razem u niego się pojawiamy.
  • Trzeba było o tym pomyśleć wcześniej….
  • To ty chciałeś się rozstać….

Przeklął pod nosem niezrozumiale i włączył głośniej muzykę.

Zaczęła cicho kwilić. Rozsypała się. Wyglądało jakby niespodziewanie przestało działać coś, co pozwalało jej normalnie funkcjonować. Z głośników dobiegały dźwięki soundtracku z „Gwiezdnych Wojen”. Za oknem przewijał się jak na bębnie z fototapetą ciągle ten sam pejzaż. Pole, droga, wierzba, krowa, pole i czasami jakiś billboard z reklamą chirurgii estetycznej.

  • Nie wywołuj u mnie poczucia winy.

Nie skomentowała. Odwróciła głowę w stronę okna i znowu coś tam do siebie mamrotała.

  • To nie ja powinienem mieć wyrzuty sumienia – palnął dłonią w kierownicę, jakby zdenerwował go motocyklista, który wbrew przepisom wyprzedził go po prawej stronie.
  • Co ty chcesz od tego chłopaka na motorze?
  • Nie mówiłem o nim.
  • Że niby ja mam mieć wyrzuty sumienia.

Przyhamował, bo szturchnęła go ręka w bok jakby zapomniała, ze jest kierowcą. Odepchnął ją gwałtownie i był gotów powiedzieć wszystko co o niej myśli, ale się opanował. Nie warto psuć sobie dnia. To tylko jeszcze najwyżej trzy godziny i będzie z powrotem w domu. Zaczął w duchu powoli liczyć książki, które ma do przeczytania. Od dawna leżały na nocnej szafce kusząc okładkami.

Ona też się uspokoiła i gapiła się przez okno, jakby zobaczyła tam swój ulubiony serial.

  • Dlaczego nie chcesz już razem ze mną do niego jeździć?

Zadała pytanie zupełnie nie odwracając się w jego stronę. Nie odpowiedział od razu, nie czuł takiej potrzeby. Wyjął z bocznego schowka w drzwiach miętusa i zaczął go nerwowo ssać.

  • Nie chcę, aby mama pomyślała, że znowu jest między nami dobrze. Po co ma się łudzić, że do siebie wrócimy
  • Myślisz, że ona jeszcze ma taką nadzieję?
  • Tylko pod takim warunkiem zgodziła się na ten cały układ.

Skłamał. Nie rozmawiał nigdy z matką na ten temat. Nigdy nie wtrącała się w ich życie. Robiła po prostu to, o co ją prosił.

Zbliżali się do celu. Nie musiał zaglądać do GPS-u, by to stwierdzić. Znał tę drogę na pamięć. Kiedyś codziennie pekaesem dojeżdżał nią do szkoły. Potem z kolegą do pracy, ale odkąd przeniósł się na stałe do P., przyjeżdżał swoim BMW w odwiedziny.

  • I co teraz będzie? – odezwała się niepewnie jakby kto wytrącił ją ze snu.
  • Przysiek… – głupkowato zażartował, mając już dość tej rozmowy. Wjechali do wioski, która w zasadzie była już przedmieściem.
  • Dobrze, że do niego jedziemy. Cały czas za nim tęsknię.

Nacisnął mocniej gaz, bo znów zaczynała swoją starą śpiewkę, która miała wywołać w nim tylko żałość. Potrzebowała, aby ktoś się nad nią zlitował.

  • Trzeba go było nie zostawiać u mojej mamy. Miałabyś go na co dzień.
  • Dobrze wiesz, że to niemożliwe. Odkąd nie mieszkamy razem nie mam ciągle warunków, żeby go wziąć do siebie.
  • Kiepskie tłumaczenie. Twoi koledzy po prostu na to się nie godzą. Powiedzmy to sobie wprost.
  • Michał, to nie jest fair z twojej strony.

Wjechali do miasteczka. Minęli stację benzynową, na którą chodził odkąd tylko zaczął palić papierosy. Potem skręcili przy piekarni. „Obwarzanek” należał do ojca jego pierwszej dziewczyny. Ciekawe co u niej… Ilekroć tędy przejeżdżał, zawsze zadawał sobie w duchu to pytanie, ale nigdy potem nie sprawdził co robi ta zwariowana blondynka.

  • Ty mógłbyś go do siebie wziąć.
  • O nie, on by ze mną nie wytrzymał. Bez przerwy nie ma mnie w domu.

Otworzył okno jakby chciał nabrać powietrza. Skręcił z ronda w pierwszy zjazd i wyminął pijanego rowerzystę. Wydawało mu się, że zawsze mija tego samego ilekroć tylko przejeżdża tą drogą.

  • Naturalne wydawałoby się, że to ty będziesz cały czas z nim, a nie moja matka.
  • Mam widocznie słaby instynkt macierzyński.
  • Mówiłaś kiedyś że się jakoś z tym uporasz. Tylko pod tym warunkiem się na to wszystko decydowaliśmy.
  • Myliłam się.

Wjechali na rynek. Jechał powoli, bo lubił jak ludzie go rozpoznają i machają na powitanie. Znał w tej mieścinie chyba każdego. Zaparkował przed zadbanym domkiem z ogródkiem. Zatrąbił bo zauważył swoją mamę podlewającą z tyłu posesji kwiaty. Pomachała do niego.

  • Popatrz jaką fajną zabawkę dla niego kupiłam – wyjęła z torebki coś pluszowego. Równie dobrze mógł to być misiu, myszka i piłeczka – A Ty coś masz?
  • Mama mnie prosiła, żebym kupił nową kuwetę.

Autor

Rafał Bryndal – Tekściarz, dziennikarz, satyryk i milosnik jazzu

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Reklama

Follow on Twitter