Lektury Saramonowicza

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Książka Tomasza Piątka o tajemnicach Antoniego Macierewicza była w 2017 roku gigantycznym bestsellerem. Mimo potężnego lęku mediów, by rzetelnie opisać jej zawartość (a były nią mocno podejrzanie powiązania potężnego wówczas ministra obrony narodowej i wiceprezesa rządzącej partii z ludźmi, którym zarzuca się niejasne alianse z Kremlem), sprzedało się około 250 tysięcy egzemplarzy. Spodziewano się przy tym, że demiurgiczny szef MON wytoczy autorowi proces (co zapowiadał) lub wręcz doprowadzi do jego aresztowania. Tymczasem stało się zgoła inaczej: procesów nie było, a sam Macierewicz pożegnał się z posadą w rządzie. Po dwóch latach Tomasz Piątek bierze się za tajemnice Mateusza Morawieckiego. I znów – jak w przypadku poprzedniej książki – przede wszystkim skupia się na ujawnieniu sieci powiązań premiera, zwłaszcza z czasów przedrządowych. Jego kwerenda to efekt benedyktyńskiej pracy; Piątek przegrzebał się przez tysiące stron internetowych, setki dokumentów, zapisów własnościowych spółek itd. Nie potrafię powiedzieć, czy wszystkie hipotezy, jakie przedstawia, próbując wykazać nieprzejrzystość (najczęściej o charakterze politycznym) powiązań Mateusza Morawieckiego, są odbiciem rzeczywistości. Piątek zresztą jest świadomy, że w niektórych kwestiach może się mylić, wszelako uważa, że intelektualista ma prawo stawiać ryzykowne pytania, nie ma zaś prawa gnuśnieć w bezpiecznym „a co mnie to wszystko obchodzi”. Na mnie w tej książce największe wrażenie zrobił opis obecnych powiązań ludzi związanych przed laty z organizacją Solidarność Walcząca (którą założył ojciec premiera – Kornel Morawiecki) z interesami rosyjskimi i białoruskimi. Piątek uważa, że wiele nieprzychylnych Europie oraz antyukraińskich opinii premiera RP i jego ojca ma źródło w środowisku politycznym, z którego obaj się wywodzą, a które dziś kłopotliwie ciepło wyraża się o putinowskiej Rosji. Zaprawdę, kiedy się to wszystko czyta, ciary przechodzą.

Tomasz Piątek, „Morawiecki i jego tajemnice”, wyd. Arbitror, Warszawa 2019

Reklama

 

Kolejna pozycja o premierze Morawieckim, która się właśnie ukazuje, została napisana przez jego wieloletniego współpracownika. Jako rzecznik banku Piotr Gajdziński towarzyszył Morawieckiemu przez długich 11 lat. W swojej książce – napisanej wspólnie z synem – skupia się na obrazie charakterologicznym swojego bohatera, budując go jednak nie na intelektualnych spekulacjach o rysie psychologicznym, ale przywołaniu setek faktów i okoliczności, którym miał okazję się z bliska przyglądać. „Delfin” to opis człowieka o wielkiej, wręcz chorobliwej ambicji, który ma niezachwiane przekonanie o swojej wyjątkowości, a być może także misji dziejowej. „Chcę być prezydentem!” – wyznaje w chwili szczerości prezes banku swojemu rzecznikowi. Gajdziński nie ukrywa, że były szef nie budzi w nim szczególnie ciepłych uczuć, ale też nie stara się go na siłę zohydzić. Kreśli obraz chłodnego technokraty, który co prawda interesuje się historią, ale tylko po to, by usprawiedliwiała jego światopogląd i życiowe wybory. Z opisu wyłania się człowiek zadufany, choć jednocześnie niepewny siebie, zamknięty i nieufny wobec ludzi, egoistycznie skupiony, nieempatyczny i gotów iść po trupach do celu. Czy taki istotnie jest obecny premier Rzeczpospolitej Polskiej? Trudno powiedzieć, choć niedawna „afera medialna” z jego adoptowanymi dziećmi – w której wielu obserwatorów widziało tzw. ustawkę dziennikarską między Super Expressem a zapleczem marketingowym Morawieckiego – być może tego potwierdzeniem. Jakkolwiek jest, warto tę książkę znać.

