Lektury Saramonowicza

Andrzej Saramonowicz

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Ta pozycja powinna wstrząsnąć Polską, a jeśli tego nie uczyni to jedynie dlatego, że jesteśmy żałośnie niewrażliwi na książki lub mamy przykrą skłonność do wypierania faktów kłopotliwych.

Frederic Martel przez wiele lat zbierał materiały o zakłamaniu hierarchów watykańskich. Jakimś cudem zdołał przekonać kilkudziesięciu kardynałów i setki biskupów, by otworzyli przed nim świat wielkiej „szafy”, w której ukrywają się księża geje. „Sodoma” opowiada o podwójnym życiu najwyższych hierarchów Kościoła. O ich rozwiązłości, hipokryzji i zbrodniach. Zdaniem Martela homoseksualizm w Kościele to nie margines, ale system. W jego opinii stan duchowny stanowił przez wieki idealne schronienie dla homoseksualistów, co więcej stał się wręcz jednym z kluczy powołania do stanu duchownego. Autor twierdzi też, że za większością spraw związanych z molestowaniem seksualnym kryją się księża i biskupi, którzy z obawy, iż w przypadku skandalu zostanie ujawniony ich homoseksualizm, chronili sprawców przestępstw. A także, że im większym homofobem jest duchowny, tym bardziej prawdopodobne, że jest homoseksualistą.

„Sodomę” trzeba przeczytać koniecznie. Także ze względy na liczne wątki polskie, które opisuje. Przy tej książce film „Kler” Wojciecha Smarzowskiego wydaje się być książeczką do nabożeństwa.

Frederic Martel, „Sodoma. Hipokryzja i władza w Watykanie”, wyd. Agora SA, Warszawa 2019

 

Wierzyliśmy, że koniec zimnej wojny przyniesie ostateczne zwycięstwo demokracji i zapewni wolność przyszłym pokoleniom. I że owa wolność dana jest już raz na zawsze. Ostatnie lata dowodzą, że się ponuro myliliśmy. Osobliwy sojusz nacjonalistów, fundamentalistów religijnych, radykałów i technokratów rozpoczął skuteczny demontaż systemów demoliberalnych. Wykorzystując populistyczne hasła manipuluje słabo wykształconymi masami, kierując je w stronę niewolności.

Snyder bezlitośnie dowodzi, jak wielka jest w tym rola Rosjan i Kremla i jak rządy oraz społeczeństwa innych państw (od Europy Środkowej poprzez Zachód aż do Amerykanów) dają się infekować putinowską trucizną fake-news’ów, obskurantyzmu i złudnej nadziei.

Wolność zależy od obywateli, którzy potrafią odróżnić to, co jest prawdziwe, od tego, co chcieliby usłyszeć. Autorytaryzm pojawia się nie dlatego, że ludzie mówią, że tego pragną, ale dlatego, że tracą zdolność odróżniania faktów od pragnień. Jeśli nie ma prawdy, nie może być też zaufania, a w warunkach nieufności ukierunkowujemy naszą energię na teorie paranoiczne.  Czy uda nam się z tego wyrwać?

Timothy Snyder, „Droga do niewolności”, wyd. Znak Horyzont, Kraków 2019

 

„Druga połowa drugiej dekady trzeciego tysiąclecia nie wydaje się odpowiednim momentem na opublikowanie książki o dziejach postępu i jego przyczynach. – pisze Steven Pinker. – Moim krajem rządzą ludzie wyznaczający mroczną chwilę wizji obecnej.”

Moim krajem też, dlatego czytam „Nowe oświecenie” z wypiekami na twarzy. W czasach, gdy populistyczna władza w Polsce i USA kreśli pesymistyczny i obskurancki obraz świata oraz jego przyszłości, krytyczny stosunek do nowoczesnych instytucji oraz niezdolność do wyobrażenia sobie wyższego celu o innym niż religijny charakterze, Pinker – jeden z najciekawszych intelektualistów naszych czasów – przywraca na sztandary człowieka cywilizowanego Oświeceniowe hasła: rozum, nauka, humanizm, postęp. Dowodzi, że czarnosecinne pomruki o tym, że dziś żyje się coraz gorzej, a świat schodzi na psy, nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości. Albowiem wszelkie dane dowodzą, że życie, zdrowie, dostatek, bezpieczeństwo, pokój, wiedza i szczęście wzrastają nie tylko na Zachodzie, ale i na całym świcie.

