Alicja Majewska: Podróż do źródeł

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Gdy pojawia się na scenie, czas zatrzymuje swój bieg. Choć nie stroni od eksperymentów, od początku kariery wyznaje żelazną dewizę – rób, to w czym jesteś najlepszy, a drogowskazy pokierują cię do celu. Dziś jest nim kolejna w wielkiej karierze płyta “Żyć się chce”. Bo jak głosi pierwszy utwór na krążku, Alicja Majewska “Apetyt wciąż na życie ma”!  

Naszym gościem jest dzisiaj pani Alicja Majewska, jesteśmy w hotelu Renaissance na lotnisku, co prawda nigdzie nie odlatujemy, ale pani w ciągłej podróży. Ostatnia płyta została nagrana na wyspie i to słychać nie tylko w dźwiękach, ale i w wietrze, który jest dookoła. Czy to Grecja czy Malta?

To nie płyta, a teledysk. Malta, lecieliśmy tam w lutym, bo teledysk musiał być gotowy na marzec. Tylko dlatego polecieliśmy na Maltę, że gwarantowana była pogoda, słońce i błękit nieba, ale los płatał figle i zastaliśmy sztorm jakiego nie było na Malcie 40 lat. W związku z tym żywioły tam szaleją w teledysku, a ja zamiast ubrać się w powiewne, jedwabne ciuszki, których całą walizkę zabrałam ze sobą, jestem w dżinsach i kurtce dżinsowej. Nawet w jednej scenie wystąpiłam w czapce zimowej Włodzimierza Korcza, bo było bardzo zimno, ale przez to może jest ciekawiej.

Mówi się o Pani jako o piosenkarkce, jednak przyznam, że nie odpowiada mi to określenie.

A jakie byłoby bardziej trafne?

Artystka, wokalistka?

Reklama

Wygląda na to, że hasło ”piosenkarka” budzi w Pani nienajlepsze skojarzenia. Może kojarzy się Pani z banałem i powierzchownością? Trochę poważniej brzmi „wokalistka”, bo to trochę pachnie muzyką jazzową, no ale ja nie śpiewam jazzu. Z „artystką” też są kłopoty, bo dzisiaj artystą nazywany jest każdy, kto wydaje jakiekolwiek dźwięki przez mikrofon, więc kto odważy się dokonać odpowiedzialnego podziału na tych, którzy na pewno są artystami i na tych, którzy jeszcze chyba nie są? Ja bym takiego ryzyka nie umiała podjąć. Wydaje mi się, że najbezpieczniej byłoby mówić o mnie jako o piosenkarce, ale takiej, która bardzo dba o dobór repertuaru i przez czterdzieści-kilka lat przekonana jest, że jeszcze wiele może się nauczyć.

Rozpoczynała Pani karierę w latach siedemdziesiątych, kiedy pojęcie „muzyka popularna” było czymś zupełnie innym niż jest dzisiaj. Jak by Pani określiła materiał, który został nagrany na najnowszej płycie” Żyć się chce”? Czy to jest muzyka popularna?

W ostatnich dwudziestu – trzydziestu latach pojawiło się kilka nowych trendów muzycznych, które stały się zdecydowanie bardziej popularne od poprzednich form piosenkowania. Mimo wszystko, sporo ludzi pamięta jeszcze czasy, kiedy autorami tekstów piosenek bywali poeci i mistrzowie słowa, począwszy od Gałczyńskiego, Tuwima, poprzez Przyborę i Osiecką aż do Młynarskiego i wielu jeszcze innych, którzy zanim zaczęli pisać, przedtem wiele czytali, a muzykę tworzyli kompozytorzy, których melodie przetrwały do dzisiaj. Ci właśnie świadkowie czasów świetności literatury i melodyjności piosenkowej zjawiają się tłumnie na koncertach, przyprowadzając dzieci i wnuki, a one potem w prezencie urodzinowym kupują im bilety na następne koncerty, sami przy okazji wracając do nowoodkrytych piosenek. W ten sposób sprawiają, że w dalszym ciągu mogę uważać się za wykonawczynię muzyki popularnej.

Czy w związku z tym może się pani nazywać szczęściarą?