Piotr Gajdziński, Jakub N. Gajdziński, „Delfin. Mateusz Morawiecki”, wyd. Fabuła Fraza, Warszawa 2019

 

Składająca się z dwunastu esejów wspaniała książka wielkiego polskiego poety i wybitnego humanisty, pełna głębokiego namysłu filozoficznego i napisana przepiękną polszczyzną. Czego chcieć więcej?

Bez wątpienia jest to rzecz erudycyjna, ale niech Państwa to nie odstrasza. Zagajewski potrafi rzeczy nieproste przedstawiać w klarownej, łatwo pojmowalnej formie. Przywołuje nazwiska pisarzy, poetów, kompozytorów, filozofów, historyków i przelatuje z lekkością motyla między epokami i tematami, by zawsze wrócić do naszego tu i teraz, które dzięki owej umysłowej podróży, w jaką nas autor zabiera, jawi się prostsze do zrozumienia. Kiedy na przykład pisze za starożytnym historykiem Tacytem, jak to w Rzymie za dyktatorskich rządów cesarza Tyberiusza pojawił się wśród części obywateli pęd do służalczości, któremu towarzyszyły niezliczone akty hołdownicze wobec tyrana, a plebejska brutalność oraz pochlebstwo zaczęły kształtować stosunki polityczno-społeczne, widzimy nie – odległą epokę – ale wprost przeciwnie: naszą zaokienną codzienność.

Wspaniale też Zagajewski mówi o wolności: „żeby żyć w wolności, trzeba żyć w prawdzie. Prawda jest tam, gdzie jest odwaga, odwaga widzenia i wypowiedzi. (…) Żyć w prawdzie, to być krytycznym wobec samego siebie i ciekawym innych narodów, innych doświadczeń. Nie zaniedbywać inności.”

Zdaniem autora, polskim nieszczęściem jest prowincjonalizm duchowy i intelektualny, który powoduje naszą drugorzędność kulturalną. Zamiast zajmować się uniwersalnymi sensami oraz stawiać światu i sobie fundamentalne pytania, kultywujemy własne krzywdy, co rozwija w nas miłość własną lub więzi w infantylnych mitach. Pisze Zagajewski: „kuchnia może – i powinna – być regionalna, ale poszukiwania intelektualne już nie”. Nic dodać, nic ująć.

Adam Zagajewski „Substancja nieuporządkowana”, wyd. Znak, Kraków 2019

 

Nie jest łatwo pisać o fizyce w sposób, który nie przerazi ludzi, których przerażają równania i wzory. Jako totalny głąb w naukach ścisłych wiem, co mówię. Ledwie kilka takich książek w życiu przeczytałem, żadna nie była napisana przez Polaka. Tymczasem Andrzej Dragan dokonał w moim mniemaniu cudu: przeczytałem i rozumiem to, co wcześniej zdawało mi się czarną magią. Wszelako nie o samą fizykę tu idzie; „Kwantechizm” to wspaniały esej o człowieku i myśleniu. Co prawda autor nie ma najlepszego zdania o naszym gatunku, twierdząc, że nie jesteśmy stworzeniami nazbyt przenikliwymi. Przytacza przy tym badania brytyjskie o tym, jak często giną zwierzęta rozjechane przez samochody w trakcie przechodzenia przez jezdnię w stosunku do liczby podjętych prób przejścia. Okazuje się, że człowiek w tym zestawieniu zajmuje dopiero czwarte miejsce. Znacznie uważniejsza (inteligentniejsza) jest natomiast świnia, która tę klasyfikację wygrywa.