Czytam Pinkera z nadzieją, że świat ludzi światłych jeszcze nie uległ masom, hołdującym myśleniu magicznemu, trybalizmowi i tańcom na grobach intelektualnych autorytetów. I że wiedza przyczynia się do poprawy ludzkiego losu.

Steven Pinker „Nowe oświecenie”, wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2018

 

Wydawnictwo Wielka Litera inicjuje cykl subiektywnych przewodników po światowych miastach, pisanych przez bywalców i entuzjastów tychże. Zaczyna od Sztokholmu, który opisuje mieszkająca w nim od lat polska pisarka Katarzyna Tubylewicz. Nie jest to książka, która punkt po punkcie opisuje wszystko, co w mieście warte zobaczenia; od tego mamy przewodniki typu tradycyjnego. Opowiada natomiast, za co Sztokholm jest przez autorkę kochany i podziwiany oraz zachęca, byśmy spojrzeli na to miasto, zwane Wenecją Północy, jej oczami. Ale że Tubylewicz wie o Sztokholmie wszystko, co wiedzieć warto, po lekturze człowiek czuje się niemalże jego mieszkańcem. Na następne książki z cyklu już czekam z utęsknieniem

Katarzyna Tubylewicz „Sztokholm”, wyd. Wielka Litera, Warszawa 2019

 

 

 

 

Od dawna twierdzę, że o historii Polski powinni pisać wyłącznie cudzoziemcy. Zwłaszcza Anglicy lub Amerykanie. Mają nie tylko dystans do naszych dziejów, którego nam brakuje, ale przede wszystkim wspaniały warsztat, dzięki któremu wielkie tomiszcza nie nudzą datami, wydarzeniami i nazwiskami, ale skrzą się od fascynujących historii, których nie powstydziłyby się najbardziej wciągające seriale fabularne. Właśnie taką książkę Brytyjczyk Robert Frost podarował nam o państwie polsko-litewskim, czyli niezwykłym i bez wątpienia najbardziej imponującym epizodzie naszej historii, w którym otarliśmy się o bycie mocarstwem. Czyta się to jednym tchem, żałując potężnie, że Rzeczpospolita Obojga Narodów została dziś zastąpiona w ojczystych snach przez endeckie pomruki o jednolitej etnicznie Polsce.

Robert Frost „Oksfordzka historia Unii Polsko-Litewskiej”, wyd. Rebis, Poznań 2018

 

 

 

Jako pierwszy w dziejach filozof sztuki Denis Dutton łączy dwie dziedziny – sztukę i nauki ewolucyjne. Dowodzi, że ludzkie preferencje estetyczne nie są jedynie „konstrukcjami społecznymi”, lecz uniwersalnymi, międzykulturowymi cechami ewolucyjnymi, ukształtowanymi przez dobór naturalny i płciowy. Czyli, że „to coś” nosimy w sobie.

„Ewolucja homo sapiens w ciągu milionów lat nie jest tylko historią o tym, jak posiedliśmy zdolność widzenia barw, chęć jedzenia rzeczy słodkich i chodzenia w pozycji wyprostowanej – pisze Dutton. – To również historia o tym, jak staliśmy się gatunkiem mającym obsesję na punkcie tworzenia doświadczeń artystycznych, które nas bawią, szokują, ekscytują i zachwycają, od dziecięcych zabaw do kwartetów Beethovena, od oświetlonych ogniem jaskiń do nieustannej poświaty ekranów telewizorów na całym świecie”.

Piękno i zachwyt zostały nam zadane przez naturę, dowodzi Dutton, i szukamy ich instynktownie, niezależnie od tego w jakiej części świata i jakiej epoce historycznej się narodziliśmy. Bardzo mi ta myśl – jakże sprawnie przeprowadzona w tej książce – odpowiada. Mam nadzieję, że Państwu spodoba się również.

Denis Dutton, „Instynkt sztuki”, wyd. Copernicus Center Press, Kraków 2019

Reklama