Tak, mam szczęście. Na początku drogi zawodowej móc śpiewać piosenki Młynarskiego i Korcza, które były gwarantem zaistnienia na scenie festiwalowej, to jakby Pana Boga złapać za nogi. Ale jak mawiała moja nieodżałowana profesor śpiewu – Olga Łada, nie wystarczy talent i szczęście, jeśli nie dołoży się do tego ciężkiej pracy. Wiele lat pobierałam u niej lekcje emisji, czego profity zbieram do dziś. Niezwykle ważną, choć trudną szkołą jest praca z Włodzimierzem Korczem – wyłowi każdy fałsz, nie tylko intonacyjny, ale i wyrazowy, po czym boleśnie punktuje delikwentowi wszelkie uchybienia aż do osiągnięcia zamierzonego rezultatu. Na szczęście, jakoś to wytrzymuję, a jemu szczęśliwie wystarcza cierpliwości do moich niesubordynacji. Szczęściem też było dla mnie to, że, dzięki różnym przedsięwzięciom telewizyjno–estradowym, stykałam się z wieloma najwspanialszymi artystami estrady, teatru i z niektórymi z nich łączyły mnie wieloletnie zawodowe przyjaźnie. Wiele z nich trwa do dziś, ale cechą szczęścia jest to, że nie trwa wiecznie, więc czasami trzeba pogodzić się z utratą tych najbliższych sercu i najbardziej podziwianych – myślę tu o przyjaciołach z Krakowa – Andrzeju Zausze i Zbyszku Wodeckim.

Na obecnej płycie teksty nie są już pisane przez Młynarskiego, muzyka natomiast bardzo nawiązuje do przeszłości. Jest pani taką artystką, która lubi kontynuować?

Mimo tego, że nie ma już z nami Wojtka Młynarskiego, na najnowszej płycie jest jego tekst – „Panom rozsądku nie przybywa”, który przeleżał się w szufladzie kilkanaście lat. Jest w nim sporo ironii w stosunku do panów i początkowo miałam z tym problemy, bo nie wiedziałam, czy wypada mi tak bezceremonialnie kpić z ludzkich słabostek, ale po tych kilkunastu latach uznałam się już za wystarczająco dorosłą, żeby móc sobie pozwolić na takie uszczypliwości. Na obydwu moich ostatnich płytach autorami tekstów są również Andrzej Sikorowski, Artur Andrus, Magda Czapińska i Monika Partyk, co jest ewidentnym dowodem na to, że rzeczywiście jestem zwolenniczką kontynuowania tego, co się sprawdziło. Od piętnastu lat kostiumy sceniczne projektuje mi Maciej Zień, od czterdziestu wierna jestem temu samemu gabinetowi kosmetycznemu i od czterdziestu czterech lat kompozytor – Włodzimierz Korcz. Mam z tego same zyski, bo oprócz nagród, które zdobywałam na festiwalach za piosenki przez niego skomponowane, jestem, jak sądzę, jedyną piosenkarką, która może cały recital zaśpiewać z orkiestrą symfoniczną, z big bandem, z orkiestrą dętą, z kwartetem smyczkowym, a nawet z czterogłosowym chórem mieszanym. Gdzie ja bym znalazła takiego pasjonata, któremu chciałoby się podejmować najbardziej szalone wyzwania kompozytorskie i aranżacyjne niezależnie od terminu i stopnia zajętości? Na dwie ostatnie płyty napisał dwadzieścia cztery piosenki, przy czym niektóre w kilku wersjach, bo nie mogłam się zdecydować, czy na pewno mi się podobają. Czasami twierdzi, że to, co mu prześwieca na czubku głowy, to nie łysina, a aureola, która mu sama wyrosła w konsekwencji wieloletniej pracy ze mną. Oczywiście, oficjalnie gorąco protestuję przeciwko takim pomówieniom, ale po cichu zaczęłam się zastanawiać, że może – kto wie, jakaś część tego światła to odblaski gorącej atmosfery naszych niektórych prób.

W mediach społecznościowych natknęłam się na wpis młodej matki, która twierdzi, że tylko przy Pani nagraniach jest w stanie uśpić swoje dziecko.

Mam nadzieję, że nie chodzi o „Jeszcze się tam żagiel bieli”, bo to w końcowych fragmentach bardzo głośna piosenka. Jeśli chodzi o wpływ mojej działalności wokalnej na młode pokolenie, to kiedyś znajomi przekazali mi prośbę o płytę z dedykacją dla chłopca 8–letniego, który cierpi na chorobę lokomocyjną i podobno tylko słuchając moich piosenek nie wymiotuje w samochodzie. Chyba powinnam być dumna. Ale spotykają mnie też niezwykle wzruszające sytuacje. Po koncercie, na którym śpiewałam tytułową piosenkę z ostatniej płyty – „Żyć się chce”,  podeszła do mnie jakaś elegancka starsza pani i wyszeptała na ucho: „jestem bardzo chora, ale kiedy słucham pani piosenek, to chce mi się żyć”.

