O co chodzi z bananami

Jakub Wejkszner

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Jakże trudne jest to dla wszystkich zaangażowanych w ów konflikt, a jakże satysfakcjonujące dla kogoś, kto chciałby spojrzeć na to pod mikroskopem, jak ten naukowiec, co bada i leczy rzeczy wszelakie.

Jak to pisał Hipolit Taine o sztuce – powinno się ją badać jak witriol i cukier, więc ja także chętnie, jak tylko mogę i umiem, pochylam się nad zjawiskiem społecznym, by zobaczyć czy ma nóżki, łapki i ząbki.

A ząbki ma, w dodatku ogromne i zagraniczne.

Konflikt bananowy jest niewątpliwie jednym z najnowszych trendów para-zachodnich, w których uczestniczymy jako społeczeństwo. W tym konflikcie, inteligencka, liberalno-lewicowa część oburza się na zdjęcie przez katolicko-prawicową część dzieła sztuki, na którym bohaterka na różne sposoby zabiera się do zjedzenia banana. Konotacji z tym związanych wyjaśniać na potrzeby tego konfliktu nie trzeba, choć niewątpliwie jest to dzieło o znaczeniu głębszym niż zasadzony na nim ideologiczny spór.

 
Reklama
 
Reklama

Prawa strona działa koniunkturalnie. Zdejmuje wystawę, gdyż jest obsceniczna, a sprawy seksualne należy pozostawić w domu. Co więcej, wszelkie sprawy seksualne w przestrzeni publicznej kojarzą się z wszystkim, od czego muszą stronić, czyli homoseksualizmem, kwestią seksualności kobiet, feminizmem, czy ostatecznie pedofilią. Pruderyjność jest immanentną cechą ich działania, żeby rodzina była spokojna, wszyscy byli szczęśliwi, a dzieci nie miały dżenderów, tylko były dziećmi. Działa koniunkturalnie natomiast, gdyż wie, że aktem tym, względnie nieznaczącym, utwardzi elektorat swój większościowy, prowokując jednocześnie do podziałów po drugiej stronie barykady.

Co też się stało. Lewa strona, choć początkowo zgodna w oburzeniu, zaczęła się rozbijać, gdyż centralna jej część również nie jest za tym, by obsceniczność seksualną promować w ramach głównego nurtu polityki wszelakiej. Raczej, żeby spokojnie realizować swoje koncepcje w sposób umiarkowany i nieangażujący się. Problem jednak leży gdzie indziej. Polska lewa strona, szczególnie ta artystyczna, interesuje się tym, co dzieje się na świecie i bierze z tego przykład, bo jeśli jeden post niezadowolenia na twitterze ma taką siłę w Stanach Zjednoczonych, dlaczego mielibyśmy się ograniczać w Polsce? Dlaczego by nie walczyć naszej bellum iustum przeciwko tym, którzy chcąc cenzurować sztukę? Gdyż na tym to się zasadniczo opiera – źli, nierozumiejący niuansów i sztuki prawicowcy, cenzurują ją, gdyż nie jest zgodna z ich światopoglądem. Lewa strona, by zachować integralność musi to wypunktować, a że wypunktowuje równie złośliwie i prowokacyjnie, co prawa, w tym nieco postmodernistycznym, ironicznym wydaniu, gdzie my intelektualiści rozumiemy podwójne znaczenie, ale to znaczenie podwójne traktujemy jako literalne w pokrętnym, artystycznym kolażu myślowym, a wy, prawicowcy, nawet nie wiecie kto to Jean Baudrillard. W ten sposób jednak, jak wspominałem wcześniej, rodzi się podział, bo może część lewicy się zgadza z konceptem, to jednak druga część już średniawo, już niespecjalnie, kręci nosem i smuci się, że musimy w ten sposób, ta mniej artystyczna, mniej śmietankowa, ale wciąż chcąca się sprzeciwić. I w ten sposób, dusza lewej strony dzieli się na dwie, które obie muszą zachować integralność i mówić nie, kiedy dzieje się krzywda, co doprowadza do jej rozdrobnienia.

Koniunkturalność natomiast prawicy, umiejętność połączenia sił, niezależnie od ideologii, wygrywa coraz częściej. Dodatkowo, dzięki powszechnemu przepływowi informacji, na społeczeństwo zachodnie oddziałuje ta naturalna, dzika energia, zwierzęcia, któremu się pokazuje zagrożenie. Gdyż, co by nie mówić, zagrożenia tego realnie nie ma, to jednak codziennie bombardowani złymi informacjami obywatele muszą bacznie się temu przyglądać, bo chwile szczęśliwe zawsze są szczęśliwe, a te nieszczęśliwe skończyć się mogą tragicznie. Co zresztą lewa strona zupełnie olewa i twierdzi, że najważniejsze są ideały, w tym idealizmie się topiąc jednak, bo nie zyskują nikogo, poza tymi już przekonanymi.

I choć fascynujące to i piękne, mądre i zbawienne, należy jednak wprost stwierdzić, że żal najbardziej jest tych prac artystycznych, sztuki samej w sobie, która rozerwana konfliktem ponad jej głową, smuci się, że taki prosty.

Reklama

Smak umami

Umami to jeden z pięciu podstawowych smaków, odczuwalnych przez człowieka