Funkowy luz na poprawę humoru. Anderson .Paak – Ventura – recenzja

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Dzisiejszy tekst sponsoruje stuprocentowa dawka pozytywnych wibracji. Tym razem nie będę wam truł o wypełniającym teksty utworów egzystencjalnym bólu oraz nieprzystępnych formalnych eksperymentach. Dziś biorę na warsztat album, który po prostu sprawia mnóstwo muzycznej przyjemności. Tym wyjątkowym poprawiaczem nastroju jest “Ventura” Andersona .Paaka – wszechstronnie uzdolnionego perkusisty, producenta, rapera i wokalisty (prawda, że imponująca lista talentów?). Szósty krążek w karierze podopiecznego Dr. Dre wyróżnia się na tle poprzednich, przede wszystkim luźną, swobodną konstrukcją. Jedenaście premierowych kawałków ukazuje nam pewnego siebie artystę, niemuszącego już nikomu udowadniać swych umiejętności. Ten niegdyś gorący debiutant teraz ma zapewnione miejsce na podium i w efekcie tworzy rzeczy tętniące czystą radością.

Kręgosłupem ciepłego brzmienia są tu inspiracje w stylu retro. Pan Brandon nawiązuje przede wszystkim do soulu oraz funku lat siedemdziesiątych, przy okazji mieszając te smaki z rozśpiewanym miksem hip-hopu i r&b. Autor “Malibu” wykazuje się godnym podziwu wyczuciem w łączeniu wspomnianych stylistyk i na dodatek potrafi odcisnąć na nich własne piętno. Członek duetu NxWorries nie ogranicza się do odtwarzania klimatu sprzed lat, a raczej dodaje tradycyjnym melodiom nowoczesny sznyt. Jeśli robić remake, to właśnie w taki sposób.

Reklama

Pozytywne wrażenie robi także aranżacyjne bogactwo poszczególnych numerów. Album stoi w zdecydowanej opozycji do skrajnego minimalizmu dzisiejszej okołorapowej muzyki. Oczywiście mamy do czynienia z piosenkami o wręcz popowej wrażliwości, lecz równocześnie zaskakującymi mnogością produkcyjnych smaczków. Wielopłaszczyznowa architektura utworów zachęca do wielokrotnych odsłuchów, pozwalających na pełne docenienie kunsztu .Paaka. W czasach zdominowanych przez ascetyczną produkcję mieszkaniec Los Angeles przypomina odbiorcom o tym, że odpowiednio opakowany przepych też może być piękny.

“Ventura” ciekawie wypada w porównaniu z innymi wydawnictwami tego twórcy. Nie jest to album ani tak spektakularny konceptualnie jak “Malibu”, ani też równie żywiołowy co zeszłoroczny “Oxnard”. Propozycja Andersona na 2019 rok to raczej coś w rodzaju złapania oddechu. Bazujący na spokojnych tempach longplay manifestuje dojrzałość muzyka znudzonego przechwałkami i prężeniem muskułów. Mistrz współczesnego funku oferuje sztukę bez ciśnień, smakującą jak dobry drink na tle rajskiego krajobrazu.

Przygotowałem dla Was przepis na idealny wieczór. Po pierwsze, włóżcie swoje najwygodniejsze kapcie. Następnie przygotujcie sobie ulubiony napój (wyskokowy lub nie). Gdy już załatwicie te dwie kluczowe sprawy, rozsiądźcie się w fotelu i załóżcie na uszy gigantyczne, bezprzewodowe słuchawki. Gdy klikniecie łatwo zauważalny przycisk “play” znajdujący się tuż pod tytułem “Ventura”, odlecicie do krainy błogości, której nie będziecie chcieli opuścić już nigdy. Miłej zabawy.

Autor

Łukasz Krajnik – anglista, tłumacz i autor artykułów dotyczących szeroko pojętej popkultury. Codziennie poświęca mnóstwo czasu na przyswajanie dziesiątek płyt, filmów i książek. Zwolennik braku podziałów na sztukę wysoką i niską. Wielbiciel barwnej estetyki lat osiemdziesiątych.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Error: Access Token is not valid or has expired. Feed will not update.
This error message is only visible to WordPress admins

There's an issue with the Instagram Access Token that you are using. Please obtain a new Access Token on the plugin's Settings page.
If you continue to have an issue with your Access Token then please see this FAQ for more information.

Follow on Twitter

Reklama