Na jednej z okładek wygląda Pani jak postać z filmu „Thelma i Louis”, tylko nie mogę się zdecydować, czy jest Pani Geeną Davis, czy Susan Sarandon. Wrodzony talent liryczny połączyłabym jednak z rockową duszą.

Chciałabym, aby mój styl noszenia się postrzegano jako klasyczny, ale z jakimś pazurkiem. Stąd bierze się współpraca z projektantem, a nie z wieszakiem w butiku. Ważne jest, żeby wiedzieć, czego na pewno nie założyć mimo obowiązujących trendów. Obserwuję z satysfakcją, że wyprzedziłam jeden z aktualnych trendów, mianowicie modę na szerokie, za długie spodnie. Ja takie za długie, szargające się po podłodze, kryjące oczywiście bardzo wysoki obcas, noszę od zawsze. Całe lata myślałam, że to moja maniera, a tymczasem okazało się, że to była prorocza wizja!

Reklama

I wybiera Pani prostotę? Ma Pani niezwykły talent w podejmowaniu wyborów w takim razie.

O nie, broń Boże! Ja jestem zodiakalny Bliźniak i w związku z tym strasznie cierpię. Choćby ta okładka poprzedniej płyty. Grafik, pan Hubert miał ciężki orzech do zgryzienia. To były parogodzinne wybory i decyzje, potem jeszcze wątpliwości i zmiany. Panie Hubercie, jestem pełna podziwu dla pana taktownej wyrozumiałości. Ale już wiele lat temu przeżywałam prawdziwe życiowe dramaty, stojąc przed gablotą ze słodyczami: co mam kupić – eklerkę, czy napoleonkę?

Włodek Korcz najlepiej wie, jaką cierpliwość musi mieć w restauracji kelner, który próbuje zmusić mnie do podjęcia decyzji co tak naprawdę chciałabym zamówić. To jest naprawdę niezwykle trudne. Z drugiej strony, są dziedziny, w których podejmuję decyzję błyskawicznie. Na przykład, od czterdziestu lat używam tych samych perfum, więc wchodzę do sklepu, nie wącham, płacę i wychodzę. Gorzej jest przed każdym opolskim festiwalem, bo przecież trzeba się zdecydować, jaki fason sukni będzie najodpowiedniejszy, a to jest dopiero katusza.

Dotknijmy jeszcze tematu kobiecości. „Być kobietą”, co to właściwie dla Pani znaczy?

Tekst tej piosenki jest niezwykle przewrotny i raczej nie należałoby z niego wyciągać poważnych wniosków. Autorka, Magda Czapińska zabawiła się, przedstawiając punkt widzenia kury domowej, który wiodąc życie polegające na praniu mężowi koszul i smażenia naleśników marzy o niezwykłych przeżyciach bohaterek romansów, które są „występne i zdradzieckie”. A tak na prawdę bycie kobietą rozumiem jako poznawanie świata, poszukiwanie własnych dróg rozwoju, zajmowania ważnych stanowisk, zgodnych z naszymi aspiracjami i umiejętnościami, a przy tym być podziwianą nie tylko za walory umysłu, ale i za to, że po prostu jesteśmy kobietami.

Na końcu przepis dla współczesnych artystów. Jak pozostać autentycznym? Jak podejmować takie decyzje, żeby, mimo presji, która jest, być sobą, pozostać sobą?

Najpierw należałoby się samego siebie zapytać, kim się chce być, następnie próbować nim zostać, a potem trwać przy swoim i nie dawać się wrabiać w jakiekolwiek powielanie. Wiem, że to wcale nie proste, ale są tacy, którym się to udało i źle na tym nie wyszli.

 

tekst: Alicja Majewska

fot.: Zosia Zija i Jacek Pioro

fot.: backstage: Dominika Woźniak

Przeczytaj również

HEART BREAKER

Poprzedni Następny ZDJĘCIA: Wojciech Jachyra MODEL: Max Barczak | |

Nasze magazyny

Reklama

Error: Access Token is not valid or has expired. Feed will not update.
This error message is only visible to WordPress admins

There's an issue with the Instagram Access Token that you are using. Please obtain a new Access Token on the plugin's Settings page.
If you continue to have an issue with your Access Token then please see this FAQ for more information.

Follow on Twitter

Reklama

Reklama