Karolina Bruchnicka: Dziewczyna z pociągu

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Na rozmowę do hotelu biegnie prosto z Dworca Centralnego. Przyjechała z Wrocławia. Po sesji fotograficznej ucieka na próbę teatralną do Łodzi. Najsłynniejsza na tę chwilę w Polsce „Córka trenera”, czyli Karolina Bruchnicka otwiera kolejne rozdziały aktorstwa. Robi to z właściwym sobie spokojem, bo chyba trudno namieszać jej w głowie…

Karolina, po pierwsze – bardzo Ci dziękuję, że przyjechałaś do nas prosto z Wrocławia.

Tak, to prawda, jest to pewna odległość, ale zrobiłam to z wielką chęcią. Musiałam tylko trochę pociągi przestawić, ale mam dzięki temu dłuższy dzień. 

Chyba jesteś już przyzwyczajona do takiego stylu życia od czasu premiery „Córki trenera” – ale nie tej kinowej – bo tak naprawdę ten film żyje swoim życiem od dłuższego czasu?

Film żyje swoim życiem już od lipca, ale ja zawsze lubiłam intensywny tryb pracy i życia. Jestem już do tego przyzwyczajona. Kiedy pierwszy raz spotkałam się z Łukaszem byłam na 3 roku w Łodzi. Codziennie przyjeżdżałam do Warszawy; to wyglądało tak, że byłam jedną nogą w szkole, a jedną na korcie, także ten dystans zupełnie nie ma dla mnie znaczenia. Trochę jak tramwaj Łódź – Warszawa. 

Jesteś przyzwyczajona, ale jak łączysz te obowiązki ze szkołą? 

Reklama

Teraz jestem na 5. roku, czyli oficjalnie jeszcze studiuję, a w praktyce muszę tylko napisać magisterkę. Nie mamy już zajęć, do Łodzi wracam przy okazji, do Teatru Nowego. Wcześniej była to kwestia dobrego planowania i dużych chęci w parze z dyscypliną.

Czy jesteś już w stanie powiedzieć czy bardziej ciągnie cię w kierunku kina, czy w kierunku teatru?

Na tę chwilę nie mam pojęcia. Chciałabym dużo rzeczy sprawdzić, poznać, dopiero wtedy będę mogła się wypowiedzieć na ten temat. Po planie byłam przekonana, że tylko filmy i najchętniej „Córka trenera 2, 3, 4”, ale oczywiście było to tylko chwilowe. Później zaczęłam pracę z Kubą Kowalskim nad spektaklem dyplomowym „Przebudzenie wiosny”. Totalnie w to poszłam, reżyser dał mi dużo wolności, bardzo doceniam to spotkanie. Teatr na nowo pojawił się w mojej głowie i zobaczyłam, że nie warto się jeszcze uprzedzać czy decydować.

Jesteś bardzo skromna, bo tak naprawdę właśnie z przedstawieniem reżyserowanym przez Kubę Kowalskiego otrzymałaś nagrodę zagranicą, na Międzynarodowym Festiwalu Szkół Teatralnych.

W Rabacie, w Maroko.

To duże osiągnięcie. Jak wspominasz ten czas? 

Przyjechały tam szkoły m.in. z Niemiec, Hiszpanii, Wybrzeża Kości Słoniowej, Meksyku, więc mieszanka wybuchowa. Wspominam ten czas bardzo dobrze, bo przede wszystkim mieliśmy tam przez cały tydzień warsztaty aktorskie. Były one po francusku, którego się kiedyś uczyłam, więc przy okazji szkoliłam język. Poznałam fajnych ludzi, pozwiedzałam miasto. Później dowiedziałam się o nagrodzie i było to bardzo miłe, ale to już dodatek do tego wyjazdu. Zwłaszcza, że dzień przed zerwałam tam więzadło w kostce i moją główną myślą było, żeby ten fizyczny spektakl móc w ogóle zagrać.

Rola w „Córce Trenera” jest chyba ważna dla młodego człowieka. Nie jesteś sportsmenką, ale aktorką, więc gdzieś ten moment na podejmowanie decyzji w życiu jest już za Tobą. Twojej bohaterce udało się uniezależnić od woli ojca. A czy Ty myślałaś jakbyś zrobiła na jej miejscu?