Jak zatem udało nam się polecieć na Księżyc, zbudować komputer i dokonać teleportacji fotonu? Bo – jak mówi Dragan – elita umysłowa naszego gatunku (czyli mały odsetek ludzkości zaledwie) porzuciła zabobony oraz wiarę w prawdy objawione i zaczęła poznawać rzeczywistość poprzez nieustanne wątpienie i dociekliwe sprawdzanie wszystkiego, co się da sprawdzić. „Wątpię, więc myślę, myślę, więc jestem” – powiedział Kartezjusz. Powtarzajmy to więc za nim, wszak nie ma innej metody, by przejrzeć w końcu na oczy.

Andrzej Dragan „Kwantechizm, czyli klatka na ludzi”, wyd. Fabuła Fraza, Warszawa 2019

 

Mówi się, że kultura honoru – związana z archaicznym wyobrażeniem, że tylko krwią można zmazać obrazę – utrzymuje się głównie w regionach o niskiej kulturze prawnej: we Włoszech, Grecji, Hiszpanii, Polsce, Iranie, Turcji, Rosji, krajach arabskich, na południu USA i w środowiskach przestępczych. Może więc właśnie dlatego, że mamy swoje polskie fiksacje związane z pojęciem honoru, warto przeczytać książkę Adama Michnika, napisaną 30 lat temu. Także ze względu na jej ciągłą polityczną aktualność.

Powiedział zmarły niedawno wybitny historyk i intelektualista Karol Modzelewski: „W czasach, kiedy władze Rzeczypospolitej zamierzają każdemu obywatelowi wpisać do paszportu słowa BÓG, HONOR, OJCZYZNA, warto przypomnieć, co Adam Michnik za komuny pisał o honorze”. Nie od parady będzie przy tym nadmienić, że Michnik pisał ową rzecz w trakcie wieloletniego więzienia, aresztowany w dniu, w którym człowiek, który współcześnie chce mieć o honorze najwięcej w Polsce do powiedzenia, spał do południa.

Adam Michnik, „Z dziejów honoru w Polsce i inne szkice”, wyd. Agora, Warszawa 2019

 

 

 

Czytelnicy kojarzą Czubaja z kryminałami, lecz „Około północy” nim nie jest, a przynajmniej nie tylko. Akcja dzieje się w 1969 roku w Warszawie. Tuż po pogrzebie Krzysztofa Komedy zostaje zamordowana młoda dziewczyna. Pewien kontrabasista rozpoczyna prywatne śledztwo, dzięki któremu poznajemy jazzowe środowisko czasów peerelu. Jest klimatycznie literacko (jak ze „Złego” Tyrmanda) i klimatycznie muzycznie (jak z płyt Komedy czy Kurylewicza). Lekkie pióro, dobry smak, kunsztowna zabawa. Warto.

Mariusz Czubaj, „Około północy”, wyd. WAB, Warszawa 2019

Autor

Andrzej Saramonowicz – reżyser, scenarzysta, pisarz, dramaturg i dziennikarz. Autor największych polskich hitów komediowych w XXI w. (m.in. „Ciało”, „Testosteron” i „Lejdis”). Jest jednym z najchętniej czytanych i najwyrazistszych niezależnych publicystów w kraju. Jego teatralny „Testosteron” – od wielu lat grany nieustannie w kilkunastu krajach – jest dziś jedną z najpopularniejszych polskich sztuk na świecie. Wydał dwie powieści („Chłopcy” w 2015 i „Pokraj” w 2018), które z miejsca stały się rozchwytywanymi bestsellerami. Członek zarządu Gildii Reżyserów Polskich.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Error: Access Token is not valid or has expired. Feed will not update.
This error message is only visible to WordPress admins

There's an issue with the Instagram Access Token that you are using. Please obtain a new Access Token on the plugin's Settings page.
If you continue to have an issue with your Access Token then please see this FAQ for more information.

Follow on Twitter

Reklama