Syntezoidy śnią o elektrycznych rodzinach Vision – recenzja

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Kim jest Vision? Robot, android, a właściwie syntezoid twierdzący, że uratował ziemię 37 razy, a ty zapewne znasz go tylko z filmów Marvela. W skrócie – czerwono-zielony koleś w pelerynie strzelający laserem z czoła. Typowy twór superbohatereskiej mitologii, łączący w sobie cechy potężnego komputera, kosmicznej technologii i melancholijnego ojca rodziny. Szkopuł w tym, że wydany na polskim rynku przez wydawnictwo Egmont album Vision nie jest kolejną opowieścią o nadludzkich istotach zbawiających świat po raz 38. To historia familijna.

Choć Vision nie jest człowiekiem i bliżej mu do robota to na przestrzeni komiksów prowadził bogate życie uczuciowe. Chcąc jednak zaznać spokoju i ustatkowania stworzył sobie żonę, córkę i syna. Moment przeprowadzki na spokojne przedmieścia staje się punktem wyjścia dla całej historii. Nasz bohater rozpoczynając kolejny rozdział w swoim życiu próbuje się odnaleźć w nowej roli – ojca, męża, ale też…Boga.

Tom King, uznawany za czołowego scenarzystę komiksowego XXI wieku (również były agent CIA), posłużył się klasyczną postacią Marvela, by pochylić się nad istotą człowieczeństwa. Nie poszedł jednak w stronę ckliwej opowieści o maszynach zaszczutych przez nietolerancyjnych ludzi. Zamiast tego skupił się na cenie stojącej za przynależnością do szeroko rozumianego „społeczeństwa”. Vision, jego małżonka Virginia oraz dzieci Vivian i Vin są potężnymi istotami, przewyższającymi fizycznie oraz intelektualnie ludzi. Mimo wszystko próbują się dostosować do zwyczajnych śmiertelników, by żyć prostym życiem. Pokonując kolejne epizody tego obyczajowego dramatu, poznajemy nieoczywiste oblicze głównego bohatera. Nasz protagonista konstruując sobie sielankę, nie przewidział konsekwencji wchodzenia w boską rolę. Jego najbliżsi nie mogą sprostać jego oczekiwaniom, gubiąc się w ludzkim świecie, a cała odpowiedzialność za ich niepowodzenia spoczywa na barkach kreatora.

Gabriel Hernandez Walta i Michael Walsh narysowali prozaiczny świat amerykańskich przedmieść. Portretując zwyczajną rzeczywistość doskonale wprowadzili do niej niezwykły element jakim jest rodzina superbohaterów. Całość komiksu zazębia się w umowny, uroczy pejzaż z jednym drażniącym, niepasującym elementem. Tą belką w oku, czy igłą w stogu siana są pełne dobrych chęci czerwone roboty.

Vision jest jednym z tych wyjątkowych komiksów, które zostają na dłużej. Choć powieść graficzna pochodzi spod skrzydeł potężnej, rozrywkowej korporacji to stanowi nieoczywiste dzieło sztuki. King nie unika trudnych tematów, „od-idealizowuje” popularnego bohatera, na oczach czytelników tworząc z niego dwuznaczną, nawet czasem przerażającą postać. Komiks z kategorii na pozór niezobowiązujących czytadeł, które stają się wstępem do rozprawy nad kondycją współczesnego człowieka/syntezoida.

Reklama

Dyniak

– Jak można wywalać gnój w klapkach? – pytam tego wieśniaka. Nie