Na pewno zrobiłabym to samo! W życiu miałam takie szczęście, że tata dawał mi dużo wolności w decyzjach, jak popełniałam błędy to robiłam to na własne życzenie. Zawsze sama decydowałam o tym co robię, czym będę się zajmować. Praca przy „Córce trenera” dała mi bardzo dużo do myślenia a’propos naszej relacji. Jest ona zupełnie inna, ale sam tata powiedział mi, że w filmie wychwycił wiele punktów wspólnych. Myślę więc, że to historia dosyć uniwersalna i nie tylko o sporcie, nie tylko o takiej relacji. Przede wszystkim o dojrzewaniu i nie zawsze też dojrzewaniu młodej osoby, tylko rodzica do decyzji swojego dziecka. 

Jestem ciekawa jak Twoja rodzina, Twoi najbliżsi odbierają Twoje sukcesy w filmie i teatrze. Córka trenera to film psychologiczny, rodzinny.

Tak, ja czuję dużo wsparcia od taty, ale on też często sprowadza mnie na ziemię. Pamiętam taką rozmowę przed castingiem, powiedział mi: Ty się dziecko nie przejmuj, jeśli nie dostaniesz tej roli, bo wiesz jak grasz w tenisa. Zdawałam sobie z tego sprawę, ale tym chęci były większe. To w ogóle był mój pierwszy casting w życiu; bardzo mi zależało ze względu na tematykę filmu i samo spotkanie z ekipą, bo od początku wiedziałam, że to są super ludzie, czułam od nich super energię. 

To chyba też rola, która bardzo zmieniła Cię nie tylko zawodowo, ale też Twój charakter. Czego cię nauczyła? Co pozostawiła?

Na pewno postać Wiktorii dała mi dużo siły i nauczyła brania odpowiedzialności za swoje decyzje. Mimo tego, że ma siedemnaście lat, jest bardzo rozsądna, bardzo ułożona, wyważona i zanim coś powie to 10 razy to przemyśli. Trochę tych cech od niej zabrałam.

Rozumiem, że wcześniej byłaś jej przeciwieństwem?

Bywało różnie, ale oglądając ten film pierwszy raz czułam coś takiego, że ta postać to mieszanka wybuchowa. Z jednej strony dałam jej bardzo dużo ze swojego charakteru, a z drugiej przejęłam trochę od niej. Tata teraz żartuje, że taki okres buntu to chyba mam teraz, bo jak miałam siedemnaście lat to byłam całkiem spokojnym dzieckiem. Teraz ułożyłam sobie w głowie więcej rzeczy. Oczywiście nie robię niczego hardkorowego, nie stawiam się mojemu tacie bez powodu, ale na pewno jestem bardziej bezpośrednia. Wiele mi to daje, nie tylko w odniesieniu do tej relacji.

To chyba też naturalny proces dojrzewania, także w tym zawodzie, w świecie, który nie jest łatwy i na pewno nie będzie. Czy obawiasz się tego w jakiś sposób? 

To na pewno nie jest mój główny punkt rozważań. Wiadomo, zdarzają się różni ludzie, ale ja mam tak, że staram się koncentrować tylko na tym dobrym. Jestem też takiego zdania, że cokolwiek się dzieje to każda sytuacja nas w jakiś sposób kształtuje. Przekonałam się o tym, odnosząc się do mojego życia, nie tylko zawodowego. Ze wszystkiego staram się wyciągnąć jakąś lekcję. Często też zapominam o złych sytuacjach, staram się nie gromadzić w sobie złej energii. Jeśli chodzi o pracę to jak czegoś nie jestem pewna to po prostu tego nie robię, staram się nie pracować na pół gwizdka ani nie pracować z ludźmi, do których nie mam zaufania, więc jak już coś robię to z pełnym oddaniem. 

Pochodzisz z Wałbrzycha. Przyjeżdżasz do rodziny, masz ku temu możliwości zawodowe, ponieważ występujesz tam na scenie.

