Ruchome piaski

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Odtajał lód, słońce przygrzało i wysuszyło piasek. Idę chaszczami przy Wiśle, odginam gałęzie, przeskakuję błota – nieźle sobie radzę. Parę ostów podróżuje na moim atramentowym płaszczu. Nie chcę usiąść, nogi niosą dalej, wspinam się na skarpę, piach osuwa się pod moim ciężarem, wpada do butów. Czy przeszkadza? Raczej przypomina drogę. Mogłam iść ścieżką jak większość osób, zbaczając jedynie od czasu do czasu na jakaś polankę. Od dziecka kombinowałam. Chodziłam drogami, których nie ma, tarzałam się w trawie i wspinałam na drzewa. Tak mi zostało i pewnie na zawsze.

Nieokiełznana pasja fizycznego dotykania życia. Uczę się dopiero niewpadania w tarapaty tylko po to, by zobaczyć jak zmienią kawałek mojego życia. Podziwiam ludzi o utartych szlakach, chodzących ubitym piaskiem. Pragną zaskoczenia, ale nie dopuszczają do takich sytuacji – strach improwizacji. Mają cel i idą wprost na niego. Dochodzą do punktu B i ruszają do C. Skupienie – ważna sprawa. Mnie wszystko trochę rozprasza. Wiem gdzie idę, ale nie wiem którędy – „Nie ma drogi, jest mapa”, jak to śpiewa Tom Waits. Boje się niezbaczania ze szlaku, choć częściej przez to wkopuję się w piach, rozdzieram ubranie i parzę o pokrzywy. Strach mi, że nie odkryję przygód niezaplanowanych. Jeden dzień przeżywam więc jak tydzień cały. Czy to, co daje radość może też dać spokój? Człowiek-mózg, kminię, rozkminiam i nawet gdy wiem, że podejmuję zbędne ryzyko, centymetr po centymetrze wchodzę w nie, aż jest już za późno by się wycofać.

Reklama

Wchodzę do lasu, zaczyna zmierzchać, a ja mam 10% baterii w komórce. Zgubię się, zgubię, ale już jestem w środku, czuję dreszcz przygody. Krótkie historie z gęsią skórką na karku. Zgubiłam się. Przecież wiedziałam, że tak będzie, więc po co? Adrenalina? – zapisz się na boks dziewczyno! Stoję na ringu i dostaję klaustrofobii. Jarzeniówki rozsadzają mi głowę, cios – padam na podłogę. Wszystko fair, czysta gra, określone zasady. Ja tak nie mogę. Walka? Proszę bardzo, ale na mojej arenie. Kładę się w trawie, znikam z pola widzenia, nabieram sił i wyskakuję z zaskoczenia. I tak krążę z moimi walkami. Nie chcę ich kończyć, lubię ten sentymentalny sparing. Tchórzostwo ktoś by powiedział, a ja mówię wykorzystanie potencjału, umorusanie się, zapisanie strategii na żółtej karteczce i wyrzucenie jej do kosza. Wracam przez las niczym niedobitek. Nikt za mną nie idzie, zostawiam bitwy, by znów się jutro w nich zgubić, dać się wciągnąć w grę luźnych uzgodnień. Czas wrócić do domu, tylko ten piasek w butach tak okrutnie obciera mi stopy. Czuję każdy krok i myślę, że warto to wszystko przeżyć jeszcze raz, jutro, od nowa.

Autor

Aleksandra Nowicka – aktorka, lektorka, pasjonatka muzyki i dobrego jedzenia. Ma kota – w dowolnym tłumaczeniu. Podróżuje, obserwuje, słucha i tańczy. A do tego masa tego i owego.

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

Follow on Twitter

Reklama