Nieoszlifowany diament

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Choć Panama jest głównym węzłem komunikacyjnym obu Ameryk zarówno dla jednostek pływających po rozległych wodach wszechoceanu jak i tych, które przecinają niebiosa, jest stosunkowo mało poznana i bardzo niedoceniona. Stolica kraju – choć piękna – ma dwie, różne strony medalu.

Dwa oceany

Określony mianem cudu techniki i jednego z największych osiągnięć ludzkości w XX wieku, Kanał Panamski łączy wody Oceanu Atlantyckiego z Oceanem Spokojnym. Jedna z najważniejszych dróg wodnych świata ma 80 km długości i skraca drogę z San Francisco do Nowego Jorku o ponad 14 000 km! Niestety, 10 lat budowy kanału pochłonęło życie 25 tysięcy robotników, którzy, przedzierając się przez gęstą panamską dżunglę, przegrali starcie z malarią i żółtą febrą. Burzliwą historię budowy kanału można odkryć w muzeum znajdującym się w centrum turystycznym przy śluzie Miraflores. Właśnie stąd można obserwować pracę olbrzymich lokomotyw, które wciągają statki w śluzę. Gdy zamykają się zapory, a komory napełniają się wodą, jej poziom się wyrównuje, a statek bez przeszkód może wpłynąć na sztuczne jezioro Gatúni udać się w dalszą podróż. Różnica poziomów wynosi tutaj 16 metrów, a komory napełniają się 100 milionami litrów wody w około 15 minut.

Dotknąć nieba

Wieżowce Panamy są imponujące. Szklana panorama stanowi najbardziej ekskluzywną część miasta, a jej sercem są dzielnice Punta Pacifica i Punta Paitilla. To centrum finansowe Panamy (słynącej z niskich podatków i braku współpracy prawnej z innymi państwami), a w luksusowych drapaczach chmur mieszczą się siedziby ponad 100 światowych banków. Wzdłuż Pacyfiku ciągnie się okazała Avenida Balboa będąca najdłuższą aleją w mieście. Jej nazwa, podobnie jak nazwa panamskiej waluty (zrównanej obecnie do dolara), nadana została na cześć Vasco Núñeza de Balboa – hiszpańskiego odkrywcy i konkwistadora, założyciela pierwszej europejskiej kolonii na kontynencie amerykańskim. Widok szklanych domów zapiera dech w piersiach, jednak oglądanie ich z poziomu starego miasta może być przygnębiające.

Gdy pozory mylą

Zabytkowym centrum Panamy jest zbudowane w 1673 roku Casco Viejo. Kusi ono turystów bogatą paletą barw, kolonialnym klimatem, malowniczymi placami i straganami, na których pamiątki sprzedają Indianie z plemion Kuna i Guajami. Ubrani w charakterystyczne kolorowe stroje, krążą po brukowanych uliczkach przemykając między tysiącami kapeluszy panamskich, których nazwa błędnie wskazuje region ich pochodzenia. Niewiele osób wie, że kapelusze panamskie oryginalnie pochodzą z…Ekwadoru! Słomiane kapelusze przyjęły nazwę panamskich, gdyż to właśnie Panama stała się punktem ich międzynarodowej sprzedaży. Prawdziwą sławę przyniósł im dwudziesty szósty prezydent USA – Theodore Roosevelt, który odwiedził budowę kanału Panamskiego ze słomianym kapeluszem na głowie. Dzięki niemu stały się one modne w stanach, a później podbiły Europę i Azję. Casco Viejo zajmuje ważne miejsce w historii Panamy, gdyż to właśnie tu, na Plaza de la Independencia, w 1903 roku ogłoszono niepodległość Panamy od Kolumbii. Niestety, stare miasto długo było zaniedbywane, a przeprowadzona w latach 90 renowacja dodatkowo pogorszyła sprawę. Wielu mieszkańców, których nie było stać na życie w nowej, odrestaurowanej dzielnicy, była zmuszona do przeprowadzki. Ci, którzy jakoś wiążą koniec z końcem, zostali. Barykadują się na noc w rozpadających, neoklasycznych kamienicach, gdzie materac zastępuje drzwi, a kraty w oknie linkę na pranie. Choć żyją w ruinach, część ich rzeczy znajduje się na ulicy. Siedząc w swoich wysłużonych fotelach, obserwują turystów zachwyconych kolorowymi elewacjami pięknych budynków, do których dostępu co jakiś czas broni policja. Rozległe stare miasto, pełne barwnych straganów, zatłoczonych placów i zjawiskowych kościołów jest miłym i bezpiecznym miejscem na powolną przechadzkę i odkrywanie tajemnic Panamy. Za dnia. Nocą większość uliczek jest pozbawiona świateł, a zdrowy rozsądek słusznie podpowiada, że nie wszystkie sekrety miasta muszą zostać ujawnione.

Głęboko w piasku

Kilkanaście kilometrów od miasta znajduje się z pozoru niczym nie wyróżniająca się plaża – Venado. Jest tu dużo muszli, kilka knajpek, ratownik i woda pełna mułu wznoszonego przez statki czekające na przeprawę Kanałem Panamskim. W 1951 roku pojawił się tu archeolog Samuel Lothrop, który kilka metrów pod powierzchnią ziemi odkrył 202 szkielety (później odnaleziono kolejne 167). Szczegółowo opisał on swoje znalezisko, wnioskując po wyglądzie szczątków, że w prekolumbijskiej Panamie na szeroką skalę praktykowano kanibalizm, stosowano przemoc i okaleczanie ciała. Kolejni naukowcy – Nicole Smith-Guzmán i Richard Cooke przebadali ponownie wszystkie dostępne dokumenty oraz szkielety (część z nich znajduje się na Harvardzie) i odkryli, że wiek, płeć i rodzaj uszkodzeń ciała były całkowicie normalne. Na plaży Venado okazywano zmarłym szacunek i chowano ich w sposób identyczny jak pozostałych członków regionu Gran Coclé na wielu pobliskich cmentarzach. Niestety nie ma tu żadnej tablicy upamiętniającej miejsce spoczynku Indian. Złote artefakty odkryte w grobach znajdują się w Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku i The Art Institute w Chicago.

Na ulicach Panamy można spotkać wiele twarzy o azjatyckich rysach. Osoby te są potomkami robotników pracujących przy budowie Kanału Panamskiego, którzy zostali w Ameryce Środkowej szukając szczęścia w biznesie. Panuje tu idealna równowaga między imigrantami, Indianami i lokalnymi mieszkańcami, a ich różnorodność stanowi nieodłączny element kulturowy kraju. Panama to miasto, w którym spotykają się przeciwieństwa. Bogactwo otacza tu biedę, nowoczesność próbuje przyćmić historię, kolorowe elewacje odbijają się w szklanych ścianach, a maleńkie Indiańskie stragany dzielnie opierają się ogromnym centrom handlowym. Tylko Panama – najnowocześniejsza stolica Ameryki Łacińskiej – oferuje tak wiele niesamowitych kontrastów.

 

Reklama