Na pokaz

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Jako przedstawiciel tzw. „wyższej klasy średniej” powinienem jeździć dobrym samochodem z napędem na cztery koła i planować wyprawy do Kambodży oraz Tajlandii, bo Europa jest już przecież passé. Jako intelektualista powinienem spędzać czas na czytaniu książek wielkich filozofów w oryginale. Każdy tydzień zaczynać się powinien wizytą w muzeum albo w operze, aby było o czym dyskutować ze znajomymi podczas wieczorów spędzanych w knajpie, w której kieliszek wina kosztuje tyle, ile roczna porcja żywnościowa dziecka w krajach trzeciego świata.

Jako współczesny young professional nie powinienem kalać swoich rąk pracą w ogrodzie, ani tracić czasu na przygotowywanie jedzenia z podstawowych, banalnych składników. Na obiad i kolację koniecznie sushi lub ramen, a na śniadanie bio-warzywa z najczystszych upraw górskich – Tatry, Alpy, Pireneje. Oczywiście dostarczone pod drzwi przez firmę cateringową w plastikowym (o zgrozo!) pudełku – 1500 kalorii, dieta magnezowo-krzemowo-nutri-hydro-beztłuszczowo-bezsensowna.

Nie pracuję w korporacji, nie jeżdżę SUV-em, z karty kredytowej korzystam od czasu do czasu, żeby styki jej nie zaśniedziały. Piję smaczne, ale niezbyt drogie wino. Tak samo lubię wykwintne knajpy, jak i wszelkie street-foody. Ubrania kupuję w sieciówkach, no czasem szarpnę się na coś z wyższej półki. Nie kupuję rzeczy, na które mnie nie stać. Mama powtarzała, żeby wystrzegać się kredytów, a jeżeli już je brać to maksymalnie na taką kwotę, jaką się posiada w ramach tzw. majątku. Jak patrzę na to, co się dzieje dookoła widzę, że mama była mądrym człowiekiem!

Wystarczy mi świadomość, że mogę wiele, a cieszy fakt, że wiele nie potrzebuję i nic tak naprawdę nie muszę. Jeżeli będę chciał kupię tego SUV-a na raty, zatankuję do pełna płacąc kartą kredytową, spakuję rzeczy od projektantów do designerskiej walizki z logo połyskującym ochoczo nawet w gęstej mgle albo wsiądę do samolotu, dokupię biznes-klasę na półtoragodzinny lot, zrobię sobie kilka selfie, nie wyjdę z fotogenicznego hotelu i będę udawał, że jestem kim nie jestem. Zaraz potem się obudzę, wstanę rozczochrany, zrobię sobie zwykłą kawę ze zwykłym mlekiem i poczytam ubiegłotygodniową gazetę ciesząc się, że mi nie odbiło.

 
Reklama
 
Reklama

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

[instagram-feed]

Reklama

Reklama