Zgaga słowna

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Mamy tabletki na zgagę. Podobno pomagają. Podobno, bo sama, odpukać w niemalowane, nie musiałam sprawdzać. Zresztą, nawet nie wiem, czy ktokolwiek w moim otoczeniu miał tę przypadłość związaną z paleniem w przełyku. W reklamach – owszem, słyszałam, ale tak na wyciągnięcie ręki, żebym mogła powiedzieć – ciocia Krysia miała zgagę, to nie bardzo.

Jednak dostrzegam zupełnie inny rodzaj zgagi. Taki, który pali osobę mającą tę przypadłość i przy okazji osobę będącą w zasięgu ucha. Ową dolegliwością jest zgaga słowna, która pojawia się razem z ognistymi słowami, zapalczywością w poglądach, pewnością ponad wszystko. Zgaga, która zaczyna się w mózgu (choć nie zawsze mózg bierze czynny udział w produkcji ognistego rydwanu słów), później jest wyrzucana przez aparat gębowy, oczywiście z odpowiednim użyciem siły głosu i zdarza się przy niezbyt dobrej dykcji, bardzo często przy dodatkowej arii ślinowej, tzn. następuje tak zwane zaplucie się i otoczenia, gdyż ślina spada wraz ze słowami na osobnika, do którego treść zgagi słownej jest kierowana. Niestety, nawet owe plwociny nie są w stanie w żaden sposób ugasić pożaru słów złych, nieprzemyślanych, ba! mających dotknąć. Krople śliny spadają to tu, to tam, i znikają przy cichym psssyt.

Osoba słuchająca zaczyna sprawdzać czy przypadkiem i w niej nie ma owego pożaru słownego i zazwyczaj jest, bo osoby krzyczące i wiedzące lepiej zawsze znajdą słuchacza, który akurat też chce coś wykrzyczeć, odpowiedzieć na podobnym poziomie, co sprowadza się do plucia jadem z każdej możliwej strony.

Na taką słowną zgagę nie ma tabletek, ani magicznych napojów, jest za to magiczne słowo kurtuazja w rozmowach osobistych i dyplomacja w rozmowach na wyższych szczeblach urzędowych. Zdaje się jednak, że oba te słowa są archaizmami, że dziś już nikt nie bierze ich na poważne, dziś krzykiem, jak kiedyś sierpem i…, a nie, proszę wybaczyć, to chyba (?) za mocne porównanie. Zapomnieliśmy o jakże ważnym przysłowiu, o tym, że krowa, która dużo ryczy… Przypomnijmy o nim sobie zanim będziemy mieli zgagę po wykrzyczanych słowach.

 
Reklama
 
Reklama

Przypomnijmy sobie jak to jest rozmawiać, prowadzić konwersację na siłę argumentów, a nie na siłę głosu. A jeśli chcemy ryczeć jak jelenie na rykowisku, ryczmy sobie, ale nie udawajmy, że chcemy rozmawiać.

Z każdej strony mamy przykłady tego jak nie rozmawiać w przestrzeni publicznej, ale na szczęście mamy też sporo rozmów, które trwają czasem i całe godziny. Rozmów, które są o życiu, są piękne i których chce się słuchać i słuchać, więc jeśli już mamy brać przykład z przestrzeni publicznej albo jeśli już chcemy dostarczać sobie bodźców, szukajmy dobrych przykładów rozmów. Gdy dostrzeżemy słowne mordobicie, nie pokrzykujmy o nim na lewo i na prawo i na środku, bo jedynie rozprzestrzeniamy zły przykład. Rozprzestrzeniajmy te dobre, jeszcze mniej liczne, ale na szczęście istniejące, przykłady.

I choć często to słowne mordobicie mnie bawi, to wszystko bawić będzie tylko do pewnego momentu i o ile czara goryczy nie przelała się u mnie, o tyle u wielu osób nie ma już czary goryczy. Jest czara ognia. Ta z goryczą przelana została już dawno i napełnia się teraz czystą nienawiścią względem nawet czynności, które nie są nacechowane negatywnie, ba! ogień płonie względem po prostu innej opinii.

Doszliśmy do momentu krytycznego, który nie pozwala na dyskusję, bo nie wiemy jak się dyskusję prowadzi. Wolimy krzyczeć i zgniatać ludzi słowami zamiast podejść do spraw wszelakich z dystansem, zamiast szukać wspólnego dobra, szukamy różnic, szukamy potwierdzenia, że moje jest lepsze.

Moja czara goryczy jeszcze się nie przepełniła. Mam jednak nadzieję, że nawet, jeśli ta zostanie przelana, to nie napełnię jej ogniem, że uda mi się napełnić ją wodą zwykłą – bez procentów ani świętości, czyli spokojem i pewnością, że kolejny okrzyk bojowy i stroszenie piór nic nie da, ale pewnego rodzaju spokój i chęć polemiki są zdecydowanie wskazane.

Czary wypełnionej spokojem i jasnością myśli sobie i czytającym życzę. Oby zgaga słowna zdarzała nam się rzadziej niż rzadko.

Autor

Dagmara Małgorzata – Pisze, więc jest. Dużo czyta i wyciąga wnioski. Kocha góry, filmy Tarantino i potyczki słowne. W nadawaniu codzienności odpowiedniego kolorytu pomaga jej fascynacja psychologicznymi zagadnieniami i obserwowanie ludzi. Na stronie Współcześni samym sobie raczy ludzi słowem.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

[instagram-feed]

Reklama