Tak, w Teatrze Dramatycznym.

Z Dolnego Śląska bliżej jest do zachodnich lub południowych sąsiadów; czy łatwo było dotrzeć do Łodzi, do szkoły filmowej? 

Bardzo chciałam się dostać do Łodzi ze względu na szkołę, ale nigdy wcześniej nie byłam w tym mieście. Na początku miałam pewne obawy, ale to szybko przeszło. Łódź jest teraz jednym z moich najukochańszych miast. Pamiętam też pierwszą rozmowę z Irkiem Czopem, opiekunem mojego roku, który jak dowiedział się, że jestem z Wałbrzycha to powiedział: Zobaczysz, w Łodzi ci się spodoba! Szybko się odnajdziesz. I miał trochę racji, bo czego by nie mówić o Łodzi, to jest ona nieoczywista i jak już tam trochę pomieszkałam i znalazłam swoje miejsce to szybko poczułam się jak w domu. Nigdy nie pożałowałam tego wyboru.

Reklama

Dzięki Łodzi spotkałaś się na planie z Jagodą Szelc [Monument – przyp. red.], która tak naprawdę jeszcze niedawno sama była debiutantką. Co czerpiesz od młodych twórców, a co daje Ci praca z doświadczonymi aktorami?

Każdego staram się obserwować i jak najwięcej od nich nauczyć. W Jacku Braciaku, oprócz oczywiście talentu aktorskiego, imponuje mi jego umiejętność koncentracji w każdym momencie. Co by się nie działo na planie, mówię o rzeczach technicznych, takich jak ustawianie sprzętu, światła, on jest tak w 100% w swoim świecie, skupiony przed każdą sceną. Z Jagodą Szelc spotkałyśmy się, gdy byłam na czwartym, a ona na piątym roku studiów. Bardzo dobrze wspominam to pierwsze spotkanie. Ona nas nie znała, my jej nie znaliśmy, wleciała do sali taka na luzie: Siema! Cześć! I była bardzo przygotowana, miała scenariusz, miała dużo pomysłów na ten film, ale była też otwarta na nasze sugestie i na nas, chciała nas przede wszystkim poznać. To mi się najbardziej w ludziach i pracy podoba. Z jednej strony przygotowanie, a z drugiej taka otwartość, pokora w stosunku do innych. 

Czyli powinnam Ci życzyć takich właśnie ludzi we współpracy w najbliższej przyszłości. A czego ty chciałabyś od przyszłości właśnie?

Dobrych ludzi, bo jestem zdania, że z takich dobrych spotkań mogą wyjść dobre projekty. Tego mogłabym sobie życzyć.

Karolinę Bruchnicką mogą Państwo oglądać na scenie Teatru Nowego im. Kazimierza Dejmka w Łodzi w spektaklu „Lolita”. Reżyseruje Tomasz Cyz. Prapremiera 31 maja.

 

fot.: Dominika Woźniak

Podziękowania dla TFH KONCEPT ul. Szpitalna 8 za wypożyczenie ubrań do sesji:

Zielona sukienka: 

– TUNIKA ANDY , marka „FASH” 

beżowy żakiet:   „TRUE COLOR BY ANN”

Aliganza showroom:

Różowy stanik sportowy: ETAM

Botki: MANGO

Obuwie sportowe: Skechers

Zielone spodnie: TOP SECRET

Podziękowania za udostępnienie pomieszczeń na potrzeby sesji dla:

Hotel H15 

Renaissance Warsaw Airport Hotel

Autor

Anna Jankowska – dziennikarka kulturalna, filolog polski. Marzycielka i baczna obserwatorka codzienności. Jeszcze kilka lat temu sądziła, że życie zawodowe poświęci pisaniu o modzie, ale Telewizja pochłonęła ją bez reszty. Na stałe związana z TVP Kultura. Tworzy program newsowy, a w przerwach reportaże z kulturalnych podróży po świecie. Wierzy, że któregoś dnia zostanie korespondentką z Hiszpanii, bo przecież nie ma rzeczy niemożliwych ;)

Przeczytaj również

Reklama